- Ja muszę wyznaczyć ten termin, bo są konstytucyjne obowiązki w sferze polityki zagranicznej" - powiedział
Lech Kaczyński w piątkowym wywiadzie dla TVP1.
Komentując nieprzyjęcie przez szefa polskiej dyplomacji zaproszenia na poprzednie spotkanie, prezydent ocenił, że było to "jakby przedkładanie w sensie protokolarnym premiera przed prezydentem".
Skoro prezydent zaprasza, to minister przychodzi - Nie tylko w Polsce (...) to są rzeczy niedopuszczalne - mówił prezydent.
- Skoro prezydent zaprasza, to minister przychodzi, szczególnie, że nie było żadnych istotnych przeszkód, a trudno powiedzieć, że nieformalne spotkanie premiera z ministrami, jest tego rodzaju przeszkodą - mówił prezydent, nawiązując do wyjaśnień Sikorskiego w tej sprawie. Szef dyplomacji tłumaczył swoją nieobecność na spotkaniu z prezydentem koniecznością uczestniczenia w nieformalnym posiedzeniu rządu dotyczącym przyszłorocznego budżetu.
- Jeżeli prezydent zaprasza, a minister nie jest poważnie chory, lub ktoś z jego bliskich nie jest poważnie chory, albo nie jest za granicą gdzieś daleko, to po prostu się przychodzi - dodał.
Prezydent o współpracy z rządem: Mam nadzieję, że ułoży się dobrze prezydent zapytany jak powinna wyglądać współpraca prezydenta z rządem, powiedział, że jest to z jednej strony problem konstytucyjny, "nie zawsze precyzyjnie do końca uregulowany", a z drugiej strony - "problem faktyczny".
- Inaczej wygląda sytuacja, gdy mamy do czynienia z tzw. kohabitacją, a inaczej, gdy prezydent i rząd reprezentują ten sam obóz polityczny - podkreślił Lech Kaczyński. - Oczywiście ten pierwszy przeze mnie wymieniony przypadek, jest trudniejszy - dodał, ale zaznaczył, że taka sytuacja "nie musi prowadzić do kryzysu". Przypomniał, że w Polsce kohabitacja miała miejsce w latach 1993-95 i 1997-2001.
- Mam nadzieję, że wszystko ułoży się dobrze. Najważniejsze są sprawy związane z kwestiami zagranicznymi i z obronnością, bezpieczeństwem państwa. Bo w tych sferach uprawnienia ma zarówno prezydent (...) jak i Rada Ministrów" - powiedział prezydent.
"To prezydent jest najwyższym zwierzchnikiem sił zbrojnych" W ocenie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jest zdumiewające, że deklaracja premiera Donalda Tuska w sprawie wycofania polskich wojsk z Iraku w 2008 roku, pojawiła się bez konsultacji z nim, a "nawet bez jego zgody". - Najwyższym zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, co jest napisane w konstytucji, jest prezydent - mówił Lech Kaczyński w wywiadzie dla TVP1.
- Tym bardziej jest zdumiewające, że tutaj tego rodzaju deklaracje zapadły bez żadnej konsultacji, nawet mojej zgody -oświadczył. - Wysyła się wojska za zgodą prezydenta, a ja mam zasadnicze wątpliwości co do terminu wycofania, chociaż to, że misja iracka się musi w końcu skończyć, to jest jasne - dodał Lech Kaczyński.