Nadchodzi high-speed PKP. 350 km/h

Chcemy połączyć cztery aglomeracje: Poznań, Wrocław, Łódź i Warszawę linią high-speed, po której pociągi mogłyby jeździć z prędkością 350 km/godz.
Rozmowa z Juliuszem Engelhardtem, wiceministrem infrastruktury ds. kolei.

Leszek Baj: Polacy kojarzą kolej z PKP. Panuje przekonanie, że jest nieefektywna i przestarzała. Jak pan chce zmienić słaby wizerunek kolei?

Prof. Juliusz Engelhardt: Wizerunku kolei w Polsce nie da się zmienić z dnia na dzień. Opinia publiczna patrzy głównie na przewozy pasażerskie. Ale kolej to także przewozy towarowe, a w tym segmencie rynku dokonały się już bardzo poważne zmiany. Prowadzona od kilku lat polityka liberalizacji transportu kolejowego doprowadziła do tego, że w Polsce działa kilkudziesięciu operatorów towarowych, a rynek jest otwarty.

Jednak w przypadku części przewozów pasażerskich muszę potwierdzić negatywną opinię naszego społeczeństwa. Ubolewam nad nią.

Zapóźnienia biorą się stąd, że polityka kolejnych rządów w latach 90. nie sprzyjała rozwojowi kolejnictwa w Polsce. Chociaż oczywiście były pewne ograniczenia, np. budżetowe.

Dopiero w ostatnich latach zauważalna jest poprawa. Weźmy chociażby segment przewozów interCity, euroCity czy ekspresów, które prowadzi dzisiaj spółka PKP Intercity. W moim przekonaniu odbiór społeczny oferty tej spółki jest dobry. W ostatnich latach mocno się ona zmieniła. Poprawiono standard wagonów, jakość obsługi. Ciągle jest jeszcze wiele do zrobienia, ale wiele też osiągnęliśmy.

Ale większość przewozów pasażerskich w Polsce to przewozy regionalne.

- W przypadku przewozów regionalnych też mamy pewne oznaki poprawy. Wolno idzie co prawda modernizacja taboru, ale nie można powiedzieć, że nic się nie robi w tej dziedzinie.

W latach 2001-06 rządy zaczęły prowadzić politykę usamorządowienia przewozów regionalnych. W kolejnych etapach samorządy województw przejmowały ich organizację i finansowanie. Od 2004 r. samorządy wojewódzkie finansują te przewozy z własnych dochodów, a nie, jak to było wcześniej, z dotacji budżetowej.

Rok 2007 był przełomowy, bo w całym kraju ustaliła się liczba uruchamianych pociągów, które mają pokrycie w finansowaniu samorządów. Po raz pierwszy w swojej historii spółka PKP Przewozy Regionalne zbilansowała swoją działalność operacyjną. Przychody wraz z dofinansowaniem samorządowym równoważą więc koszty.

Ale spółce ciążą stare, wynoszące ponad 2 mld zł długi.

- To są długi z okresu, gdy PKP PR nie otrzymywała wystarczającego wsparcia finansowego zarówno z budżetu centralnego, jak i od samorządów, które jej się należało. Teraz na bieżąco pracujemy w rządzie nad odpowiednimi projektami ustaw, w szczególności nad ustawą zakładającą oddłużenie PKP PR, a następnie przekazanie jej udziałów samorządom województw.

Czy to nastąpi w tym roku?

- Tak. Chcemy w tym roku zrealizować proces pełnego usamorządowienia. Województwa oczekują przesunięć zaplecza czy lokomotyw do nowej spółki. My chcemy tak zrobić, by stając się właścicielem nowej spółki, były odpowiednio wyposażone, tak by mogły prowadzić działalność.

Co przekazanie kolei regionalnych samorządom da pasażerom? Czy polepszy jakość usług?

- Myślę, że tak. Proszę pamiętać, że proces tzw. regionalizacji kolejowego transportu pasażerskiego to nie jest polski wynalazek. Robi to cała Europa. To robią Niemcy, Francja...

