To może być hit tegorocznej kampanii wyborczej w kategorii protesty wyborcze. Na dzisiejszej konferencji prasowej w Sejmie marszałek Dorn zdecydował postawić tamę insynuacjom LID jakoby jego suka "Saba" "pożarła meble w MSWiA", w czasie gdy był on szefem tego resortu.
Informacje o żarłoczności Saby pojawiły się w radiowym spocie wyborczym LiD. W obronie dobrego imienia psa marszałek postanowił wystąpić do sądu z wnioskiem w błyskawicznym trybie wyborczym. Takie sprawy rozpatrywane są w ciągu 24 godzin. Dlatego on, a nie Saba, bo pies nie ma "legitymacji procesowej". Dorn zapowiada: - LiD będzie musiało to odszczekać.
Sprawozdawcy sądowi zachodzą w głowę jak w języku "hau,hau" sformułowana będzie treść ewentualnego sprostowania. Pojawiają się też inne pytanie: czy Saba zostanie powołana na świadka i czy w stresujących warunkach sali sądowej zechce opowiadać o składnikach swojej diety? Kto wystąpi w roli tłumacza? A może to marszałek Dorn będzie musiał zwołać kolejny briefing na którym poinformuje, że z machania ogonem odczytał, że sprostowanie i przeprosiny zostały przyjęte.
Możliwa jest eskalacja konfliktu, bo marszałek tylko ze względu na światowy dzień ochrony zwierząt powstrzymał się wczoraj od stwierdzenia, że "LiD" zszedł na psy, bo "byłoby to obrazą dla psów, a zwłaszcza Saby". Pewnie LiD zechce dochodzić w sądzie sprostostowania i wyjaśnienia "na co zszedł" oraz co dla psów jest obraźliwe, a Saba powołana zostanie w tej sprawie jako biegły sądowy?