Pitera: Jarosław Kaczyński złożył mi ofertę w zamian za wycofanie sprawy z sądu

az
17.10.2007 , aktualizacja: 17.10.2007 15:19
A A A Drukuj
Julia Pitera Fot. Wojciech Olkuśnik / AG Julia Pitera
- W 2005 roku zadzwonił do mnie Jarosław Kaczyński, żebym poparła absolutorium Lecha Kaczyńskiego, kiedy byłam w Radzie Warszawy - ujawniła w TVN24 posłanka PO Julia Pitera. - Chciałem nakłonić Piterę do niepopierania centrolewicowej koalicji - odpowiada premier.
ZOBACZ TAKŻE
- Nosiłam się z tym zamiarem od dość dawna, ponieważ ze środowiska PiS też spotkało mnie parę rzeczy - powiedziała Pitera w TVN24. Przytoczyła historię, która jej zdaniem miała charakter prowokacji wobec jej osoby. Opowiedziała, że wielokrotnie była pytana, dlaczego nie związała się z Prawem i Sprawiedliwością. Przyznała, że na to pytanie do tej poty odpowiadała, iż ma jednak bardziej liberalne niż socjalne poglądy.

Według niej tzw. układ warszawski w zemście za jej działalność stworzył aferę wokół jej mieszkania. Pitera oddała wówczas sprawę do wyjaśnienia przed sądem cywilnym. Proces - jak twierdzi - wygrała w pierwszej instancji, po czym już za prezydentury Lecha Kaczyńskiego w Warszawie została złożona apelacja do sądu przez urząd miasta.

Telefon od "bardzo ważnej osoby z PiS"

W kwietniu miała się zebrać Rada Warszawy, aby głosować absolutorium dla Lecha Kaczyńskiego. Wówczas dostała telefon od, jak podkreśliła Pitera, "bardzo ważnej osoby z PiS". Osoba ta miała powiedzieć, że jeżeli Pitera poprze absolutorium dla Kaczyńskiego, wówczas apelacja zostanie wycofana. Pitera pytana, o jaką osobę chodzi przyznała, że był to premier Jarosław Kaczyński. - Jarosław Kaczyński osobiście do mnie zadzwonił i powiedział, że jeśli poprę absolutorium zostanie wycofana apelacja - powiedziała. Zdaniem Pitery był to w kwietniu 2004 lub 2005. Pitera była wówczas radną Warszawy. Jarosław Kaczyński sprawował funkcję prezesa PiS. Głosu Pitery jako jedynego brakowało, aby absolutoruim przegłosować.

- Byłam wstrząśnięta, nie mogłam mówić. Poszłam w poniedziałek na posiedzenie Rady Miasta i okazało się, że wszyscy radni doskonale wiedzą, że został kupiony głos radnej Pitery. Ja wówczas zagłosowałam właśnie przeciw, chociaż miałam zamiar się wstrzymać - powiedziała Pitera. - To wówczas było tak bardzo ładnie powiedziane "Wiesz Julia, my nie wiedzieliśmy, że apelacja została złożona do sądu, my ją oczywiście wycofamy, ale musisz poprzeć absolutorium" - przytoczyła.

Pitera powiedziała, że od tej sprawy nie rozmawia z premierem Kaczyńskim. - Robienie takich rzeczy wobec osoby, która zna się tyle lat jest rzeczą niedopuszczalną - powiedziała. Przyznała, że jest gotowa w tej sprawie na proces w trybie wyborczym. Przekonywała, że na poparcie swojej wersji ma dwóch świadków.

Premier: Chciałem nakłonić Piterę do niepopierania centrolewicowej koalicji

Premier odniósł się do dzisiejszych oskarżeń Julii Pitery. Posłanka PO twierdzi, że w zamian za poparcie absolutorium dla Lecha Kaczyńskiego, jego brat zaproponował jej wycofanie sprawy sądowej, którą toczyła z urzędem miasta. Jarosław Kaczyński potwierdził, że rozmawiał z Julią Piterą, ale nie wspomniał nic o propozycji, którą ujawniła. Premier podkreślił, że zna Julię Piterę od wielu lat, a rozmowa miała charakter prywatny. Jarosław Kaczyński twierdzi, że chciał nakłonić Piterę, by nie popierała tworzącej się wówczas centrolewicowej koalicji w Radzie Warszawy, "tej koalicji, która dziś rządzi w Warszawie i której rządy są jedną gigantyczną kompromitacją i to nie chodzi tylko o korki". - Nic więcej tam nie było - oświadczył pytany o zarzuty, iż szantażował Piterę.



Chodzi też o to - mówił premier - co "się wyprawia" w stołecznym ratuszu. - Ilu dyrektorów bez kwalifikacji jako p.o. jest w tej chwili na różnych stanowiskach, co się wyprawia w koalicji - nie takiej samej, ale zbliżonej, czyli z PSL w samorządzie wojewódzkim, gdzie na 450 stanowisk kierowniczych podległych marszałkowi jest 1 bezpartyjny - mówił premier.- Tak to wygląda w wykonaniu tych, którzy w tej chwili mają podobno wspólnie rządzić Polską - dodał.

- Swoją starą koleżankę - kiedyś nie ukrywam lubianą - chciałem przekonać, żeby w tym kierunku nie szła. Ona przyjęła to chłodno i taki był przebieg tej rozmowy. Nic więcej tam nie było - oświadczył J. Kaczyński. Premier podkreślił, że zna Piterę od wielu lat, jeszcze z czasów młodości. Według niego, ludzie, którzy "znają się od młodości, mają prawo ze sobą rozmawiać w takich sprawach", tym bardziej, że - zaznaczył J. Kaczyński - Pitera była wówczas osobą spoza partii politycznej. - Mogła wejść w ten układ, w który weszła - z fatalnymi skutkami - mogła nie wejść. No, niestety weszła - tyle mogę powiedzieć. Ona się powinna tego wstydzić, ja nie mam żadnych powodów do wstydu - powiedział J. Kaczyński.

Podziel się