Kim jest człowiek, który kupił srebrny medal Łukasza Żygadło

Ziggy jest na pozór przeciętnym kibicem sportowym, który dopinguje naszą reprezentację zza oceanu. Coś go jednak od zwykłego kibica różni...
Podczas tegorocznego finału Ligi Światowej w Katowicach dołączył do grona szczęśliwych posiadaczy srebrnego medalu mistrzostw świata przywiezionego przez biało - czerwonych z Japonii. Wywalczył go jednak nie postawą na boisku, lecz sercem...

Wziął udział w charytatywnej licytacji medalu Łukasza Żygadło i na minutę przed jej zakończeniem zaoferował za niego 40 tys. złotych. Podkreśla jednak, że nie kupił medalu, lecz ofiarował pieniądze na pomoc przy budowie "Domu Misi". Sam medal, według Zbyszka, stał się tylko nagrodą za dobry uczynek. Nie sposób nie wierzyć jego słowom, gdyż Ziggy nie poprzestał na wylicytowaniu "srebra" Łukasza Żygadło. Chciał zrobić więcej. Na kolejną aukcję oddał swoje "srebro" - Harleya Davidsona V - ROD 2002. Na wywiad w dużej mierze zdecydował się właśnie po to, by promować akcję oraz poszukiwać chętnych do pomocy stowarzyszeniu "Koliber".

Kiedyś sam doświadczył problemów zdrowotnych, z których dzięki pomocy innym wyszedł obronną ręką. Teraz, by spłacić długo wobec losu, Ziggy postanowił wesprzeć dzieci chore na nowotwór.

- Zależało mi na znalezieniu instytucji charytatywnej, która nie przeznacza kilkudziesięciu procent uzyskanych pieniędzy na sprawy organizacyjne, a w fundacji "Koliber" wszyscy pracują charytatywnie. Często wręcz dokładają swoje własne pieniądze, a wszystkie przekazane datki, obojętne w jakiej formie, w całości trafiają na konto dzieci. Szukałem także konkretnego celu, do którego mógłbym się dołożyć, a takim niewątpliwie jest budowa "Domu Misi" - mówi Ziggy.

Współpraca na dobre rozpoczęła się od licytacji srebrnego medalu Łukasza Żygadło, który dla Ziggiego ma szczególną wartość.

- Kiedy go dostałem, usiadłem i pomyślałem, że jest tylko kilkanaście takich egzemplarzy na świecie. W dodatku to pierwsze tak cenne siatkarskie trofeum w Polsce od 30 lat. Niewielu ludzi miało z nim styczność, ale jak już ktoś trzyma go w ręku przyznaje, że ma on niepowtarzalną moc. Dla mnie jest zaczarowany, nazywam go "polskim talizmanem". Na razie trzymam go w sejfie. Zbyt wiele osób chciałoby mieć taki medal. Być może Łukasz, odpukać, już nigdy takiego nie zdobędzie. Ale jak dołoży w przyszłym roku medal olimpijski to chyba będę musiał wziąć pożyczkę (śmiech) - opowiada Ziggy.

Choć samo srebro jest dla Ziggiego magiczne, to już samego Łukasza Żygadło nie traktuje on jak gwiazdę. - Dla mnie jest przede wszystkim człowiekiem, który postanowił zrobić coś dobrego. Porównuję Łukasza do ratownika, który skacze do wody, gdzie topi się pięcioro dzieci. Nie jest w stanie uratować wszystkich, samodzielnie może ocalić życie najwyżej jednemu. Ale dzięki swojej popularności może zdziałać więcej niż przeciętna osoba. Spisał się jako człowiek. Moje ręce są za krótkie, ale gdybym tylko mógł, mianowałbym go sportowcem roku w Polsce. Sportową postacią roku powinien być ktoś nie tylko o wybitnych osiągnięciach zawodowych, ale również życiowych - podsumował Ziggy.

Jednak współpraca reprezentanta Polski i naszego rodaka od lat mieszkającego w Stanach Zjednoczonych nie skończyła się jedynie na aukcji medalu.

