Premier pogroził mediom publicznym: Nie ma sensu płacić abonamentu

man, awe, PAP
03.12.2007 , aktualizacja: 03.12.2007 14:25
A A A Drukuj
Premier Donald Tusk podczas wizyty w kopalni Bobrek - Centrum w Bytomiu powiedział, że jego rząd będzie wspierać górników, ale nie ugnie się jeśli będą protestować Fot. GRZEGORZ CELEJEWSKI / AG Premier Donald Tusk podczas wizyty w kopalni Bobrek - Centrum w Bytomiu powiedział, że jego rząd będzie wspierać górników, ale nie ugnie się jeśli będą protestować
Do końca zimy rząd podejmie decyzję, w jaki sposób uzdrowić media publiczne - zapowiedział na dzisiejszej konferencji premier Donald Tusk. Zdaniem szefa rządu zarówno TVP, jak i Polskie Radio - nie wypełniają misji publicznej, a tym samym Tusk nie widzi sensu, aby polskie społeczeństwo płaciło na nie abonament.
Szef rządu zaznaczył, że nie powołał specjalnego zespołu do spraw mediów publicznych, ale "konsultuje się ze specjalistami" w tej kwestii. Jak powiedział - podstawowym zadaniem dla rządu w tej dziedzinie będzie zwolnienie emerytów i rencistów z płacenia abonamentu. Premier dodał, że jeśli media publiczne nadal nie będą wypełniały misji im powierzonej - nie widzi on potrzeby finansowania ich z pieniędzy zwykłych Polaków. - Zamiast ścigać się z komercyjnymi mediami telewizja i radio publiczne powinny zainteresować się tworzeniem neutralnych informacji, czy zwiększaniem nacisku bardziej na kulturę niż edukację - podkreślił Tusk.

Zmiany w spółkach państwowych apolityczne

Donald Tusk odniósł się także do zmian w spółkach skarbu państwa. W jego ocenie - w przeszłości wszędzie w spółkach Skarbu Państwa znaleźli się działacze partii rządzącej i wszędzie one stały się polityczne. - I dlatego tam, gdzie uznamy za stosowne niezbędne zmiany kadrowe, tak aby uwolnić te spółki od tego "politycznego gorsetu", będziemy podejmowali takie decyzje - zapowiedział premier. Premier przyznał, że każde zwolnienia i nowe nominacje mogą być traktowane, jako polityczne, ale w jego opinii nie dochodzi do tego typu sytuacji. - Zapewniam, że jeśli w spółkach skarbu państwa zatrudniani będą ludzie z politycznego klucza - będziemy interweniować - zaznaczył. Ale - jak podkreślił - w jego ocenie - najważniejszym celem jest szybkie przygotowanie przynajmniej części spółek państwa do prywatyzacji. - Tak, aby już nigdy nie było w ten sposób, jak do tej pory, że przychodzi jakaś władza i zarzuca swoje sieci na spółki Skarbu Państwa - zaznaczył. Premier zaznaczył też, że prywatyzacja może też przynieść korzyści emerytom "gdyż część wpływów z prywatyzacji można przeznaczyć na projekt, który nazwaliśmy Bezpieczna Emerytura".

"Gazeta Wyborcza" napisała dziś, że minister skarbu przygotował zarządzenie w sprawie wyboru rad nadzorczych i zarządów spółek skarbu państwa. Zarządzenie ma wejść w życie w poniedziałek lub we wtorek i otworzy drogę do wymiany władz spółek skarbu państwa. Najpierw mają być wymieniane rady nadzorcze, a później zarządy.

Premier: Spotkanie z prezydentem jest konieczne

Premier Donald Tusk wypowiedział się też na temat polityki międzynarodowej Polski i współpracy w tej mierze z prezydentem Lechem Kaczyńskim. - Mam nadzieję, że w tym tygodniu będzie rozmawiał z prezydentem o wspólnej strategii międzynarodowej - powiedział. Pytany, czy do spotkania dojdzie w środę, Tusk powiedział: "Mam taką nadzieję, ale to pan prezydent wyznaczy termin". - Poproszę tylko pana prezydenta, aby uwzględnił, że w środę jest posiedzenie Rady Ministrów i aby po raz kolejny nie doprowadzić do takiego niepotrzebnego zamieszania, aby ten termin pan prezydent ewentualnie uwzględnił - zaznaczył Tusk. Szef rządu odniósł się w ten sposób do zamieszania związanego z zaproszeniem przez prezydenta szefa MSZ Radosława Sikorskiego. Minister odmówił spotkania, argumentując, że w tym samym czasie odbywa się nieformalne posiedzenie rządu w sprawie przyszłorocznego budżetu i zwrócił się o wyznaczenie innego terminu.

