Tragedia Heweliusza - artykuł "GW" z 15 stycznia 1993 roku

Wczoraj nad ranem przy huraganie 160 km/h i niespotykanym na Bałtyku sztormie, dochodzącym do najwyższego 12 stopnia w skali Beauforta, nie opodal Rugii doszło do tragedii polskiego promu towarowego "Jan Heweliusz", który płynął ze Świnoujścia do Ystad w Szwecji. Z prawdopodobnie 66 osób, które były na pokładzie, z wody wyłowiono dziesięciu rozbitków oraz zwłoki 39 osób.
O godz. 4.57 nad ranem kapitan "Heweliusza" Andrzej Ulasiewicz zarządził ewakuację załogi i pasażerów z przechylonego wówczas na bok o ok. 70 stopni promu. Przechył spowodowało prawdopodobnie przesunięcie się ładunku. Wcześniej radiotelegrafista nadał w eter "Mayday" - międzynarodowy sygnał słowny SOS - który po godz. 4.36 odebrała stacja Ruone na Bornholmie, a o 5.03 polska stacja brzegowa Witowo. "Heweliusz" znajdował się wtedy na terytorialnych wodach niemieckich, 20 mil morskich na wschód od przylądka Arkona na Rugii. Wkrótce potem prom przewrócił się do góry dnem i był znoszony w kierunku wschodnim. Po godz. 11 wrak zanurzył się, ale później kilkakrotnie wypływał jeszcze na powierzchnię, co sfilmowała telewizja.

Dziesięciu uratowanych

Do szpitala w Stralsundzie (Niemcy) przewieziono rano sześciu rozbitków. Są to: Janusz Lewandowski (III oficer), Mariusz Schwebs (II oficer), Edmund Brzeziński (motorzysta), Janusz Lamek (III mechanik), Jerzy Petruk (motorzysta) oraz Edward Kurpiel (ochmistrz).

Jak poinformował rzecznik ośrodka koordynującego akcję ratunkową w Gluecksburgu (Niemcy) Helmut Mayer, jednostki wyłowiły z tratw i wody o temperaturze 2 st. w sumie dziesięciu rozbitków. Poza wymienioną szóstką są to: przebywający w szpitalu w Sassnitz (Niemcy) Bogdan Zakrzewski (kucharz) oraz w szpitalu w Ergen (Niemcy) Grzegorz Sudwoj (asystent elektryka), Leszek Kochanowski, którego stan jest krytyczny, i obywatel szwedzki Rolf Gorgs.

Odnaleziono też zwłoki 39 osób, część z nich przewieziono już do kraju. Szanse na uratowanie zaginionych ze względu na ekstremalnie trudne warunki oceniano jako znikome. Według lekarzy w takiej wodzie można przeżyć najwyżej 30 minut.

Akcja ratunkowa

Poszukiwania rozbitków rozpoczęła niemiecka marynarka wojenna, holowniki ratownicze "Arkona" i "Lucken", cztery helikoptery ratownictwa morskiego z Bremenhaven i kilka duńskich. Wkrótce potem do akcji dołączyły jednostki polskie: okręty ratunkowe "Huragan" i "Mistral", okręt marynarki wojennej ORP "Heweliusz", promy "Silesia", "Nieborów", "Jan Śniadecki" i dwa ciężkie śmigłowce.

Po południu, przy zapadających ciemnościach poszukiwania kontynuowały trzy jednostki (dwie polskie i niemiecka), które miały pozostać w rejonie katastrofy na noc. Akcja miała być kontynuowana dziś od rana.

Noc na morzu

"Heweliusz" wyszedł z portu w Świnoujściu, mimo ostrzeżenia o silnym sztormie, o godz. 23.30 w środę. Wypłynął dwie godziny później niż planowano, ze względu na remont klapy zamknięcia rufy. Nie był w pełni załadowany, co powodowało, że był jeszcze bardziej niestabilny niż zwykle. Pięć minut po północy prom minął słupki falochronu.

W chwilę potem kapitan Andrzej Ulasiewicz (ok. 46 lat, kapitan żeglugi wielkiej od 13 lat) zameldował przez radio, że statek ma lekki przechył na jedną burtę. Około godz. 2 nad ranem przechył zwiększył się do 30 stopni. Według nie potwierdzonych informacji pierwszy raz wezwał pomoc po godz. 3. Tuż przed godz. 5 doszło do tragedii. O godz. 5.45 w morze wyszły pierwsze statki ratownicze.

Promy idą w morze

Jak ustaliła "Gazeta" wczoraj w nocy, mimo zapowiedzi bardzo złej pogody, wyszły w morze promy: "Rogalin" z Gdańska i "Balanga Queen" z Gdyni. Ze Świnoujścia wypływały: "Silesia", "Parsęta", "Kopernik", a miał zawinąć "Śniadecki". Jak powiedział "Gazecie" szef bazy promowej w Świnoujściu Eugeniusz Żukowski, "nie ma żadnych powodów, by w taką pogodę promy nie wypływały. Mamy 8 stopni w skali Beauforta".

Z ostatniej chwili

W godzinach wieczornych śmigłowce jednostki wojskowej w Darłowie przewiozły do Koszalina zwłoki pięciu ofiar katastrofy. Na podstawie dokumentów, które mieli przy sobie, zidentyfikowano dwie osoby: I oficera [Marek] Behrendta z Warszawy i Węgra Ferensa Wegha.

Do Świnoujścia późnym wieczorem wpłynął prom "Śniadecki". Przywiózł do Polski ciała szesnastu osób.