Z meczu Chelsea - Valencia do polskiego aresztu

Pierwszoligowy sędzia piłkarski, podejrzewany o udział w tzw. ustawianiu meczów piłkarskich został zatrzymany w środę przez dolnośląskich policjantów. Jak ustalił portal Sport.pl, chodzi o sędziego Marka M. z Ciechanowa
Jak powiedział Wojciech Wybraniec z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, "35-letniego mężczyznę zatrzymano w miejscu jego zamieszkania, w województwie mazowieckim". Na pytanie Sport.pl potwierdził, że chodzi o Marka M. Jeszcze w środę ma on zostać przewieziony do Wrocławia.

Najprawdopodobniej zatrzymanie nie jest związane ze sprawą korupcji w Arce Gdynia i listą 150 ustawionych meczów, którą niedawno wydrukował dziennik "Polska" (na niej nazwisko M. pojawia się tylko dwa razy). M. nie jest podejrzanym w tej sprawie i nie ma go na ławie oskarżonych w niedawno rozpoczętym we Wrocławiu procesie 17 osób oskarżonych głównie o ustawianie meczów Arki Gdynia (w ubiegłym tygodniu kolejne 17 osób przyznało się do winy i dobrowolnie poddało karze).

Przed sądem stanął także Ryszard F. ps. "Fryzjer", któremu zarzuca się kierowanie grupą przestępczą, korumpującą sędziów i obserwatorów w celu ustawiania wyników meczów.

Według informacji Sport.pl prokuratura zarzuca jednak sędziemu M. ustawianie wyników kilku meczów I i II ligi.

Sędzia Marek M. był m.in. arbitrem technicznym podczas ubiegłotygodniowego meczu Ligi Mistrzów Chelsea - Valencia.

Kim jest Marek M.?

Marek M. ma 35 lat. Sędziuje od sezonu 1992/1993, w ekstraklasie od sezonu 1997/1998. Od 2004 r. ma licencję FIFA na prowadzenie meczów międzynarodowych.

W ostatnich dwóch latach co najmniej dwa razy było o nim głośno. We wrześniu 2005 r. został zawieszony przez Kolegium Sędziów PZPN, odsunięty od prowadzenia co najmniej czterech meczów ligowych i skierowany na egzamin komisyjny. Była to konsekwencja bardzo niskiej noty, jaką wystawił mu obserwator za prowadzenie derbów Warszawy Legia - Polonia. M. podyktował kontrowersyjnego karnego dla gospodarzy, po którym Piotr Włodarczyk zdobył jedynego gola. W opinii ówczesnego szefa KS PZPN Andrzeja Strejlaua ocena była na tyle zła, że oznaczała wypaczenie wyniku.

Dokładnie rok później M. znalazł się na opublikowanej przez "Przegląd Sportowy" tzw. liście "Fryzjera". Poprzednie władze Wydziału Dyscypliny PZPN przesłuchały wtedy siedmiu arbitrów i zobowiązały ich do... podjęcia działań prawnych, które pozwolą im oczyścić się z oskarżeń. M. skierował więc pozew do sądu, w którym podkreślił, że opublikowanie przez gazetę jego zdjęcia oraz nazwiska i innych danych przyniosło mu szkodę w postaci podważenia zaufania do niego jako arbitra i nauczyciela (uczy wf w szkole w Glinojecku na Mazowszu). M. zażądał od "PS" wyrazów ubolewania oraz 10 tys. zł na cele społeczne. Twardo też twierdził, że nie ma sobie nic do zarzucenia, bo... prokuratura nie przedstawiła mu dotąd żadnego zarzutu.

31 maja 2007 r. został ponownie przesłuchany przez WD PZPN w związku z aferą korupcyjną. Kolejny raz zaprzeczył, że miał do czynienia z ustawianiem meczów.

W rundzie jesiennej sędziował dziewięć spotkań Orange Ekstraklasy.