Punkt, set, k..., mecz

Przerwa w meczu siatkarek. - Posłuchajmy, co zawodniczkom mówią trenerzy - zachęcają komentatorzy telewizyjni. Zbliżenie kamery na szkoleniowca i nagle: ?Grajcie, do k nędzy, bo przecież to przepier...?
Takie sytuacje to niemal codzienność podczas siatkarskich transmisji. - Gracie, k co chcecie, a potem k odpowiadam ja - krzyczał kiedyś na oczach i uszach widzów na zawodniczki jeden z trenerów. Nerwy, emocje, przekleństwa, czerwone twarze. Wszystko na ekranie telewizora.

Pierwszy nie wytrzymał szkoleniowiec Farmutilu Piła Jerzy Matlak. - Mam dość podtykania mikrofonów trenerowi i zawodniczkom podczas przerw - grzmi. - To brak savoir-vivre'u, a gówniarzy, którzy to robią, powinno się gonić z sali.

Pilskiego szkoleniowca zdenerwowała ostatnio ekipa Polsatu Sport, obsługująca mecz Ligi Mistrzyń między Farmutilem Piła a RC Cannes. - Mecz był nerwowy, gra szła o dużą stawkę. Zdenerwowany byłem ja, były i zawodniczki. Nie można się dziwić, że padały czasem mocne, nieparlamentarne słowa. Tymczasem telewizja z lubością to pokazywała. Jeśli to ma być popularyzacja siatkówki, to ja za taką popularyzację dziękuję - mówi Matlak. - Odbieram to jako szukanie taniej sensacji i będę apelować, aby telewizje zaprzestały podobnych praktyk.

Trener z Piły nie jest osamotniony. Jacek Grabowski, szkoleniowiec Centrostalu Bydgoszcz: - Może nie wyraziłbym tego tak dosadnie jak Matlak, ale ma sporo racji. Ingerencja mikrofonów w pracę szkoleniowców ma pokazać widzom kulisy sportu, ale nie jestem pewien, czy to konieczne. Trenerzy wychodzą w oczach widzów na furiatów, a przecież każdy z nas walczy o ważne sprawy, o swoje życie i kariery, podczas gdy dla widzów to tylko rozrywka.

Wiktor Krebok z Aluprofu Bielsko-Biała ogląda transmisję meczu i słucha, co mówi zawodniczkom jeden z trenerów. - Ą, ę, pełen wersal. Przecież normalnie nikt tak nie mówi, ale trener widzi, że podtykają mu mikrofon, i usztywnia się. To teatr dla telewizji, a nie rozmowa z siatkarkami. Zobaczcie miny zawodniczek? Nie rozumieją, o co chodzi.

- Ja mam to gdzieś - mówi Krebok. - Jeśli będzie trzeba, puszczę wiązankę niezależnie od tego, czy będzie obok mikrofon i kamera, czy nie. Są bowiem zawodniczki, z którymi należy rozmawiać grzecznie, ale są takie, którymi można wstrząsnąć tylko ostrym językiem. Te wiązanki są częścią pracy szkoleniowej nad zawodniczkami. Uważam, że widzowie nie powinni tego słuchać, ale skoro chcą

Marian Kmita, szef redakcji Polsatu Sport, nawet rozumie te zarzuty. - Docierały już do mnie, ale dotąd raczej w formie żartów. Rozumiem, że mikrofony mogą trenerom przeszkadzać albo powodować, że potem muszą się wstydzić za swój język - mówi. - Trudno jednak. Trener Matlak i pozostali szkoleniowcy muszą nauczyć się z tym żyć. Współczesny sport nie jest bowiem ich własnością. Jest dla ludzi, więc lepiej byłoby, aby trenerzy jak najszybciej przywykli do takich sytuacji.

Trener Grabowski dodaje jeszcze jeden argument: - Mikrofony zdradzają niekiedy naszą taktykę. Widz słyszy albo i niekiedy widzi, jak chcemy zagrać. Jeśli rozrysowuje się konkretną akcję pod konkretną zawodniczkę, to ujawnianie tego szkodzi zespołowi.

Redaktor Kmita uważa takie argumenty za niedorzeczne. - Przecież żaden przeciwnik nie będzie budować swojej taktyki na podstawie tego, co zobaczył w telewizji, a już zwłaszcza taktyki na akcję, która ma zaraz nastąpić.

- Dlaczego nie? - mówi trener Grabowski. - Jeśli telewizor jest na hali, nie widzę najmniejszego problemu, aby wejść w posiadanie takiej informacji. A może być niekiedy ona bardzo przydatna.

- Mikrofony podtykane trenerom podczas meczów pozwalają nam lepiej poznać sposób gry zespołów. Dzięki temu widzowie dowiadują się więcej o siatkówce - mówi Jacek Laskowski, który komentuje dla Eurosportu. - Na świecie nikt nie robi jednak z tego tajemnicy. W Polsce słyszałem, że Raul Lozano nie lubił mikrofonów w trosce o sekrety swej taktyki. A nerwy? Słynny Nikołaj Karpol też był bardzo impulsywny podczas przerw, ale nigdy nie przeganiał mikrofonów.

Małgorzata Niemczyk kiedyś była znakomitą siatkarką. Teraz komentuje mecze dla telewizji. Wiązanki słyszała zatem od trenerów i w słuchawkach. - Dla widza może być to szokujące, ale trenerzy nie są furiatami. Ten styl to pewien kod, którym starają się dotrzeć do siatkarek, wstrząsnąć nimi.