Liderem wśród krajów, które umieściły najwięcej swoich produktów na liście chronionych przez Unię, są
Włochy ze 160 produktami, tuż za nimi - Hiszpanie i Grecy. Obecnie lista liczy już ok. 800 pozycji. Przeczytaj więcej o
historii ochrony produktów regionalnych UE >> Dlaczego na liście jest wciąż tak mało polskich produktów? W przypadku oscypka uzyskanie certyfikatu opóźnił sprzeciw Słowacji: słowaccy producenci w 2007 również zgłosili pretensje do tej nazwy. Ostatecznie sprawę rozwiązano przyznając Słowakom prawo do wyrobu ostiepków, a Polakom - oscypków.
Pojawienie się na liście produktów z danego kraju ma dla jego producentów kilka zalet. Pierwsza to darmowa promocja, za którą idzie możliwość podwyższenia cen. Produkt staje się przy tym bardziej znany w krajach "starej Unii". - Gdy otrzymamy unijny certyfikat, będziemy mogli wysyłać nasz produkt do sklepów w całej Unii - mówi w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Nietupska z Gorszczyzna na Podlasiu, która od lat produkuje koryciński ser.
Po drugie, uzyskanie certyfikatu przez producentów z danego regionu zamyka innym możliwość używania nazwy, która bardziej przyciąga odbiorców, kojarzy się z tradycją, jakością i konkretnym regionem. Dlatego np. po uzyskaniu prze Greków certyfikatu dla serów feta, nazwą tą nie może posługiwać się już polska Mlekovita.
Jakie jeszcze polskie produkty czekają w kolejce? Obwarzanki krakowskie, andruty kaliskie,
kołocze śląskie, a także produkty z Podlasia: miód -
lipiec białowieski i tatarski pierekaczewnik (ciasto z sześciu warstw przypominające skorupę ślimaka, pieczone m.in. przez polskich Tatarów).
Polska chce unijnego certyfikatu m.in. dla redykołki (drobne serki w kształcie zwierząt), rogala świętomarcińskiego, oleju rydzowego, truskawki kaszubskiej, suski sechlońskiej (podwędzane śliwki), jabłek łąckich, miodów regionalnych czy śliwki szydłowskiej - wyliczała niedawno "Rzeczpospolita".
Które z naszych produktów bezwzględnie zasługują na unijną ochronę - porozmawiaj na naszym Forum.