Szczygło o żołnierzach: Banda durniów czytaj>> W wyemitowanym w
TVN późnym wieczorem w poniedziałek programie Szczygło pytany o swoją wiedzę na temat zajścia powiedział, że "trwa postępowanie, które ma wyjaśnić wszystkie okoliczności sprawy". Odchodząc, wyraźnie poirytowany, powiedział do dziennikarki: "proszę nie mówić do mnie, że ja mam jakąś odpowiedzialność za to, że banda durniów strzela do cywili".- Słowa, które padły z moich ust były niepotrzebne; przepraszam za nie. Zapewniam też, że wbrew niektórym sugestiom nie przesądzały one o czyjejkolwiek winie lub niewinności. Fakt ostrzelania wioski jest bezsporny - powiedział Szczygło. - Sprawa zajścia w Nangar Khel była najtrudniejszą sprawą, gdy byłem szefem
MON. Poruszyła mnie i cały resort - podkreślił.
Zajście w Nangar Khel było tuszowane? Według zeznań informatora "Superwizjera" TVN, w sprawę tuszowania zajścia w Nangar Khel mieli się włączyć wysoko postawieni oficerowie, m.in. gen. Marek Tomaszycki (dowódca I zmiany polskiego kontyngentu w Afganistanie). - Generał miał powiedzieć, żebyśmy się nie martwili. Weźmie nas do bazy w Bagram i tam dokończymy misję - mówi informator.
Z kolei Szczygło, według informatora "Superwizjera", miał zabrać samolotem dwóch żołnierzy, którzy uczestniczyli w masakrze w Nangar Khel.
Pytany na konferencji prasowej w Sejmie, czy zabrał dwóch żołnierzy do bazy Bagram, Szczygło odparł: "Jeżeli chodzi o wizytę w Bagram to zaszło jakieś nieporozumienie: to nie jest żadna tajemnica, to jest po prostu nieprawda".
Wyjaśniał, że w Bagram był tylko dwukrotnie: pierwszy raz jeszcze przed wysłaniem polskich żołnierzy do Afganistanu, pod koniec lutego 2007.
"Ale wtedy jechałem
samochodem z Kabulu do Bagram, więc nie można mówić o zabieraniu kogokolwiek, szczególnie że prawdopodobnie tych żołnierzy jeszcze wtedy w Afganistanie nie było" - powiedział.
Po raz drugi - jak relacjonował - był w Bagram 30 października ub.r. na uroczystości przekazania dowództwa II zmianie PKW.
"Przyleciałem wtedy z Warszawy do Bagram, a po uroczystości wróciłem samolotem do Warszawy. Z logistycznego punktu widzenia nie było takiego przelotu" - powiedział Szczygło.
B. szef MON poinformował też, że był w Afganistanie cztery razy, że odwiedzał tam polskie bazy i latał: z Kabulu do Gardez, z Gardez do Sharany, z Sharany do Wazi Kwa, z Wazi Kwa do Ghazni oraz z Ghazni do Kabulu.
Szczygło nie chciał odpowiedzieć na pytanie, czy podejrzani żołnierze powinni zostać zwolnieni z aresztu. Jak powiedział, nie będzie się odnosił do całej sprawy.
Szczygło: Będę przesłuchiwany w charakterze świadka "Jestem jeszcze przed przesłuchaniem w prokuraturze wojskowej, będę starał się w czasie przesłuchania przekazać wszystkie moje informacje, które będą dla prokuratury ważne" - zaznaczył.
Pytany, czy dostał wezwanie, odpowiedział jedynie: "Wiem, że będę miał takie przesłuchanie (...) w charakterze świadka".
Do ostrzału wioski doszło 16 sierpnia ubiegłego roku. W jego wyniku zginęło kilkoro cywilów, w tym kobiety i dzieci.
Prokuratura postawiła zarzuty siedmiu żołnierzom - sześciu z nich zabójstwa ludności cywilnej, jednemu - ataku na niebroniony obiekt.
Warszawski sąd wojskowy ma dziś ogłosić decyzję czy przedłużyć areszt żołnierzom podejrzanym o ostrzał.
Więcej newsów, więcej źródeł. Zobacz Zoom24.pl