Wiadomości >  Archiwum

Hit PLS: PGE Skra Bełchatów - Mlekpol AZS Olsztyn 3:2

Jarosław Bińczyk, Bełchatów
27.01.2008
A A A Drukuj
- Nie zawiedliśmy - powiedział po meczu na szczycie Ireneusz Mazur, trener Mlekpolu AZS Olsztyn, mimo że jego drużyna po raz drugi w tym sezonie przegrała po tie breaku z PGE Skrą
Dlaczego trener mówił, że olsztynianie nie zawiedli? Bo pamiętał spotkanie sprzed roku, kiedy podopieczni Mazura zostali rozbici 3:0, mimo że mistrzowie Polski wystąpili bez Mariusza Wlazłego. Teraz to AZS przyjechał mocno osłabiony, bo kontuzja pleców wciąż nie pozwala nawet normalnie trenować Grzegorzowi Szymańskiemu. Reprezentant Polski był w hali Energia, ale ograniczał się tylko do ćwiczeń. Na szczęście dla gości znakomity mecz rozegrał jego zmiennik Marcin Lubiejewski. To dzięki jego świetnej grze AZS wygrał czwartego seta i zdobył punkt. W tie-breaku 27-letni atakujący zawiódł. - Zabrakło mi sił - przyznał. Mazur chwalił wysokiego (207 cm wzrostu) atakującego, ale podkreślał, że Szymański jest bardziej błyskotliwy i przydałby się zwłaszcza w decydujących momentach.

Odpowiednik Lubiejewskiego w Skrze - Mariusz Wlazły - został wybrany na najlepszego zawodnika meczu, choć praktycznie całego seta spędził na ławce rezerwowych. Na początku pierwszego został zmieniony, po tym jak nie skończył żadnego z czterech pierwszych ataków. Kiedy wrócił go gry w drugiej partii, długo się rozkręcał, ale w końcu pokazał swój największy atut - odporność psychiczną. W decydujących momentach popisywał się zbiciami nie do zatrzymania.

Po zakończeniu spotkania Mazur i kapitan Skry Krzysztof Stelmach zastanawiali się, co przy tak wyrównanej grze zadecydowało o zwycięstwie gospodarzy? Trener AZS wskazywał na zagrywkę. O dziwo jednak, słabszy dzień w tym elemencie miał Wlazły, ale zastąpili go Maciej Dobrowolski, Daniel Pliński czy Janne Heikkinen. - Skra miała siedem asów, a tyle samo piłek zostało przyjętych przez moich zawodników na drugą stronę siatki - mówił Mazur. - My zaś mieliśmy siedem takich akcji.

Poza tym w drużynie z Olsztyna słabo zagrali środkowi: Marcin Możdżonek, a zwłaszcza Wojciech Grzyb. Ten ostatni skończył spotkanie z niespełna 30-procentową skutecznością w ataku. Na jego pozycji to niemal kompromitacja. Obaj grają gorzej niż w poprzednim sezonie, co zresztą widać było w reprezentacji podczas turnieju przedolimpijskiego w Izmirze. Bełchatowianie - Pliński i Heikkinen byli w sobotę dużo lepsi. Poza tym gorzej niż zwykle wypadł Paweł Zagumny, zaskakująco - jak na niego - niedokładny. Oprócz fantastycznych wystaw zdarzyło mu się kilka pomyłek.

Skra była drużyną bardziej wyrównaną, a trener Daniel Castellani znów miał przewagę nad swoim rywalem w postaci wyrównanej ławki rezerwowych. Tym razem w 12 na mecz nie znalazł się Alex Damiao, wybierany już w tym sezonie na gracza meczu. Kiedy słabsze chwile miał Stephane Antiga, świetnie zastąpił go Michał Bąkiewicz, Wlazłego z powodzeniem zmienił Paweł Maciejewicz. W Bełchatowie obliczyli, że przez 90 dni drużyna będzie musiała rozegrać blisko 30 spotkań, dlatego długa ławka rezerwowych może być atutem. W sobotę namiastkę tego widać było w tie-breaku. Mimo straty punktu bełchatowianie cieszyli się, bo po dwóch porażkach 2:3 wreszcie wygrali. W środę czeka ich mecz z Buducnostią w Podgoricy. Nawet porażkę 2:3 wzięliby w ciemno, bo taki wynik gwarantuje im wyjście z grupy i organizację Final Four.

PGE Skra - Mlekpol AZS 3:2 (25:22, 22:25, 25:16, 25:27, 15:11)

PGE Skra: Dobrowolski 4, Antiga 9, Pliński 14, Wlazły 25, Gruszka 18, Heikkinen 9, Lewis (libero) oraz Maciejewicz 5, Neroj 1, Stelmach, Bąkiewicz 3.

Mlekpol AZS: Zagumny 4, Andrae 24, Grzyb 10, Lubiejewski 25, Siezieniewski 11, Możdżonek 8, Lambourne (libero) oraz Tanik 1, Ruciak, Dehne

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX