H5N1 - wirus ptasiej grypy zaatakował

Ptasia grypa pod Płockiem. Ponad 9 tys. zagazowanych indyków, grubo ponad sto osób pod nadzorem epidemiologicznym. - Trzeba płakać, jak na pogrzebie - rozpaczają sąsiedzi hodowców. Specjaliści uspokajają: - Nie musimy obawiać się o nasze zdrowie i życie.
Byłeś świadkiem wydarzeń pod Brudzeniem? Przyślij relację lub zdjęcia na Alert 24.

Co to jest ptasia grypa? Przeczytaj odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania. Sprawdź, jak uniknąć tej choroby - Państwowa Inspekcja Sanitarna przygotowała specjalną ulotkę.

Uniejewo i Myśliborzyce - wsie w gminie Brudzeń Duży, powiat płocki, do granicy z woj. kujawsko-pomorskim ok. 10 km. Wokół lasy malowniczego Brudzeńskiego Parku Krajobrazowego. Skąd tam ptasia grypa? - To obszar podwyższonego ryzyka - ocenia Jacek Gruszczyński, powiatowy lekarz weterynarii. - W pobliżu są Wisła i jej dopływy, liczne jeziora. Bytuje tu dużo ptactwa wodnego. Z dużym prawdopodobieństwem można więc stwierdzić, że źródłem zakażenia były jego odchody.

Wystarczyło, że wolno żyjące ptaki przedostały się choćby tylko na chwilę na teren fermy albo nad nią przeleciały.

Na cenzurowanym znalazły się trzy fermy należące do dwóch właścicieli. Z relacji Hilarego Januszczyka z zespołu zarządzania kryzysowego w płockim starostwie wynika, że łącznie było na nich ponad 9 tys. indyków.

O tym, że zaczynają chorować pierwsze ptaki, Irena Matusiak, sołtyska z Myśliborzyc, słyszała już dwa tygodnie temu: - Ludzie mówili najpierw o fermie w Uniejewie. Ale wtedy wszyscy podejrzewali, że to po prostu wina paszy. Potem podobne sygnały zaczęły dochodzić z fermy moich sąsiadów w Myśliborzycach. Jednak i to ludzie tłumaczyli sobie zmianą pożywienia. Tym bardziej że obydwie fermy miały paszę od tego samego sprzedawcy.

Jak informuje Michał Boszko, starosta płocki, pierwsze informacje o padłych ptakach służby weterynaryjne dostały w piątek. Próbki zostały natychmiast wysłane do Państwowego Instytutu Weterynarii w Puławach. O 3 rano w sobotę przyszła wiadomość - wszystko wskazuje na to, że to najgroźniejsza odmiana wirusa H5N1. Półtorej godziny później rozpoczął pracę zespół kryzysowy w powiatowym inspektoracie weterynarii. Ostateczne potwierdzenie wirusa H5N1 dotarło do niego o godz. 10.

Do Ireny Matusiak zadzwoniła sąsiadka: - Stało się, sołtysko, mamy w gminie ptasią grypę.

Na początku ludzie nie wierzyli

Jedną z pierwszych decyzji sztabu kryzysowego było sprowadzenie mat dezynfekcyjnych. Takie muszą być m.in. na wszystkich drogach prowadzących do Uniejewa i Myśliborzyc. Całkowicie zakazany został wstęp do gospodarstw, na których są fermy z ptasią grypą. Zostały wyznaczone dwie strefy - zapowietrzona (w promieniu 3 km) i zagrożona (10 km). Ruszył kolportaż ulotek dla mieszkańców.

Do Ireny Matusiak zatelefonowała policja. - Funkcjonariusze poprosili, żebym wydała okólnik i powiadomiła w nim wszystkich o sytuacji. Gospodarstwa w całej okolicy dostały nakaz pozamykania drobiu i zakaz uboju - opowiadała.

W sobotę po południu dotarły do niej kolejne polecenia. Tym razem policjanci przywieźli trzy rodzaje ulotek.

- Muszę rozwieźć je do wszystkich mieszkańców - mówiła. - Mąż już zabrał się do pracy. Ludzie nie panikowali. Na początku nie dowierzali, że to ptasia grypa. Nawet kiedy przekonali się, że to prawda, nie zauważyłam, aby byli szczególnie wystraszeni. Lekki niepokój jednak pozostaje. W każdym gospodarstwie gospodynie hodują jakiś drób. Jeśli zaraziły się ptaki zamknięte w kurnikach, równie dobrze mogły zarazić się też nasze.

Obawiali się również ci, którzy mają małe dzieci. - Mój wnuczek ma dwa lata i jest właśnie przeziębiony - mówiła Irena Matusiak. - Wiadomo, że wtedy organizm jest osłabiony. Synowa zabrała go więc i pojechała do swojej mamy. Tak na wszelki wypadek.

Trzeba płakać jak na pogrzebie

W nocy z soboty na niedzielę wszystkie indyki zostały zagazowane. Jeszcze wczoraj trwała ich utylizacja.

