Niemal rok temu Maciej Giertych wywołał
skandal wydając zawierającą antysemickie treści broszurę "Wojna cywilizacji w Europie" z logo Parlamentu Europejskiego na okładce. Tym razem na okładce książeczki nie ma logo PE, znajdują się w niej jednak równie kontrowersyjne tezy.
W swojej najnowszej publikacji Giertych analizuje jak wyglądają zagadnienia równości płci i ochrony życia w UE w ramach nowego traktatu lizbońskiego. Jego analiza ma być uświadomić politykom przed ratyfikacją tego nowego unijnego dokumentu, jakie zagrożenia niesie poprawność polityczna i postulaty nazywane przez niego feministycznymi.
Według niego dokumenty UE zawierają promocję aborcji, homoseksualizmu, równości płci, a tak naprawdę niezrozumiałą promocję kobiet, która zaburzającą naturalne predyspozycje obu płci.
Maciej Giertych pisze, że absurdem jest poprawne politycznie twierdzenie, że między kobietami i mężczyznami nie ma różnic. Według niego nie można zaprzeczać faktowi, że mężczyźni i kobiety różnią się od się od siebie, a przez to są komplementarni, i nie mogą wypełniać tych samych ról społecznych czy zawodowych.
Feminizm to wina Darwina W tekście znalazła się też krytyka Karola Darwina, do którego Giertych nieustannie nawiązuje w swoich publikacjach (w 2006 r. zasłynął tym, że wzywał do wycofania ze szkół darwinowskiej teorii ewolucji w zamian za teorię kreacjonistyczną). Europoseł
LPR podkreśla, że Darwin zakładał nierówność płci i próbował ją wytłumaczyć przy pomoc swojej teorii ewolucji. Według niego to właśnie wskutek teorii Darwina powstał ruch emancypacyjny, który próbował skorygować ich nieprawdziwość.
Kobiety płaczą, kiedy mają problem Giertych pisze, że tak jak kiedyś za czasów PRL funkcjonowało hasło "Kobiety na traktory", tak dziś "na siłę wprowadza się kobiety do gremiów decyzyjnych, do wojska, do policji, do ekip na wyprawy kosmiczne, do męskich ról w filmach (np.
policjantka goniąca przestępców)". Z drugiej strony mężczyzn namawia się do pełnienia ról kobiecych, takich jak przewijanie dzieci,
gotowanie, zmywanie naczyń - bo tego wymaga ideologia feministyczna i polityczna poprawność.
Na dowód, że kobiety i mężczyźni nie w równym stopniu nadają się do pełnienia tych samych ról, Giertych przedstawia tabelkę pokazującą różnice między płciami:
| Kobieta | Mężczyzna |
| Fizycznie słabsza, łagodniejsza | Silniejszy, twardszy |
| W sytuacji konfliktowej wykorzystuje słabość, płacze | W sytuacji konfliktowej nadużywa przewagę fizyczną |
| Delikatna, łatwo zranić, łatwiej ustępuje | Łatwiej zniesie nawet ostrą krytykę |
| Dla niej ważne drobiazgi, łatwiej o nich pamięta | Pilnuje, by sprawy ważne nie utonęły w natłoku drobiazgów |
| Dla niej ważniejsze są sprawy domowe i to o nich myśli w zakładzie pracy | Dla niego ważniejsze są sprawy zawodowe, o nich myśli w domu |
| Chce się czuć bezpieczną pod opieką męża | Chce opiekę roztaczać, wykazać się opiekuńczością |
Kobiety dobrymi sekretarkami, słabymi szefami Kobiety nie są równe mężczyznom, ale są od nich o wiele więcej warte - pisze Giertych. Przypomina, że po tym, jak emancypantki promowały hasło "Nie będą mężczyźni nam dyktować", w większości stały się stenotypistkami. Według eurodeputowanego kobiety są świetnymi sekretarkami, bo pamiętają o drobiazgach, natomiast nie nadają się na stanowiska kierownicze(m.in. dlatego, że w trudnych chwilach mają depresje i trudniej podejmują ryzyko). Przyznaje się, że są wyjątki - kobiety, które są bardziej zdecydowane i twarde (wtedy chwali się je, że zachowują się po męsku), i są zniewieściali mężczyźni (ale to już zdecydowanie nie jest komplement). "Dążenie do wychowywania wszystkich w tym samym kierunku, w kierunku męskości, w rzeczywistości uwłacza kobietom. Poniża kobiecość. Traktuje ją jako coś gorszego, o niższej wartości, stan, od którego trzeba się wyzwolić" - czytamy w "Równości płci".
