Dorn, Zalewski i Ujazdowski zrezygnowali w tym tygodniu z funkcji wiceprezesów PiS.
Jarosław Kaczyński powiedział, że sprawą tej trójki - zwanej potocznie "rozłamowcami" - będzie teraz zajmował się Komitet Polityczny PiS. Dodał jednak, że tak jaki inni politycy z jego partii - byli wiceszefowie PiS podpisali stosowne zobowiązania, choć były to jedynie zobowiązania honorowe. - Przypominam, że wszyscy przed wyborami podpisaliśmy zobowiązanie: jeśli ktoś radykalnie nie zgadza się z linią partii i nie chce działać w ramach wspólnego przedsięwzięcia to powinien zrezygnować z mandatu - zaznaczył były premier w Sygnałach Dnia. - Mam nadzieję, że panowie nie są pozbawieni honoru - dodał przewodniczący PiS.
Postulaty Dorna, Zalewskiego i Ujazdowskiego przedstawione w liście do Jarosława Kaczyńskiego nie mogły - zdaniem byłego premiera - zostać spełnione. - Sprowadzały się do tego, żebym ja nie mógł bez zgody kilku panów podejmować decyzji, które przynależą mi wedle statutu. Tego rodzaju postulaty nie mogły być wzięte poważnie pod uwagę, tym bardziej, że nie mieści się to w statucie - podkreślił. Jarosław Kaczyński dodał, że "w gruncie rzeczy chodziło o zawieszenie przeze mnie w prawach członka partii Pawła Zalewskiego, co ja rzeczywiście zrobiłem, ale statut daje mi takie prawo".
Były premier całe wydarzenie określił jako "smutne". - W jednym przypadku - Ludwika Dorna - było to też smutne pod względem osobistym - przyznał Jarosław Kaczyński. Ponadto - według przewodniczącego PiS - rezygnacja wspomnianych polityków z funkcji wiceszefów partii "wyrosła z jakiejś frustracji". - Można było tą frustrację wyrazić lepiej - bez strat dla partii - dodał.