Fruwając pod koszem: Uwierzycie, że człowiek potrafi latać

- Bardzo chciałem wygrać - dla wszystkich wysokich i w ogóle dla wszystkich ludzi. Mówiono, że wielcy faceci nie potrafią skakać i nie wyglądają zbyt dobrze podczas wsadów. A ja jestem bardzo duży i wiedziałem, że będzie trudno...
NBA ma nowego króla wsadów. Nazywa się Dwight Howard, ma 213 centymetrów wzrostu. I jest Supermanem.

Nazywasz się Kal - El. Jesteś ostatnim żywym mieszkańcem planety Krypton. Zostałeś wychowany przez Ziemian, ale nie jesteś jednym z nich. Masz wielką moc, ale świadom jesteś tylko jej części.

Dwight trafił do NBA w 2004 jako 18-latek. Z numerem 1 wybrali go Orlando Magic - już w pierwszym sezonie ustanawiał rekord za rekordem. Najmłodszy zawodnik w historii NBA, który ukończył sezon z dwucyfrowymi wynikami w punktach i zbiórkach (średnio 12 punktów i 10 zbiórek). Najmłodszy, który zdobywał średnio ponad 10 zbiórek. Najmłodszy, któremu udało się zebrać 20 piłek w meczu. Najmłodszy, który wybiegł w pierwszej piątce we wszystkich 82 meczach sezonu. Potem (w drugim sezonie) najmłodszy, który zdobył w jednym meczu 20 punktów i 20 zbiórek. No i najmłodszy, któremu udało się zebrać ponad 25 piłek.

Zaprzeczy ich prawom grawitacji. Będzie wyglądał jak jeden z nich. Ale nie będzie jednym z nich. Jego gęsta struktura molekularna uczyni go silnym. Będzie inny. Szybki. Praktycznie nie da się go zranić.

W pierwszym sezonie gry w NBA rozegrał wszystkie 82 mecze. W drugim również. I w trzecim. W tym sezonie też nie opuścił jeszcze ani jednego spotkania. W zeszłym roku postanowił wziąć udział w konkursie wsadów. NBA odmówiła jego prośbie zawieszenia obręczy wyżej niż zwykle dla podniesienia stopnia trudności, tłumacząc to zawile koniecznością zapewnienia wszystkim równych szans.

Mogę robić te wszystkie niesamowite rzeczy. Mam moc. Ale nie dane było mi go uratować.

W zeszłym roku Howard odpadł już w pierwszej rundzie jednego z najbardziej kontrowersyjnych konkursów wsadów w historii. Po konkursie wszyscy mówili tylko o jego dunku z nalepką - zanim włożył piłkę do kosza, zdążył jeszcze przylepić wysoko, prawie na szczycie tablicy, nalepkę ze swoim uśmiechniętym wizerunkiem i cytatem z Biblii. Ale na sędziach nie zrobiło to wrażenia. Niektórzy po prostu nie zauważyli, co Howard zrobił.

Jestem tu po to, żeby walczyć o prawdę i sprawiedliwość. Po amerykańsku.

Od jakiegoś czasu przy okazji Weekendu Gwiazd głównie narzekaliśmy. Na nudę, na niski poziom, na brak rozrywki. Wśród zwycięzców konkursu wsadów pojawiali się faceci, którzy nawet nie grają w pierwszych składach swoich drużyn (Harold Miner, Fred Jones, Gerald Green). Zawody zamieniały się w farsę, gdy ich uczestnicy (Chris Andersen, Nate Robinson) przygotowywali tak niesamowite dunki, że... sami nie byli w stanie ich wykonać. Wielkie gwiazdy NBA omijają konkurs wsadów szerokim łukiem (Kobe Bryant i Vince Carter, kiedy wygrywali, byli jeszcze nieopierzonymi młokosami). Kiedy w zeszłym roku Howard przegrał, uznał, że go skrzywdzono i że nigdy już w tym konkursie nie weźmie udziału. Na szczęście nie był konsekwentny.

Ten kraj jest znowu bezpieczny. To dzięki Tobie, Supermanie.

W tym roku mieliśmy wreszcie wielki show, zabawę, gwiazdorskie popisy i jeden z najlepszych konkursów w historii. Wszystko już było, wszystko już widzieliśmy, skończył się już chyba wyścig o to, kto, dunkując, najwyżej wyskoczy, kto będzie najdłużej lecieć w powietrzu, kto wykona najwięcej młynków, przełożeń pomiędzy nogami, kozłów i tomahawków. Konkurs wsadów nie jest już konkursem umiejętności - jest konkursem wyobraźni. - Ludzie nie chcą już oglądać tych samych dunków. Chcą czegoś więcej, czegoś pikantnego - tłumaczy Howard, który ten konkurs kreatywności wygrał w cuglach.