Kobietom chodzi tylko o władzę Giertych krytykuje też postulat dostępu kobiet do tradycyjnie męskich zawodów. Jednocześnie podkreśla, że "nie słychać, by feministki domagały się obecności kobiet wśród górników, drwali czy pracowników kanalizacji". Czyli nie chodzi im o równość w ogóle, ale o równość w zawodach, które oceniają jako przyjemne, prestiżowe lub dające władzę. Chcą stanowisk kierowniczych - oburza się polityk. Dodając, że równocześnie kobiety uciekają od pełnienia ról typowo kobiecych takich jak rodzenie i wychowywanie dzieci.
Tabletki antykoncepcyjne szkodzą wszystkim dookoła, także rybom Według Giertycha z powodu, że główną przeszkodą stojąca na drodze feministek jest funkcja rozrodcza kobiet i ruch feministyczny skupia się na jej zwalczaniu domagając się powszechnego dostępu do antykoncepcji i aborcji. Pisze on, że stosowanie antykoncepcji sprzyja rozwiązłości, a partner i partnerka stają się narzędziem do zaspokajania pragnień. Giertych pisze, że hormonalne środki antykoncepcyjne pozbawiają płodności nie tylko kobiety, które je biorą, ale wszystkich dookoła. "Hormony te wydzielane z moczem trafiają do ścieków miejskich, nie są wyłapywane przez oczyszczalnie i wracają do człowieka wraz z wodą. Kobietę pozbawiają zdolności do owulacji (taki jest ich cel), a u mężczyzn powodują spadek żywotności nasienia. Szeroko już udokumentowana jest demaskulinizacja i redukcja płodności u ryb w rzekach poniżej wielkich miast. Ichtiologowie (specjaliści od ryb) z kanadyjskiego Departamentu Rybołówstwa i Oceanów twierdzą, że estrogeny z pigułek antykoncepcyjnych są odpowiedzialne za feminizację i bezpłodność męskich ryb w rzece Ottawa".
Kobieta powinna rodzić w wieku 20 lat Giertych pisze, że w wyniku powszechności antykoncepcji i aborcji rozprzestrzeniają się "najprzeróżniejsze zboczenia, wszystkie jałowe, bezpłodne". - Skoro już nie o płodzenie dzieci chodzi, a tylko o przyjemność, to staje się obojętne, z kim się ją osiąga - pisze europoseł. Krytykuje on też przesuwanie się wieku, w którym kobiety rodzą dzieci. Według niego kobieta jest najbardziej płodna w wieku ok. 20 lat. Jak pisze, "w środowiskach muzułmańskich i cygańskich ta naturalna prawidłowość zapewnia przyszłość demograficzną i trwałość rodziny, podczas gdy starzejące się, bezdzietne feministki narzekają na wszystko dookoła tylko swojej winy nie widzą".
"Czy to się komuś podoba czy nie, posiadanie gromadki dzieci przytrzymuje kobietę przy funkcjach kobiecych, a mężczyznę przy rodzinie, którą musi utrzymać i za którą musi być odpowiedzialny" - pisze Giertych.
Feminizm mija w domu starców Giertych przedstawia wizję, jak kobiety, które propagowały wartości feministyczne, trafiają pod koniec swojego życia do domu starców - ich znajomi nie żyją, a dzieci nie mają. "Wtedy feminizm im mija, ale tej późno zdobytej mądrości nie ma już komu przekazać" - ostrzega Giertych.
Stabilna rodzina jedynym wyjściem W ostatnim rozdziale broszury, gdzie autor zebrał wnioski, czytamy, że lansowanie poprawności politycznej będzie miało zgubne skutki dla społeczeństwa. "Uzupełniamy się anatomicznie, psychologicznie, jako wzorce osobowości, jako nauczyciele i wsparcie dla tych, którzy są od nas zależni, dla naszych dzieci i starszych. A ta komplementarność jest najlepiej widoczna w stabilnym małżeństwie, w stabilnej rodzinie, gdzie wszystkie pokolenia żyją razem" - kończy swój tekst Maciej Giertych.
Skandale Macieja Giertycha Giertych już nieraz wywoływał protesty w Parlamencie. Na początku 2006 r. zorganizował wystawę o aborcji z plakatami porównującymi przerywanie ciąży do obozów koncentracyjnych. Pół roku później, w lipcu, na forum Parlamentu chwalił faszystowskich dyktatorów - hiszpańskiego gen. Franco oraz portugalskiego Salazara. I to tego dnia, w którym Parlament chciał uczcić pamięć ofiar hiszpańskiej wojny domowej.
W październiku 2006 r. Giertych senior na własną rękę zorganizował w PE "publiczną debatę" w sprawie teorii ewolucji. Zaprosił kilku mało znanych naukowców, którzy stwierdzili, że... teorię ewolucji należy wycofać z programów nauczania i zastąpić ją "teorią kreacjonistyczną", która głosi, że wszechświat, człowieka i wszystkie organizmy w jednym czasie stworzył Bóg.