Tusk podkreślił, iż szanuje to, że Lech Kaczyński jest prezydentem i czeka na wskazanie przez niego terminu spotkania. - Jeśli pan prezydent się zdecyduje, ja będę do dyspozycji - zadeklarował. Premier zaznaczył, że zarówno jego, jak i prezydenta czekają w najbliższym czasie poważne wizyty międzynarodowe. - To są zdarzenia, które wymagają pełnej koordynacji - zaznaczył. - Publicznie nie pozwalam sobie na krytykowanie czy ocenianie tego, co robi Pałac Prezydencki w kwestii polityki międzynarodowej. Sam chciałbym mieć więcej wiedzy o tym, gdzie jedzie i w jakim celu pan prezydent, ale uważam, że powinniśmy to ustalać w dyskrecji i pokoju - dodał.

4 grudnia Tusk udaje się z jednodniową wizytą do Brukseli, 7 grudnia będzie w Watykanie; w dniach 11-12 grudnia złoży wizyty w Berlinie i Paryżu; 13 grudnia na szczycie UE w Lizbonie premier ma podpisać Traktat Reformujący UE. W tym spotkaniu ma też uczestniczyć prezydent Lech Kaczyński. 14 grudnia szef rządu będzie na szczycie UE w Brukseli. Prezydent w dniach 5-7 grudnia złoży wizytę na Ukrainie.

Przy tej okazji premier odniósł się też do sposobu w jaki polskie delegacje rządowe będą podróżowały na spotkania zagraniczne. Jak powiedział - koszty podróżowania samolotami rejsowymi są dwukrotnie tańsze niż podróżowanie samolotem rządowym. Zaznaczył jednak, że nie wyklucza innych form cięcia tych kosztów i zda się w tej mierze na zdanie specjalistów.

Nie kwestionujemy wyboru Rosjan

Szef rządu zabrał też głos w sprawie wyborów parlamentarnych w Rosji. Donald Tusk powiedział, że martwią go sygnały, iż nie wszędzie wybory przebiegały zgodnie z standardami demokracji. Jednak - zaznaczył - nie powinno się kwestionować wyboru Rosjan. - Nie znamy oficjalnych wyników z Rosji, ale nie ulega wątpliwości, że Jedna Rosja okazała się zwycięzcą w tych wyborach. Martwią nas sygnały, że nie wszędzie wybory przebiegały zgodnie z standardami demokracji, tak jak my ją rozumiemy. W Unii Europejskiej to musi martwić - zaznaczył szef rządu.

Tusk podkreślił jednak, że rosyjskie wybory parlamentarne "potwierdzają bardzo silną pozycję ugrupowania związanego z prezydentem Władimirem Putinem". Jak zaznaczył, niezależnie od zastrzeżeń dotyczących standardów, "jest to jednak wybór Rosjan". - I nie widzę powodu, żebyśmy go kwestionowali - dodał.

Po podliczeniu 97,8 proc. głosów partia Jedna Rosja, z listy której startował prezydent Władimir Putin, uzyskała 64,1 proc. głosów. Obserwatorzy Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE i Rady Europy ocenili, że wybory nie odpowiadały jednak standardom obowiązującym w Europie.

W ocenie Tuska, "relacje polsko-rosyjskie nie tylko powinny, ale mogą być lepsze i sygnały zyskają potwierdzenie w decyzjach w najbliższych tygodniach lub miesiącach". - Poczekajmy cierpliwie na efekt spotkania naszych ministrów spraw zagranicznych 6 lub 7 grudnia w Brukseli i będziemy mogli coś jeszcze powiedzieć - dodał premier.

Podziel się