Michniewicz: Brakuje nam charakteru

- W Zagłębiu teraz nie ma piany na ustach. Zamiast tego jest u nas teraz "proszę bardzo", "przepraszam bardzo". Za dużo tego savoir vivre. Taki Maciek Iwański czy Wojtek Łobodziński wiele dla tego klubu zrobili, ale trzeba się zastanowić, czy coś jeszcze dadzą klubowi. Bo może lepiej będzie, jak pójdą gdzieś dalej i będą mogli się rozwijać - mówi "Przeglądowi Sportowemu" trener Zagłębia Lubin, Czesław Michniewicz po porażkach z Polonią Bytom i Groclinem
Co dzieje się z zespołem mistrza Polski? - Sam chciałbym wiedzieć - rozkłada ręce Michniewicz. - Zdobywając mistrzostwo każdy z moich piłkarzy grał na maksymalnym poziomie. Ten zespół osiągnął wtedy maksymalny pułap i naprawdę ciężko jest cały czas stać na baczność - tłumaczy szkoleniowiec. Jednak w nowym sezonie Zagłębie tkwi w kryzysie. - To prawda, choć ja się z tym nie zgodzę i nie chcę, żeby zawodnicy z tym się pogodzili. Pytam czasem piłkarzy: "Jesteście mistrzami Polski, ale co dalej?" Nikt od razu nie odpowiada, długo się zastanawiają. Cel nie jest taki wyrazisty, jak w zeszłym sezonie - dodaje.

Zdaniem trenera problem nie leży w przygotowaniu fizycznym piłkarzy. - Problem polega na tym, że nie strzelamy bramek. Ale nawet grając tak, jak gramy, nie musieliśmy tych ostatnich meczów przegrywać - denerwuje się Michniewicz.

Drogę wskazuje Keane

Poza tym trener widzi inny problem. - Nie zamierzam obrażać polskich piłkarzy, ale oni ostatnio są bardziej aktywni w gabinecie prezesa przy podpisywaniu kontraktów, niż na boisku. Niektórzy zaczynają uprawiać politykę, zamiast grać. Chyba tylko w Polsce jest możliwe, by piłkarze zmienili trenera - narzeka Michniewicz.

Jako przykład właściwej postawy wobec rozkapryszonych futbolistów pokazuje trenera Manchesteru United, sir Alexa Fergusona. - Kopie butem w Beckhama, bo zawodnik się nie angażuje, a cała Anglia bije mu brawo - mówi trener Zagłębia. - Postęp wymaga ofiar. Taki Maciek Iwański czy Wojtek Łobodziński wiele dla tego klubu zrobili, ale trzeba się zastanowić, czy coś jeszcze dadzą klubowi. Bo może lepiej będzie, jak pójdą gdzieś dalej i będą mogli się rozwijać. Jeżeli ktoś nie gra najlepiej, to może ma inne plany. Powtarzam zawsze słowa Roya Keane'a, który mówił, że jak ktoś nie chce wpaść na ścianę za drużynę, to drużyna takich zawodników nie potrzebuje - kończy temat Michniewicz.

Była piana na ustach, jest galareta

Jak sam twierdzi, zawodnikom brakuje właśnie woli walki, takiej jak ta, którą na boisku demonstrował kiedyś Keane. - Dzwonią do mnie koledzy i mówią, że z tego mistrzowskiego zespołu brakuje nam przede wszystkim charakteru, piany na ustach. Zamiast tego jest u nas teraz "proszę bardzo", "przepraszam bardzo". Za dużo tego savoir vivre - mówi szkoleniowiec. - Jeżeli grając z Legią faulujemy raptem trzy razy, to coś jest nie tak, brakuje nam agresji. Kiedyś na boisku wyglądało to tak, jak na szachownicy u Kasparowa: pyk, pyk, tu konik, tam wieża i kończyliśmy przeciwnika. A dziś jest galareta - dodaje.

Dlaczego? - Byt kształtuje świadomość. Jeżeli masz ileś tam zwycięstw na koncie, to nie zastanawiasz się, tylko wygrywasz, a jak nie wygrywasz, to zaczynasz się zastanawiać, jak wygrać. Dlatego bardzo chciałbym mieć w drużynie zawodnika o takiej mentalności i chęci zwycięstwa, jak Piotrek Reiss. On serce daje na tacy, w zespole, w szatni, poza nią. My takich graczy nie mamy - smutno konstatuje Michniewicz.

Rewolucja - nie, ewolucja - tak

Agresję, której brakuje Zagłębiu, trzeba wyzwolić. - Może poszukamy innego ustawienia albo damy więcej zagrać tym, którzy mniej grali i nie są skażeni naszą słabą grą? - zastanawia się "polski Mourinho". - W Zagłębiu nie będzie rewolucji, ale ewolucja. Ale zmienić się coś musi - zapowiada trener.

Kto będzie strzelał bramki? - Wszyscy narzekają na Piotrka Włodarczyka, ale nikt nie powie, że on nie chce walczyć. Piotrek to wszystko bardzo przeżywa. W tej chwili jest on, Andre Nunes i Szymon Pawłowski - mówi trener. Co zatem z Michałem Chałbińskim? - Ma zapalenie nerwu piszczelowego. Ale jak tutaj przychodziłem, miał rozwaloną kostkę, a pojechał do Kielc i z tą kostką grał. Dlaczego? Bo bardzo chciał. Teraz ma zapalenie nerwu i nie gra... - kończy trener.