Proces o prawa autorskie do trasy maratonu

Czy można mieć prawa autorskie do trasy biegu maratońskiego? - To taki sam utwór jak inne - uznał tarnowski sąd w precedensowym procesie o prawa do przebiegu trasy dorocznego Bocheńskiego Półmaratonu Niepodległości


- Mnie chodziło o sam pomysł. W Małopolsce nie było tak prestiżowej imprezy. Wymyśliłem trasę, termin związany ze Świętem Niepodległości i nazwę - mówi Zenon Grymek, który wygrał proces o prawo własności do trasy półmaratonu.

Grymek z zawodu jest nauczycielem. - Organizowałem podobne, choć nieco mniejsze imprezy sportowe. Postanowiłem sprawdzić się w czymś większym. Wybrałem Bochnię, bo uważałem, że tutaj będzie łatwiej - wspomina. Współorganizatorem imprezy, oprócz Zenona Grymka i Stowarzyszenia Ad Operam, którym kierował, została gmina Bochnia, która zapewniała 5 tys. zł oraz wysyłała listy intencyjne do sponsorów.

Pierwszy Półmaraton Niepodległości w Bochni odbył się w 2001 roku i odniósł sukces. W kolejnych edycjach startowali biegacze ze Słowacji, Ukrainy, Czech, Białorusi, a nawet dalekiej Kenii, która jest potęgą w biegach długodystansowych.

W 2005 roku Grymek i gmina nie zdołali się porozumieć i ich drogi się rozeszły. Zawody jednak odbyły się, a zorganizowała je - podobnie jak w następnych dwóch latach - gmina Bochnia. Nie obyło się bez niespodzianek. Podczas jednego z nich grupie biegaczy przed nosem zamknęły się szlabany na przejeździe kolejowym i musieli czekać, aż przejedzie pociąg towarowy.

Gorące polemiki

Grymek uznał, że gmina przywłaszczyła sobie jego pomysł. Podkreślał, że to on wymyślił przebieg trasy i w 2002 roku zdobył dla niej atest Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. - Poszukiwałem trasy, która w nikły sposób kolidowałaby z ruchem drogowym, a jednocześnie spełniała wymogi atestacji PZLA. Chodziło o odpowiednią różnicę wzniesień, nawierzchnię oraz dokładną długość, by uzyskiwane wyniki mogły być porównywane z rezultatami w Polsce i na świecie - wyjaśnia Grymek.

Z kolei władze miasta twierdziły, że nie chodziło jej o zawłaszczenie imprezy, a jej ratowanie, by kolejne biegi mogły dojść do skutku. Podkreślały też, że ich adwersarz nie ma wyłączności na organizowanie jakiejkolwiek imprezy sportowej na terenie gminy.

Spór wywołał gorące polemiki na forach poświęconych maratonom i nie tylko. "Władzom Bochni zarzucono kradzież. To nieporozumienie. Biegów niepodległościowych nie wymyślono teraz. Mają one kilkudziesięcioletnią tradycję" - oburzał się w liście do lokalnego "Tygodnika Bocheńskiego" jeden z czytelników. Z kolei dyskutant portalu Maratony Polskie.pl przedstawił sprawę jasno: - Jak się komuś ukradło pomysł, powinno się za to być ukaranym.

Francuski przypadek

Grymek, oddając sprawę do sądu, powołał się na prawo autorskie i ustawę o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. - Sprawa była jednak wyjątkowo trudna, bo przecież najpierw trzeba było w ogóle udowodnić, że istnieje sam przedmiot sporu - mówi mecenas Wojciech Bergier, reprezentujący autora pozwu.

Prawnicy dowodzili, że opracowanie trasy to rezultat pracy twórczej, niosącej indywidualny charakter. I odwołali się do wyroku francuskiego sądu z 1998 roku uznającego za utwór wytyczoną w górach drogę wspinaczkową. Twórca półmaratonu podkreślał z kolei, że zawodnicy biorący udział w kolejnych biegach, organizowanych już tylko przez gminę, pokonywali niemal tę samą trasę. - Gdy w 2006 roku znowu robiłem atest, to nie napracowałem się, bo 95 procent trasy pokrywało się z drogą z pierwszego atestu - przyznał w trakcie procesu Bogdan Piątek, atestujący trasę półmaratonu.

Sąd uznał, że w tej sytuacji gmina nie może między październikiem a listopadem organizować Bocheńskiego Półmaratonu Niepodległości, nakazał jej też przeproszenie Grymka w lokalnej prasie i internecie oraz wpłacenie 15 tys. zł na cel społeczny. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.

Co dalej z półmaratonem?

- Trudno organizować go z kimś innym niż gmina - rozkłada ręce Zenon Grymek.