Samozwańczy rzecznik oddaje uczniom komórki

Zgłaszajcie do mnie szkoły, w których nauczyciele odbierają telefony komórkowe - apeluje na swojej stronie internetowej rzecznik praw ucznia i rodzica Krzysztof Olędzki. Lista zgłoszeń rośnie lawinowo z dnia na dzień. - To samozwaniec! - odpowiadają władze oświatowe.
Do Szkoły Podstawowej nr 85 w Krakowie uczniowie nie mogą przynosić komórek: ze względów bezpieczeństwa (kradzieże) i żeby się nie rozpraszali na lekcjach. Dyrektorka Barbara Nowak nie dalej jak we wtorek zabrała telefon uczennicy, która złamała statut szkoły (pozwala on na komórki tylko w wyjątkowych, uzasadnionych przez rodziców przypadkach). Jeśli dziewczyna napisze skargę do Olędzkiego, ten złoży wniosek o postawienie Nowak przed komisją dyscyplinarną u wojewody.

Nauczyciele: rozum mu odebrało

"Podawajcie nazwy i numery szkół, nazwiska i imiona nauczycieli oraz przedmiot, którego uczą. Piszcie, jak to wygląda, kiedy komórki są zabierane i co się z nimi dzieje. Jeśli chcecie zachować anonimowość, piszcie do mnie na prywatnego maila" - apeluje do uczniów i rodziców Olędzki (ten sam, który niedawno twierdził, że zadawanie uczniom prac domowych jest niezgodne z prawem).

Według niego zabieranie uczniowi telefonu komórkowego z prywatnymi wiadomościami jest naruszeniem tajemnicy korespondencji. Więcej, jeśli telefon leży na ławce, nawet włączony na nagrywanie, nikt nie ma prawa ukarać za to ucznia. A nauczyciel jako funkcjonariusz publiczny musi na to pozwolić.

"Nauczycielu - uszanuj tajemnicę korespondencji - nie dotykaj komórki ucznia!" - tak nazywa się akcja, którą rozpoczyna Olędzki. Zamierza upubliczniać szkoły, w których zabierane są uczniom komórki, a nauczycieli, którzy to robią, skierować przed komisje dyscyplinarne.

Apel i zamiary Olędzkiego wywołały oburzenie wśród nauczycieli: - Chyba odebrało mu zdrowy rozsądek - mówi Tomasz Malicki, dyrektor krakowskiej podstawówki nr 26. Jego uczniowie mają obowiązek wyłączyć telefony komórkowe na lekcjach, a jeśli tego nie robią, mają obniżoną ocenę z zachowania. Malicki nigdy też nie zgodziłby się na filmowanie komórką prowadzonej przez niego lekcji: - Nie żebym miał coś do ukrycia, ale prowadzenie zajęć to taki sam proces twórczy jak na przykład przedstawienie teatralne. W teatrze każą komórki wyłączać i na lekcjach też mają być wyłączone - mówi.

Kurator: Ten pan niewiele może

Na stronie internetowej Biura Rzecznika Praw Ucznia i Rodzica wrze. Wpisów są dziesiątki. Uczniowie podają numery szkół i nazwiska pedagogów. "U nas na przerwie nawet nie można mieć komórki, a jak ktoś zobaczy nawet, która jest godzina, to od razu zabierają. Reszta zależy od nauczyciela, czy jest do odbioru po lekcjach, czy z rodzicem (...). A parę razy w półroczu odbywają się tak zwane "naloty", (...) każą oddać wszystkie telefony, a czasem pokazywać kieszenie" - informuje Marcin z Kwidzyna.

"Na przerwach nauczycielka od historii się czepia, żeby schować telefon, bo np. kolega sobie muzyki słucha. Od razu mówię, że zadania tam są dalej zadawane obowiązkowo. Jeśli potrafi pan to jakoś zmienić, to z góry dziękuję".

Ale Olędzki niewiele może. - Nie ma takiej funkcji jak rzecznik praw ucznia. To samozwaniec. Robi sobie dobrą reklamę, ale szkole nie służy - uważa Józef Rostworowski, małopolski kurator oświaty.

Olędzki: I tak się nie poddam

Małopolskie kuratorium zastanawia się nad wystosowaniem do szkół informacji o tym, że funkcja, którą pełni Olędzki, nie jest umocowana prawnie. Jak się dowiedzieliśmy, takich działań nie wyklucza też Ministerstwo Edukacji. - Nauczyciele mają coraz większy problem z tym człowiekiem. Rodzice i uczniowie coraz częściej się na niego powołują. Są przekonani, że to ważna, działająca przy rządzie osoba - mówi Rostworowski.

- Rok temu powołałem niezależną instytucję po to, by kontrolowała przestrzeganie praw uczniów w szkołach. Właśnie to, że nie działam przy rządzie czy jakieś innej państwowej agendzie, jest moim atutem. Jestem niezależny i nikt nie może na mnie wpływać. Przykro mi, że władze oświatowe tak krytycznie patrzą ma moją bezinteresowną inicjatywę obywatelską, ale nie zamierzam się poddawać. W szkołach ciągle łamane są prawa uczniów i rodziców i będę z tym walczyć - powiedział wczoraj "Gazecie".