I u nich to się udało?

- Tak. Bo w ten sposób władza lokalna jest bliżej społeczeństwa. Uzyskuje wpływ na koordynację przewozów kolejowych np. z autobusowymi. Staje się więc decydentem w wielu sprawach dotyczących transportu publicznego w regionie.

Korzyści z tego procesu będą z całą pewnością i myślę, że społeczeństwo je odczuje. Samorządy deklarują wolę inwestowania w tabor oraz w pewne odcinki linii kolejowych, które w planach centralnych nigdy by się nie znalazły ze względu na ich regionalny charakter. Mogą być one finansowane z programów unijnych.

Po przekazaniu przewozów regionalnych samorządom pozostaną przewozy międzywojewódzkie, czyli np. pociągi pospieszne, które obecnie obsługuje spółka PKP Przewozy Regionalne. Co się z nimi stanie?

- Najprawdopodobniej będzie to oddział spółki PKP Intercity. Docelowo będzie on przekształcony w oddzielną spółkę.

Nowy rząd zaczyna głośno mówić o kolejach wysokich prędkości...

- Dostałem wręcz zadanie od ministra Cezarego Grabarczyka, by zająć się tym problemem i by przygotować w krótkim okresie rządowy program budowy kolei wysokich prędkości. To szansa na wielki skok cywilizacyjny dla Polski.

W jaki sposób można by sfinansować budowę szybkich kolei?

- To zadanie na wiele lat. Najpierw trzeba myśleć o wprowadzeniu odpowiednich struktur, także rządowych, które by te prace rozpoczęły. Później myśleć np. o wykupie gruntów.

Kilkadziesiąt milionów euro z funduszy europejskich na lata 2007-13 będzie przeznaczone na przygotowanie projektu budowy kolei wysokich prędkości. A w perspektywie budżetowej od 2014 r. trzeba będzie już uwzględnić środki na samą budowę.

W tym czasie trzeba rozstrzygnąć, na jakiej zasadzie będzie finansowana ta budowa - czy z pomocą partnerstwa publiczno-prywatnego, czy ze środków budżetowych. To trzeba dobrze przemyśleć, żeby rozwiązanie było korzystne dla kraju i polskiego społeczeństwa.

W dotychczasowych dyskusjach na temat kolei wysokiej prędkości mówiło się o sieci w kształcie litery Y łączącej Warszawę, Wrocław i Poznań. Czy to dobry pomysł?

- To jest dobra koncepcja i przy niej stoimy. Chcemy połączyć cztery aglomeracje: Poznań, Wrocław, Łódź i Warszawę linią high-speed, po której pociągi mogłyby jeździć z prędkością 350 km/godz. Ale proszę zauważyć, że oferta przewozowa może być znacznie szersza niż te linie, bo taki szybki pociąg może też jeździć po torach klasycznych. Ofertą można więc połączyć wiele innych polskich miast. Pamiętajmy też, że już mamy Centralną Magistralę Kolejową, która będzie modernizowana na 200 km/godz. Już dzisiaj z Warszawy do Krakowa jedzie się dwie i pół godziny. Samochodem nie da się przejechać w takim czasie.

Czy za pana kadencji będą się zdarzały sytuacje, że pociąg interCity zatrzymuje się we Włoszczowej?

- Moim zdaniem sprawa jest trochę przereklamowana. Kolej powinna służyć społeczeństwu. Jeśli społeczeństwo potrzebuje gdzieś kolei, to powinniśmy tam być. Jeśli to samorządy miast i miasteczek wyłożyłyby pieniądze na remonty tysięcy przystanków, dworców, których my nie jesteśmy w stanie wyremontować, to niech będzie nawet tysiąc Włoszczowych. Kolej jest bowiem dla ludzi.

*prof. Juliusz Engelhardt - wiceminister infrastruktury ds. kolei