Gerald Green zaczął nawet nieźle - wsadzając, zdmuchnął świeczkę zapaloną na umieszczonym uprzednio na obręczy malutkim torciku. - Myślałem, że wyskoczy, weźmie ciasteczko, zje je i dopiero zadunkuje. Wtedy nie miałbym szans - mówił później Howard. Potem inwencji wystarczyło Greenowi tylko do zdjęcia butów (ostatni wsad wykonał w skarpetkach). A Howard zaskakiwał w każdym podejściu. Był dunk zza kosza, był podwójny alley-oop (od ziemi i od tablicy) i wreszcie przełożenie piłki z jednej - przyklejonej uprzednio - obręczy do drugiej.

No i był dunk Supermana - gdy Dwight przywdział koszulkę z logo Supermana, czerwoną pelerynkę - i pofruuuunął wysoko, że hej! Publiczność szalała, telewidzowie w SMS-owym głosowaniu również - Howard zgarnął trzy czwarte głosów i wygrał.

Pamiętaj, synu. Zawsze pamiętaj.

Zabawa zabawą, ale Dwight Howard wie, że o jego popisach podczas Weekendu Gwiazd za chwilę zapomnimy.

- Mówicie tylko o Bostonie i Detroit. A przecież my jesteśmy zaraz obok. Ludzie zapominają o Orlando Magic.

Howard udowodnił już niedowiarkom, że potrafi skakać. Teraz musi udowodnić, że potrafi wygrywać.

PS: Tytuł ("You'll Believe a Man Can Fly") oraz wszystkie cytaty w tekście pochodzą z filmu "Superman". Co fajniejsze akcje z sobotniego konkursu można sobie obejrzeć w naszym blogu Supergigant.blox.pl



Kronika towarzyska - wokół Weekendu Gwiazd

Przed tradycyjnymi sobotnimi konkursami odbył się nieoficjalny konkurs rzutów z połowy boiska. Najpierw rzucały gwiazdy Wschodu, najlepsi byli LeBron James i Jason Kidd - każdy trafił trzykrotnie w ciągu minuty (Kidd tzw. stylem podjajecznym). Dwa razy trafił Ray Allen, po razie Joe Johnson, Dwyane Wade i Chauncey Billups. Spośród gwiazd Zachodu Steve Nash i Amare Stoudemire trafili po jednym rzucie, a Tim Duncan i Allen Iverson - ani razu. Wtedy w kole pojawił się Chris Paul. Trafił cztery rzuty i ustanowił nowy rekord Guinnessa. Rzuty Paula możecie zobaczyć na Supergigant.blox.pl

W ostatniej chwili w miejsce Kevina Garnetta na Mecz Gwiazd powołany został Rasheed Wallace. Zachwycony nie był: - Wolałbym w tej chwili być Bahamczykiem. Wyspy Bahama, ja i moja żona. Wszystko nam zaplanowała, ale nic z tego.

Gwiazdą piątkowego meczu małolatów, w którym drugoroczniacy rozbili debiutantów, był Daniel "Boobie" Gibson, który trafił aż 11 trójek. Dzień później w konkursie rzutów za trzy zajął drugie miejsce, może w związku ze złymi wspomnieniami z poprzedniego konkursu rzutów za trzy, w którym brał udział. Gibsonowi pękła wtedy gumka w majtkach i po każdym rzucie spodenki opadały mu do kolan, ku uciesze kibiców. Tym razem Gibson zabezpieczył się dodatkowo i przykleił sobie spodenki plasterkiem.

W finale konkursu Skills Challenge stanęli naprzeciwko siebie dwaj młodzi rozgrywający - Chris Paul i Deron Williams. Wygrał Williams, bijąc przy okazji o 0,3 sekundy rekordowy czas Steve'a Nasha. Recepta na sukces jest prosta - Deron ciężko trenował przed konkursem, grając sobą w Skills Challenge na Playstation.

Tako rzecze Shaq

Shaq nic nie rzecze. To był pierwszy od piętnastu lat All Star Game bez Shaqa. Żadnych kapelusików, break-dance'ów, czy komórki zainstalowanej w wielkim bucie. Niestety. Gdyby kogoś w NBA interesowało nasze zdanie, to Shaq powinien być wybierany do Meczu Gwiazd dożywotnio.

Ciekawostki

Latrell Sprewell jest bankrutem. W zeszłym roku komornik zajął jego wart 1,3 mln dolarów jacht. A w minionym tygodniu bank położył łapę na jego domu, bo zaległości kredytowe osiągnęły blisko 300 tys. dol. Słowa Sprewella, który trzy lata temu odrzucił wartą 21 mln dol. ofertę Minnesoty, tłumacząc, że musi mieć z czego wykarmić rodzinę, nabierają nowego znaczenia. Oczywiście żadnej innej pracy Sprewell wówczas nie znalazł.



Vin Baker też ma problemy finansowe. Musiał sprzedać restaurację. Ciekawe, prawda?

Złota myśl

- Niech rozdają maybachy, loty odrzutowcem, domy. Każdy byłby zadowolony z nagrody w postaci darmowego Maybacha, Benza albo Rolls Royce'a. Wtedy byśmy się bardziej starali - LeBron James wie, jak uatrakcyjnić Mecz Gwiazd.