Podczas mszy księża odczytywali z ambon instrukcje dla mieszkańców - jak zachowywać się w obliczu ptasiej grypy. - Mój proboszcz zapowiadał, że przyjedzie 40 weterynarzy, którzy zlustrują drób w gospodarstwach - opowiadała Anna Kozłowska z Myśliborzyc. - Strach boski z tym wszystkim. Wszyscy mamy nosy na kwintę, słyszymy ciągle, że nic nam nie grozi, jeśli będziemy zachowywać zasady higieny. Ja tymczasem pytam: A czy ta gorąca woda to się strumieniami na wsiach leje?

Ale przede wszystkim pani Annie żal hodowców. - Trzeba płakać jak na pogrzebie - kontynuuje. - Co z tego, że dostaną odszkodowanie [zapowiedział to już minister rolnictwa Marek Sawicki]? Tak pięknie im się to hodowało, a tu taki cios. Najgorsze, że nie uda się tego wszystkiego uciąć jednym zamachem, dezynfekcja, formalności jeszcze potrwają i wyczerpią psychicznie. Ja też przed laty hodowałam drób, chyba bym się już po takiej tragedii nie podniosła.

- Czy się poddamy? Nigdy - odpowiada Halina Przybylska, właścicielka fermy w Myśliborzycach. - Hodowcy muszą być twardymi ludźmi. My takimi jesteśmy. Już od 12 lat. To wszystko stało się tak szybko... W czwartek się zaczęło, a dziś już niczego nie mamy, ale trzymamy się nawet w sytuacji, gdy tracimy dorobek całego życia. Jesteśmy twardzi... - powtarza wciąż pani Halina, po czym kończy: - Naprawdę, nie mogę, nie chcę, nie mam siły dłużej rozmawiać, proszę zrozumieć...

Sytuacja kryzysowa, ale w kategoriach gospodarczych

Chrzest bojowy przeszedł w weekend Jacek Kozłowski. - W tym tygodniu zostałem wojewodą mazowieckim, wolałbym, aby to inauguracyjne spotkanie z państwem w Płocku przebiegało w innych okolicznościach. Niestety, mamy sytuację kryzysową - mówił w przerwie wspólnego posiedzenia dwóch zespołów zarządzania kryzysowego - wojewódzkiego i powiatowego.

Przypominał, że zwłaszcza jesienią tego typu ogniska pojawiają się w Europie już od kilku lat.

- Jednak pamiętajmy: jeszcze nigdy dotąd nie doszło tu do przeniesienia wirusa na człowieka - uzupełniał. - Wystarczy stosować podstawowe zasady higieny i poddawać mięso obróbce termicznej. Oceniam sytuację jako kryzysową w kategoriach gospodarczych, może się ona odbić na hodowcach drobiu i zakładach zajmujących się obróbką mięsa.

Uspokajał też Józef Knap, doradca głównego inspektora sanitarnego: - Owszem, wirus H5N1 jest potencjalnie podejrzewany o to, że przenosi się na człowieka, ale dzieje się tak jedynie w naprawdę skrajnych warunkach, na przykład w Azji Południowo-Wschodniej, gdzie ludzie mieszkają bezpośrednio na fermach, jedzą surowe mięso.

Mięso z zakażonych ferm w sklepach

Poruszenie wywołała wypowiedź Ewy Lech, głównego lekarza weterynarii. Wyliczała, że ok. 2 tys. sztuk drobiu z ferm zakażonych ptasią grypą mogło trafić do sklepów - z tego 1 tys. kg mięsa nie zostało poddane obróbce termicznej. W sobotę było wiadomo, że najpierw mięso było przewiezione do ubojni z woj. warmińsko-mazurskiego.

- Wszystko jest pod naszym nadzorem. Właśnie sprawdzamy drogę, jaką przebyło mięso, ustalamy konkretne sklepy - zapewniała Ewa Lech.

Wczoraj było już pewne, że w woj. pomorskim do sklepów trafiło 480 kg mięsa, a w warmińsko-mazurskim - 281 kg (z tego klienci kupili tam już prawie 210 kg). W okolicach Olsztyna nadzorem epidemiologicznym zostało objętych 116 osób.

- Nie ma jednak żadnych powodów do obaw, wirus powodujący ptasią grypę u drobiu jest niebezpieczny dla człowieka tylko wtedy, gdy podlega mutacjom - zastrzegała Ewa Lech.

Nastroje tonowała również Małgorzata Czerniawska-Ankiersztejn, mazowiecki wojewódzki inspektor sanitarny. - Nie trzeba się niczego bać, nie trzeba wywozić dzieci. Na Mazowszu też ustalamy osoby, które mogły być narażone na zakażenie, bo przebywały na terenie ferm albo w ich pobliżu. W naszym województwie odnaleźliśmy takich osób 40. Wśród nich jest 21 mieszkańców powiatu płockiego i 19 z powiatu nidzickiego.

Ci ostatni to tzw. łapacze - ludzie, którzy wyłapywali indyki następnie przewiezione do ubojni.

- Od rana jeździmy do każdej z rodzin tych 40 osób, aby ocenić stan zdrowia i poinformować, że w razie pojawienia się dolegliwości należy jak najszybciej zgłosić się do lekarza - mówiła w sobotę Małgorzata Czerniawska-Ankiersztejn. - Zakładamy, że żadnych pacjentów nie będzie, ale dmuchając na zimne, sprawdzamy, czy na ich przyjęcie są przygotowane oddziały zakaźne.

Skomentuj:
H5N1 - wirus ptasiej grypy zaatakował
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX