Paweł Zagumny dla Sport.pl: Z Wlazłym nigdy nie byliśmy przyjaciółmi

Pekin to dla mnie ostatnie igrzyska, na których być może wreszcie zagram. Mam tylko nadzieję, że młodszym zawodnikom też na tym zależy - mówi rozgrywający reprezentacji siatkarzy
Przemysław Iwańczyk: Czy to normalne, że największa gwiazda reprezentacji nie rozmawia z rozgrywającym. Mariusz Wlazły obraził się za wywiad z panem, jakiego pan udzielił po mistrzostwach Europy. Jego tytuł brzmiał: "Wlazły wbił nam nóż w plecy".

Paweł Zagumny: Nie wiem, czy się na mnie obraził. Postąpił przed mistrzostwami, jak postąpił [Wlazły prosił, by go nie powoływać ze względu na skurcze mięśni], temat uważam za zamknięty, zwłaszcza po sprostowaniu, jakie się ukazało w "Przeglądzie Sportowym". Nie siedzę w jego głowie, nie wiem, co on sobie myśli. Z Wlazłym nigdy nie byliśmy wielkimi przyjaciółmi, nie dzwoniliśmy do siebie, teraz też tego nie robimy, po prostu graliśmy razem na boisku. On ma swoje zainteresowania, swoich kolegów, ja też. Nie wszyscy muszą się kochać, ważne, żeby razem wygrywać.

Trudno być optymistą, patrząc ostatnio na kadrę...

- A może ostatnie komplikacje, zwłaszcza zdrowotne, jeszcze bardziej nas wzmocnią i skonsolidują, doprowadzając do sukcesu. Owszem, nie wieje optymizmem z kadry, ale myślę, że będziemy grać lepiej.

Abstrahując od kłopotów zdrowotnych, atmosfera w zespole nie jest dobra.

- Nie ma co mówić o atmosferze, kiedy z kretesem przegraliśmy mistrzostwa Europy. Nie ma powodów do radości w takich sytuacjach. A inne sprawy... Nie wiem.

W kadrze jest rozłam na starych i młodych?

- Tych młodych to ja wielu nie widzę. Jest tylko Wlazły i Winiarski, a nie powiedziałbym, że Winiarski jest w innej opcji niż ja.

Ponoć kilku zawodników ma pretensje do Raula Lozano, że faworyzował Sebastiana Świderskiego, który nie był w najwyższej formie.

- Nie słyszałem o tym.

A słyszał pan, że nie wszyscy siatkarze na ME byli w odpowiedniej dyspozycji?

- Sportowej?

Nie, źle się prowadzili.

- Byłem w pokoju z Sebastianem Świderskim, mogę mówić za siebie i za niego. Po innych pokojach nie chodziłem, bo nikogo nie sprawdzam. Chciałbym tylko wiedzieć, kto o tym wszystkim opowiada.

Drużyna Lozano pozbiera się przed najważniejszymi meczami?

- Najważniejsze, by nikt nie opowiadał rzeczy, o które pan pyta, tylko zajął się analizą tego, co zrobił na boisku. Jeśli nie będziemy szukać dziury w całym, to się podniesiemy. Jeśli będziemy, nic dobrego z tego nie wyniknie.

Wciąż ufacie bezgranicznie Lozano?

- Myślę, że tak. Graliśmy z nim na trzech turniejach, zdobyliśmy medal mistrzostw świata, więc wszystko, co najlepsze, wiąże się z nim. Oczywiście są momenty kryzysowe, jak ten w Moskwie na mistrzostwach Europy, ale z tego trzeba wyciągać wnioski, a nie robić rewolucję.

Polska jest w stanie awansować na igrzyska w Pekinie?

- Bardzo w to wierzę. Dla mnie to ostatnie igrzyska, na których być może wreszcie "coś zagram", bo dotąd nie miałem okazji. Mam nadzieję, że młodszym zawodnikom też na tym zależy. Bo oni jeszcze na takiej imprezie nie byli, a ja już tak.

Bez Wlazłego będzie trudno. Ostatnie mecze Skry pokazują, że znów jest w dobrej formie, zdobywa wiele punktów.

