CBA przychodzi o 6 rano

Czy prokuratura ukrywa ekspertyzę niemieckiego naukowca korzystną dla dr. G. podejrzanego o zabójstwo pacjenta?
W czwartek m.in. w TVN pojawiły się informacje, że znane są już wyniki pracy niemieckiego eksperta w śledztwie wobec dr. Mirosława G.

Przypomnijmy, znany kardiochirurg podejrzany jest o korupcję, ale też o zabójstwo jednego oraz narażenie życia dwóch pacjentów. Kwestia zabójstwa jest dla prokuratury kluczowa i prestiżowa, bo w lutym, gdy CBA zatrzymało lekarza, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro ogłosił: "przez tego pan już nikt nigdy życia pozbawiony nie będzie". Ziobro do dziś z tych słów się nie wycofał, a sprawą dr. G. zagrał ostatnio, ujawniając nagrania z jego gabinetu mające dokumentować, że lekarz przyjmował łapówki. Wątek korupcyjny sprawy dr. G. prawdopodobnie zakończy się w listopadzie.

Sprawa błędów lekarskich albo - jak chce prokuratura - świadomego narażenia pacjentów na śmierć toczy się dalej. Prokuratura tłumaczy, że czeka na opinię biegłych. W śledztwie są dwie opinie medyczne, m.in. dr. Zbigniewa Religi, ale nie wynika z nich, by dr. G. można było postawić zarzut zabójstwa. Religa pisał o "błędzie w zakwalifikowaniu pacjenta do przeszczepu". Prokuratura kilka tygodni po zatrzymaniu kardiochirurga kompleksową opinię zamówiła u prof. Rolanda Hetzera, wybitnego niemieckiego kardiochirurga. Zadała mu - według naszych źródeł - aż 16 pytań dotyczących trzech pacjentów, o których mowa jest w zarzutach. Dotyczą nie tylko prawidłowości przebiegu przeprowadzonych operacji, ale też oceny kwalifikacji personelu medycznego. Prokuratorzy chcą też, by profesor odpowiedział na pytania, na które odpowiedzieć może tylko sąd: czy śmierć pacjentów była wynikiem błędu w sztuce, czy świadomego godzenia się na nią przez lekarza, a także w przypadku potwierdzenia nieprawidłowości w sztuce medycznej - wskazania winnych!

Według dwóch źródeł opinia profesora jest dla dr. G. korzystna. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro - jak podał w czwartek PAP - nazwał te wiadomości "plotką". - Polska prokuratura jest na etapie przesyłania do Niemiec kolejnych dokumentów. To są zeznania współpracowników dr. G. - oświadczył Ziobro. - Przesyłkę wysłano w czwartek, a analiza dokumentów powinna potrwać od półtora do dwóch miesięcy - dodał minister.

W czwartek skontaktowaliśmy się z prof. Rolandem Hetzerem. - Zakończyłem pracę w środę - powiedział "Gazecie". - Nie mogę jednak podzielić się szczegółami - zastrzegł prof. Hetzer.

Tymczasem wczoraj o godz. 6 rano CBA zapukało do drzwi dr. Piotra Orlicza, anestezjologa ze szpitala MSWiA. Chce go połączyć ze śledztwem w sprawie dr. G.

Przypomnijmy: już raz, 30 maja wieczorem, CBA zatrzymało dr. Orlicza, wówczas w związku ze śledztwem dotyczącym nielegalnej aborcji. Lekarz przypłacił to zawałem - trafił do szpitala. Orlicz współpracował z transplantologami w szpitalu MSWiA, ale nigdy nie asystował przy operacjach dr. G. W szpitalu MSWiA pracowali w różnych klinikach.

- Do dziś dr Orlicz nie został nawet przesłuchany, nie dostała też postanowienia o zatrzymaniu, a prokuratura uznała, że nie jest stroną w śledztwie [czyli ani podejrzanym, ani pokrzywdzonym] - mówi mec. Bartłomiej Jankowski, pełnomocnik lekarza.

- To jakaś nagonka na mnie! Czy chodzi o to, żebym już nic wspólnego nie miał z transplantologią? - pyta z goryczą dr Orlicz. - Po co przyszło CBA? - pytamy my. - Chcieli skopiować twardy dysk mojego prywatnego komputera, szukali dokumentacji medycznej, której ja nie trzymam w domu. Z postanowienia prokuratury dowiedziałem się, że chodzi o śledztwo w sprawie dr. G. i konkretną pacjentkę, która była w mojej klinice dawcą do przeszczepu. Ale przyjęta została, gdy byłem na urlopie, a narządy pobrano od niej, gdy po poprzedniej akcji CBA leżałem w szpitalu. Zdaje się, że dr. G. też był jeszcze wtedy w areszcie - opowiada anestezjolog.

CBA o tym, że najście miało związek z dr. G., nie wspomina. Poinformowało nas, że chodziło o "zgromadzenie dowodów nieprawidłowości w funkcjonowaniu szpitala MSWiA przy ul. Wołoskiej" i że działania były legalne. - Panowie byli przesadnie grzeczni, ale mam już tego dość, nie wiem pan co czuje człowiek, do którego CBA puka o szóstej godzinie. Spędzili u mnie dwie i pół godziny - mówi dr Piotr Orlicz.