- Pewnego dnia pomyślałem sobie, że skoro Łukasz ofiarował marzenie swojego życia, dlaczego ja nie miałbym zrobić tego samego? Zawsze marzyłem o harleyu, ale długo nie było mnie na niego stać. Miałem w Stanach kilka motorów, ale kiedy wreszcie kupiłem harleya, stał się moim "baby". Chciałem podarować Łukaszowi mój "medal". Podczas jego pobytu w Nowym Jorku wysłałem mu maila o tajemniczym tytule "Srebro za Srebro", do którego dołączyłem zdjęcie motoru. Odpisał, że zaniemówił. Fakt, że dochód z licytacji motoru zostanie przeznaczony na budowę "Domu Misi", sprawia, że teraz harley ma dla mnie jeszcze większą wartość i znaczenie, niż zanim trafił do Polski. Niestety jego transport przysporzył stowarzyszeniu wielu problemów w Polsce, gdzie zażądano za niego ponad 14 tys. złotych cła i podatku VAT. Rozumiem, że tego wymaga prawo, ale tym sposobem zabiera się niewinnym dzieciom tak ciężko zdobyte pieniądze. Pieniądze, które w tym przypadku powinny być przeznaczone tylko na "Dom Misi". Najchętniej nie wspominałbym o tym, bo to wstyd, żeby organizacja charytatywna musiała płacić cło! Dlatego apeluję, aby celem licytacji było ofiarowanie pieniędzy, a nie zakup motoru. Harley ma stać się nagrodą dla ofiarodawcy, motywacją do zrobienia czegoś dla innych, ale nie powodem do wzięcia udziału w akcji - tłumaczy.

Ziggemu nie zależy na rozgłosie wokół własnej osoby. Na wywiad z portalem Reprezentacja.net zgodził się dopiero po długich namowach, licząc na to, że uda mu się nagłośnić sprawę licytacji Harleya i całej akcji związanej z budową "Domu Misi".

- Najważniejsze jest to, by trud i wkład pracy, jakie włożone zostały przez wielu ludzi w tę akcję przyniosły wymierne efekty. Mam świadomość, że zbieranie funduszy na tego typu przedsięwzięcie nie jest rzeczą prostą, dlatego staram się pomóc. Niestety czasami natrafia się na nieoczekiwanie przeszkody. Jedną z nich było wspomniane 14 tys. złotych cła i podatku VAT, które trzeba było zapłacić za harleya. Z tych pieniędzy można by zrobić lepszy użytek, gdyby pozostały na koncie fundacji. Może ktoś weźmie to pod uwagę? - zastanawia się Ziggy. - Liczę na to, że akcją zainteresuje się więcej ludzi o wielkich sercach. To cel, w który warto się zaangażować. Może ten tekst skłoni innych do dołożenia swojej cegiełki na "Dom Misi".

Zbyszek ma świadomość, że dla prywatnej osoby kwota ponad 14 tysięcy jest bardzo wysoka, ale jego marzeniem jest to, że być może znajdzie się jakaś firma, która zdecydowałaby się zwrócić fundacji pieniądze wpłacone na cło i podatek za motor.

- A może znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie doprowadzić do zmiany decyzji polskich organów celnych - marzy Ziggy, nie mogąc pogodzić się z tym, że oddając swojego ukochanego harleya naraził fundację Koliber na tak poważne wydatki.

Jednak już wkrótce konto stowarzyszenia powiększy się o zlicytowaną za motor kwotę. Pierwotnie planowany do 16 września finał aukcji został przedłużony do 20 października. Ziggy liczy, że przełoży się to na zainteresowanie licytacją oraz bezpośrednio wpłynie na oferowaną za harleya sumę pieniędzy. Chętnych do pomocy dzieciom z nowotworem przyciągnąć może również fakt, że kluczyki do motoru nowemu nabywcy wręczy sam Ziggy, który specjalnie w tym celu przyjedzie on do Polski.