- On, i momentami Piotrek Gruszka, ciągnie Skrę w ataku, ale za to bierze pieniądze, dlatego ma w Polsce status gwiazdy. Dla mnie to nic niespodziewanego. Jest w dobrej formie, niech taką utrzyma na mecze kadry.

18 października skończył pan 30 lat. Chce pan jeszcze wyjechać do zagranicznego klubu?

- Chciałem jeszcze przed tym sezonem. Miałem propozycje z Włoch i Rosji, prowadziłem rozmowy z dwoma klubami. Włosi, na których mi zależało, wybrali zagranicznych atakujących, a nie rozgrywającego, z Rosjanami też nie wyszło. Do innego polskiego klubu raczej się nie przeniosę, mam tak skonstruowany kontrakt, że władze Olsztyna musiałyby się na to zgodzić.

Polska Liga Siatkówki ma być w tym sezonie jeszcze silniejsza. Co pan powie po czterech kolejkach?

- Liga jest silniejsza. Już nie cztery zespoły, ale aż sześć mierzy w mistrzostwo Polski. Skra Bełchatów jak co roku ostatnio jest bardzo mocna, my depczemy jej po piętach, do tej stawki dołączają Rzeszów, może Mostostal. Początek sezonu zwiastuje też, że będzie wiele niespodzianek. Najistotniejsze jednak, by poziom ligi przełożył się na reprezentację.

Ale Bełchatów i Olsztyn wydają się być poza konkurencją.

- Wszyscy tak mówią, ale liga jest taka, że w każdym spotkaniu trzeba grać na maksa. O lekceważeniu nie może być mowy. Zostały nieliczne zespoły, o których można powiedzieć, że są słabe, a starcia z nimi potraktować jak spacer.

O Olsztynie mówi się, że to świetny zespół, ale bez rezerwowych. Dociągniecie szóstką do końca sezonu?

- Szóstkę mamy bardzo dobrą, a przecież nie można mieć wszystkiego. Ale na ławce też jest potencjał. Mamy Ruciaka, Lubiejewskiego, nie mamy w rezerwie aż takiej dziury, na jaką to wygląda.

Działacze postawili przed wami zadanie: ma być tytuł mistrza Polski i koniec?

- Tak. Wszyscy mówią, że naszym celem jest złoty medal. To zadanie od prezesa, sponsora, ale wszyscy wiedzą, że to jest sport i nie zawsze wychodzi, jak się chce.

Widział pan Skrę w Lidze Mistrzów? Mają w tym sezonie szansę na Final Four?

- Będzie im bardzo ciężko. Skra ma dobry zespół, ale inni w Europie też nie śpią i znacznie się powzmacniali. To jest długi sezon, zawodnicy będą powoływani na kadrę, trudno będzie to wszystko pogodzić. Z grupy wyjdą bez problemów, ale nie wiadomo, na kogo trafią później.

Liga gra w ekspresowym tempie, głównie ze względu na napięty terminarz kadry. A reprezentacja ma przed sobą turnieje o być albo nie być.

- Aż takiej presji nie ma. Oczywiście chcemy wygrać turniej preeliminacyjny, by pojechać na kolejny do Turcji, ale jeśli nie uda się w ten sposób wywalczyć awansu na igrzyska, zostaje jeszcze majowy turniej interkontynentalny. Najbliższe zawody nie są więc ostatnią deską ratunku dla kadry, dla mnie przynajmniej nie jest to coś niesamowitego.

Paweł Zagumny

30 lat, najlepszy polski rozgrywający. Jako junior sięgnął po mistrzostwo Europy i mistrzostwo świata, w 2006 roku w Japonii zdobył z reprezentacją srebrny medal, został najlepszym graczem na swojej pozycji. W Polsce grał w MKS MDK Warszawa, Politechnice Warszawa, Czarnych Radom, Morzu Szczecin, Edilbasso Padwa, a od 2003 roku w Mlekpolu AZS Olsztyn. Nigdy nie zdobył mistrzostwa Polski, ma dwa srebrne medale i dwa brązowe z AZS Olsztyn.