Jak inwestorzy wykurzają lokatorów

Włamania, odcinana woda, prąd, wystawiane drzwi od mieszkań, płacz i groźby - to konsekwencje boomu mieszkaniowego. Inwestorzy chcą remontować i przebudowywać kamienice, ale na drodze stoją im lokatorzy.
Janina Gierjatowicz ponad pół roku żyje już na placu budowy, bez wody i prądu. Kamienicę przy ul. Wyspiańskiego, w której mieszka, kupił hiszpański inwestor. Nowy właściciel w ubiegłym roku zaczął przebudowę budynku, stare, duże mieszkania dzieli na mniejsze, planuje też podnieść standard domu. Większość najemców wyprowadził do lokali zastępczych. Ale nie wszystkich. - Pani Gierjatowicz ciągle tu mieszka, bo nie ma się dokąd wyprowadzić.

Inwestor chce się jej pozbyć, nie dając nic w zamian. Obiecywał wprawdzie, że da jej mieszkanie, po czym okazało się, że ten sam lokal sprzedał komu innemu - mówi Anna Kulikowska, współwłaścicielka kamienicy. - Ta kobieta mieszka bez wody, prądu, ogrzewania, nowy właściciel raz wymontował jej drzwi do mieszkania. A ona jeszcze płaci za to czynsz - 1,2 tys. zł miesięcznie. I nie ma nikogo, kto by jej pomógł.

W podobnych warunkach mieszka Gizela Snuszka, emerytowana nauczycielka. Jej kamienicę przy ul. Rybaki pod koniec 2006 r. kupiły Nieruchomości Wielkopolski. Snuszka: - Na początek dostaliśmy podwyżkę czynszu, z 6,20 zł za m kw. na 14,54 zł. Chyba, żebyśmy dobrowolnie się wynieśli. A potem zaczął się remont. Przebudowują mieszkania na mniejsze.

Inwestor przekonał większość lokatorów do wyprowadzki. Prace w budynku trwają, na elewacji wisi już duże ogłoszenie "mieszkania na sprzedaż", ale Gizela Snuszka wciąż mieszka.

Deweloper szantażuje: Wyprowadzić się albo płacić

- Zaproponowali mi pokój ze wspólnym korytarzem. Chętnie się przeniosę do czegoś małego, ale nie chcę wspólnych korytarzy - tłumaczy lokatorka. - Biednym ludziom nie jest łatwo się wyprowadzić. Staram się o mieszkanie od miasta, ale ciągle słyszę, że lokatorom z prywatnych kamienic nie przysługuje. Na wolnym rynku do wynajęcia są głównie duże, a więc za drogie. Albo tylko na rok. Albo żądają wysokiego odstępnego. To, co mam ze sobą zrobić?

Po tym, jak odmówiła przyjęcia lokalu, deweloper chwycił się innego sposobu. - Dostałam pismo, że jak się nie wyprowadzę, to obciążą mnie kosztami przedłużającego się remontu, po tysiąc złotych za dzień - relacjonuje Snuszka i mieszka dalej.

W połowie stycznia inwestor odciął lokatorce wodę. - Złośliwie. Chcą mnie siłą wykurzyć. Ja już tak nie potrafię żyć, jestem po nowotworze, mam pierwszą grupę inwalidzką, nie mam siły - skarży się kobieta, która wodę do mycia i gotowania dźwiga w wiadrach z sąsiedniego lokalu, z którego korzystają budowlańcy.

Groźby: Komornik siłą ją przeprowadzi

- Robi to na własne życzenie. Nielegalnie mieszka na placu budowy, bo nie chce się przeprowadzić do mieszkania zastępczego, które jej zaoferowaliśmy. Ta pani działa niezgodnie z prawem, nie my - podkreśla z kolei Justyna Łukaszewicz z Nieruchomości Wielkopolski. Jej zdaniem, lokatorka próbuje wymusić na inwestorze mieszkanie o wyższym standardzie. - Inni zgodzili się wyprowadzić i są zadowoleni. Przeciwko tej pani złożymy pozew o eksmisję, przyjdzie komornik i siłą ją przeprowadzi - zapowiada.

Sądem grozi też mieszkańcom deweloper, który planuje przebudowę młyna na Nadolniku. Lokatorom sąsiadujących z młynem mieszkań zakładowych proponuje przeprowadzkę, opornym zapowiada, że w przypadku odrzucenia oferty sprawę skieruje do sądu. - Siedzimy tu jak na rozżarzonych węglach. Gdzie my starzy mamy się wynosić? - załamuje ręce pan Tadeusz, emerytowany młynarz.

- W całej Polsce tak jest, podobnych zgłoszeń dostajemy coraz więcej. Lokatorzy są wyrzucani, a inwestorzy nie zabezpieczają im mieszkań zastępczych. Zdarza się, że właściciel włamuje się i zmienia lokatorowi zamki - przyznaje Robert Popiółkowski ze Stowarzyszenia Pomocy Eksmisyjnej. - Trzeba się cieszyć, że są deweloperzy, którzy wreszcie zajęli się starymi kamienicami, bo one tego potrzebują. Z drugiej strony polityka inwestorów wobec lokatorów staje się coraz bardziej agresywna. Liczą się metry, nie ludzie. Taki jest biznes, niestety.

Dla "Gazety"

Mecenas Hubert Basiński z kancelarii prawnej dr. Marcina Wojcieszaka

Opisane przez "Gazetę" historie to jest problem, ale raczej natury społecznej, nie prawnej. W podobnych sytuacjach nikt nie jest zadowolony: ani właściciele, którzy nie mogą swobodnie korzystać ze swojej nieruchomości, ani lokatorzy, którzy boją się, że stracą dach nad głową. Problem leży w deficycie mieszkań, a lokali socjalnych w szczególności. Najuboższym, którzy nie są w stanie poradzić sobie na rynku, powinna pomóc gmina. Z kolei gminy nie mają wystarczająco dużo pieniędzy na to, żeby wszystkim zagwarantować mieszkania. Wiele z nich, zwłaszcza te mniej zaradne, wolą płacić odszkodowania, zamiast budować czy remontować lokale socjalne. W krajach zachodnich, gdzie samorządy są bogatsze i społeczeństwo zamożniejsze, takich problemów, przynajmniej na tak dużą skalę, nie ma.