Ulga na dzieci podzieliła rząd

Ulga podatkowa na dzieci poróżniła nie tylko senatorów PiS, ale także rząd. Wicepremier Gilowska uważa, że budżetu na nią nie stać. Premier, że stać
Wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska od przeszło tygodnia, czyli od momentu, gdy Sejm niespodziewanie podwoił akceptowaną przez rząd wysokość ulgi (z 572,54 zł do 1145,08 na każde dziecko), przekonuje, że budżetu nie stać na tak wysoki odpis. Podwójna ulga obniży wpływy do kasy państwa o przeszło 7 mld zł i skorzystają z niej tylko "bogacze, którzy zafundowali sobie dzieci". Przez ostatnie trzy dni senatorów przekonywał o tym także wiceminister finansów Jacek Dominik. Dowodził, że wedle wyliczeń resortu finansów 16 z 23 mln podatników ma za małe dochody, a więc i podatek, by wykorzystać ulgę w całości. Nie przekonał. Nie tylko opozycji, ale też znacznej części senatorów z PiS.

W sporze z ministrem senatorowie powoływali się na wyliczenia "Gazety", z których wynika, że ulgę na dziecko w pełni wykorzysta nawet samotna matka z dochodem miesięcznym na rękę w wysokości 1150 zł. Minister odpowiedział na to wyliczeniami resortu finansów. Wyszło z nich, podobnie jak u nas, że z ulgi na dwójkę dzieci w pełni skorzystają rodzice, którzy w sumie zarabiają netto 2400 zł miesięcznie. Czyli na osobę grubo poniżej średniej krajowej.

- I to wszystko mają być ludzie zamożni - kpili senatorowie. - To księżycowe wyliczenia - dogryzali ministrowi. Dowodzili, że nawet osoby z niższymi dochodami skorzystają na odpisie. - Odliczą niepełną ulgę, ale dla nich to i tak będzie dużo - przekonywały przedstawicielki pozarządowych organizacji wspierających rodziny wielodzietne. Jednoznacznie opowiedziały się za wysokim odpisem.

Niespodziewane wsparcie dla zwolenników podwojonej ulgi przyszło w środę od premiera. Na konferencji prasowej w Helsinkach Jarosław Kaczyński stwierdził, że choć uchwalenie tak wysokiej ulgi było "zaskakujące", "niezbyt odpowiedzialne" i dodatkowo "związane niewątpliwe z wyborami", to "ponieważ sytuacja finansowa kraju jest w tej chwili bardzo dobra, to jesteśmy w stanie to wytrzymać".

Na tę wypowiedź senatorowie, zwolennicy podwojonej ulgi, także z PiS, chętnie powoływali się w czwartkowej debacie.

W piątek przed głosowaniami na wspólnym posiedzeniu zebrały się senackie komisje gospodarki i rodziny. Poparły odpis uchwalony przez Sejm: 1145,08 zł na każde dziecko, choć jeszcze w środę za tym rozwiązaniem była tylko komisja rodziny. Komisja gospodarki głosowała wtedy za obcięciem ulgi o połowę. W piątek w komisjach przepadła też propozycja Zbigniewa Trybuły (PiS), który chciał zróżnicować wysokość ulgi w zależności od liczby dzieci w rodzinie. Przy jednym dziecku odpis miał wynosić 700 zł, przy dwójce 900 zł, a przy trójce (i kolejnych dzieciach) 1200 zł.

W piątek wieczorem senatorowie przegłosowali podwójną ulgę na dzieci. Przeciw głosował jedynie Włodzimierz Łyczywek (PO).

- Rozmawiałem dzisiaj z premierem i wiceminister finansów Elżbietą Suchocką-Roguską i usłyszałem, że budżet to wytrzyma - mówił dziennikarzom wicemarszałek Senatu Krzysztof Putra (PiS). - Żeby budżet w ogóle istniał, ktoś musi na niego pracować, muszą się rodzić nowi Polacy. Pieniądze zainwestowane w dzieci to dobrze zainwestowane pieniądze.

Rodzice wychowujący dzieci będą z niej mogli skorzystać już na początku przyszłego roku, w czasie rozliczeń z fiskusem z podatku za 2007 r. Zgodnie z ustawą o podatku dochodowym od osób fizycznych ulga obejmie "własne lub przysposobione": ?  dzieci małoletnie, ?  dzieci, bez względu na ich wiek, które zgodnie z odrębnymi przepisami otrzymywały zasiłek pielęgnacyjny, ?  dzieci do ukończenia 25 lat uczące się lub studiujące.

Ustawę wprowadzającą wysoki odpis na dzieci musi jeszcze podpisać prezydent. Teoretycznie, "w trosce o finanse państwa" mógłby ją zawetować, najpewniej jednak tego nie zrobi, bo to oznaczałoby, że podwyżki ulgi wcale nie będzie (pozostałby odpis już teraz zapisany w ustawie - 120 zł na dziecko). Dodatkowo wywołana wetem awantura polityczna z pewnością nie pomogłaby PiS w zbliżających się wyborach parlamentarnych.