Wassermann jako pierwszy polityk PiS jasno przyznał, że doszło do zagłuszania pielęgniarek w budynku Kancelarii Premiera.
Wczoraj w
RMF FM Ludwik Dorn nie potwierdził wprost, że zagłuszano. Powiedział natomiast, że "
byłoby skandalem, gdyby pielęgniarki nie były zagłuszane", ponieważ przebywając w budynku Kancelarii łamały prawo, a BOR ma ustawowy obowiązek chronić kancelarię. Podobnej argumentacji użył dziś Wassermann.
- Była upubliczniona dokumentacja. Powołuję się na oświadczenie byłego szefa BOR-u. To są fakty, nad którymi się trzeba pochylić. Natomiast jeszcze raz powtarzam - z czego my robimy problem? - mówił Wassermann.
- Wynika, że polecenie było podpisane przez premiera. Ale to jest odgrzewany kotlet. Trzeba by było ten tak niezwykle ważny w mediach fakt sprawdzić. Mówię niezwykle ważny, bo to co się dzieje w służbach i w sferze bezpieczeństwa, woła o pomstę do nieba - dodał Wassermann, pytany, kto podpisał zgodę za zagłuszanie.
Niedawno, o sprawę zagłuszania pielęgniarek dziennikarz RMF FM zapytał prezesa PiS i byłego premiera. - To manipulacja. Odciągacie uwagę od ważnych spraw.
Media niemieckie powinny być szczególnie ostrożne, bo mogą być posądzane o wtrącanie się do polskich spraw wewnętrznych. Obawiam się, że coś takiego następuje - odpowiedział wówczas
Jarosław Kaczyński.
A tak Kancelaria Premiera tłumaczyła się w czerwcu: