Posłowie podjęli decyzję o samorozwiązaniu Sejmu siódmego września. Premier swojego wywiadu dla "Wprost" (dostępnego również na stronie internetowej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów) udzielił na miesiąc i tydzień przed rozpisaniem wyborów i niecałe 12 tygodni przed wyborami.
I trzy tygodnie po odwołaniu Andrzeja Leppera ze stanowiska wicepremiera oraz po postawieniu upokarzających dla koalicjantów -
LPR i Samoobrony - "warunków dobrego rządzenia", kiedy to koalicja zaczęła się mocno chwiać.
Lider
PiS, gdy udzielał wywiadu, planował przedterminowe wybory. Na pytanie, czy się odbędą odparł : - Podjąłem decyzję, że najlepszym rozwiązaniem obecnego kryzysu politycznego będą przedterminowe wybory.
Pod koniec wywiadu, na pytanie o propozycje koalicyjne, odrzekł: - Staram się zwalczać defetyzm w partii, więc pozwólcie państwo , że sam nie będę go siał.
Poproszony o wyjaśnienie powiedział: - Tak, że wynik poniżej 280 mandatów uznałbym za przegraną. I powód do zdymisjonowania całego kierownictwa i przegnania naszych wszystkich spin doktorów.
- Jeśli jednak nie uzyskacie tych 280 miejsc w Sejmie? - spytali prowadzący wywiad Dorota Kania, Marcin Dzierżanowski i Grzegorz Pawelczyk.
- To jako odwołany prezes partii będę dumał w samotności nad niewdzięcznością narodu.
Naród okazał się niewdzięczny.
Platforma Obywatelska, główny rywal PiS w tych wyborach, wygrała z partią Kaczyńskiego przewagą niemal 10 punktów procentowych. PiS brakuje ponad 100 mandatów do wyniku oczekiwanego przez premiera. Czy
Jarosław Kaczyński dotrzyma słowa i zrezygnuje z funkcji prezesa Prawa i Sprawiedliwości?