Jak dowiedziało się nieoficjalnie Radio
TOK FM, 15 listopada
Lech Kaczyński podpisał kilka nominacji dla ambasadorów. Dopiero dzień później do sejmowej komisji spraw zagranicznych wpłynęło pismo o zaopiniowanie ich kandydatur.
Jeszcze później, bo po sześciu tygodniach od tej daty o nominacji ambasadorów dowiedziało się
Ministerstwo Spraw Zagranicznych. O tym fakcie MSZ poinformowała Anna Fotyga, obecnie szefowa Kancelarii Prezydenta, a do niedawna szefowa polskiej dyplomacji
Zatwierdzone przez prezydenta 15 listopada nominacje zostały wskazane w ostatniej chwili przez ustępujący rząd. Wśród nominowanych są najpewniej Andrzej Sadoś, który miał być ambasadorem przy OBWE w Wiedniu, i Jerzy Achmatowicz przymierzany do placówki w Meksyku.
Co z Sadosiem i Achmatowiczem? Sadoś, zastępca Fotygi i b. rzecznik MSZ, w 2006 został wybrany przez dziennikarzy Antyrzecznikiem Roku. Jedną z jego pierwszych decyzji jako wiceszefa MSZ było z kolei wystąpienie z formalnym wnioskiem o... kupno kompletu szklanek do whisky. Niemniej kontrowersji budzi postać Jerzego Achmatowicza, który wyjazd na placówkę do Meksyku zawdzięcza znajomości z Tadeuszem Rydzykiem. Za jego kandydaturą lobował m.in. urugwajski milioner Jan Kobylański oskarżany o wydanie żydowskiej rodziny w ręce Gestapo w czasie wojny.
Jak podał wczoraj "Wprost", rząd Tuska zamierza zablokować wyjazd tych dwóch ambasadorów. Jak? W przypadku Achmatowicza sprawa jest prosta. Po prostu nie dostanie zgody premiera - pisze "Wprost". Gorzej z Sadosiem. Jego nominacji nie da się już unieważnić. Jedyne co może zrobić nowy szef MSZ, to nie podpisać biletu lotniczego lub zaproponować takie warunki finansowe, że nawet Sadoś ich nie zaakceptuje. - Sposobów jest kilka i zamierzamy skorzystać z któregoś z nich -- mówi informator tygodnika "Wprost" w Kancelarii Premiera.