Po spotkaniu z Janem T. Grossem. Kielce to teraz inne miasto

21.01.2008
- Kielce to inne miasto, niż to po II wojnie światowej. Ludzie radzą sobie z historią, bo o niej rozmawiają - przekonywali uczestnicy spotkania poświęconego książce Jana T. Grossa ?Strach?
Spotkaniu z Janem T. Grossem, autorem kontrowersyjnej książki "Strach" towarzyszyło wielkie zainteresowanie i olbrzymie emocje. Już o godz. 17, na godzinę przed rozpoczęciem debaty, w Domu Środowisk Twórczych zabrakło miejsc. Tematyka książki "Strach. Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie. Historia moralnej zapaści" wzbudza w Kielcach wielkie emocje, bo znaczną jej część autor poświęcił pogromowi Żydów z 4 lipca 1946 roku. Ludzie przeciskali się w holu, aby dostać się na salę, gdzie przygotowano około 200 miejsc. - Kto to widział, w takiej salce takie spotkanie robić? W KCK-u wielka sala, nie można było? - spytał około 50-letni mężczyzna i zaczął się wycofywać do drzwi. - Idę do domu! - rzucił.

Mimo kilku krzykaczy w ciągu dwóch godzin poniedziałkowego wieczoru w Domu Środowisk Twórczych można się było przekonać, że nawet o jednej z najboleśniejszych kart historii można rozmawiać spokojnie, merytorycznie, a przy tym szczerze.

- Kielce to dzisiaj inne miasto - zaczął prowadzący spotkanie Bogdan Białek, prezes Stowarzyszenia im. Jana Karskiego i inicjator zaproszenia do Kielc prof. Jana T. Grossa. - Ileż to razy słyszeliśmy tę frazę? - dodał. Cytował prof. Władysława Bartoszewskiego, że inni mogą się uczyć od kielczan, jak sobie radzić z trudną historią. - Dlaczego to miasto jest inne? Bo rozmawiamy i to jest nasze osiągnięcie - wyjaśnił.

A rozmowa była trudna już od samego początku. Książkę "Strach. Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie. Historia moralnej zapaści" ostro skrytykował kielecki historyk prof. Stanisław Meducki.

- Książka nosi tytuł "Strach". Ma to opisywać strach przed Żydem, który przyjdzie odebrać swój majątek. Ta teza nie znajduje w Kielcach żadnego potwierdzenia. Żydzi w Kielcach nie mieli problemu z odzyskaniem swojego mienia. Ale Jan Tomasz Gross nie chce dostrzegać różnic w postawach Polaków. Wygląda, jakby pisał pod określoną tezę. Obawiam się, że jego książka może być pożywką dla antysemityzmu - zarzucił.

Gross nie zgodził się z takimi zarzutami: - To nie jest książka pisana pod tezę. Źle pan odczytał moje myśli. To jest książka o ludziach, którzy pomagali ludziom. Żaden katolik nie mógł przejść obojętnie, widząc to, co się dzieje z Żydami. Kto w milczeniu asystował, był niejako wspólnikiem tej zbrodni. W procesach [powojennych - przyp. red.] z ziemi kieleckiej są opisane niesamowite sceny. Łapią w jakiejś wsi Żyda. Zbierają się wszyscy, sołtys, policjant, cała społeczność i tak się zastanawiają, co z tym Żydem zrobić. Zabić go od razu czy później, może utopić... I potem żyli jakby nigdy nic, ci co mordowali z tymi, którzy to widzieli - mówił autor.

Kilka osób, również prof. Meducki, zarzucało Grossowi, że za mało miejsca poświęcił kontekstowi, walce podziemia z komunizmem i ubecji z podziemiem. - Ale to nie o tym jest ta książka. Ja nie o tym pisałem. Człowiek, który pisze o tym, jak się hoduje fiołki, nie ma obowiązku pisać o sadownictwie - odpierał Gross.

Gdy głos zabrała Anna Bikont, doszło do pierwszych okrzyków z sali. - Jak to było możliwe, że Żyd, który przeżył okupację był zabijany tylko dlatego, żeby mu zabrać maszynę do szycia... - mówiła, ale nie zdążyła dokończyć, kiedy z sali rozległo się: - Hańba! Kłamstwo! Dosyć tego! Czego się boicie! - krzyczał około 60-letni mężczyzna.

Ostro zareagował Bogdan Białek. Mężczyzna, któremu zagroził wyprowadzeniem z sali, przestał przeszkadzać.

- To, co się teraz dzieje, pokazuje, jak trudno jest rozmawiać o stosunkach polsko-żydowskich - podsumowała dr Bożena Szaynok.

Mimo takich emocji druga część spotkania, pytania z sali, była równie ciekawa i merytoryczna.

Sprawę pogromu kieleckiego komentował mężczyzna, który przyjechał ze Skarżyska: - Nie można zrozumieć pogromu kieleckiego bez kontekstu całej Polski. To nie jest problem tylko Kielc, województwa świętokrzyskiego. Dopiero wtedy pokazuje to skalę antysemityzmu.

O swoich doświadczeniach opowiadała starsza kobieta. - Ja jestem Polką, katoliczką, moja rodzina ma drzewko w Yad Vashem. Chciałam wyjaśnić, dlaczego myśmy to robili [ratowali Żydów - przyp. red.], nawiązując do książki pan Grossa, do "Strachu". Z tego, co ja wiem, to oni się nie bali. Nie bali się dlatego, bo mieli nieprawdopodobną wiarę, że to musi się udać, bo to jest sprawiedliwe. A wywodziła się ta wiara z jednej rzeczy: my wierzymy w tego samego Boga - argumentowała.

Pod koniec dyskusji głos zabrała młoda kobieta: - Dialog polsko-żydowski będzie się ciągnął cały czas. I te stereotypy, które są teraz, zostaną na głowie ludzi z mojego pokolenia. Jak ja, jako młoda kielczanka, Polka, mogę umacniać ten dialog, który przez stereotypy jest utrudniony? Dialog historyczny już męczy młode pokolenie.

- To jest bardzo ważne pytanie, cieszę się, że je pani zadała - odpowiedział jej Gross. - Dla mnie, w jakimś sensie, ważność mojego pisania polega właśnie na tym, że jest to pani pokolenie, które czyta, które zbiera jakąś wiedzę na temat własnej historii i na tej wiedzy określa własną tożsamość. I w nim nadzieja.

W dyskusji, oprócz Jana T. Grossa, wzięli udział kielecki historyk prof. Stanisław Meducki, autorka książki "Pogrom Żydów w Kielcach. 4 lipca 1946 r." dr Bożena Szaynok, dziennikarka "Gazety Wyborczej" i autorka książki "My z Jedwabnego" Anna Bikont oraz Michał Bilewicz, psycholog społeczny.

Co sądzisz o kieleckiej debacie na temat książki Jana T. Grossa?
Skomentuj:
Po spotkaniu z Janem T. Grossem. Kielce to teraz inne miasto
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje