Nie tylko bogaci skorzystają z ulgi na dzieci

Z uchwalonej w środę przez Sejm wysokiej ulgi podatkowej na dzieci skorzysta nieliczna grupa bogaczy, którzy zafundowali sobie wiele dzieci - twierdzi wicepremier Zyta Gilowska. Policzyliśmy, jak będzie naprawdę
Ulgę odpiszemy od podatku. Ktoś, kto nie ma podatku, bo go nie płaci (jak rolnicy), albo ma tak niskie dochody, że nie podlegają one opodatkowaniu (3013 zł rocznie), z ulgi rzeczywiście nie skorzysta.

- Osoby w trudnej sytuacji materialnej, które nie płacą PIT, korzystają z innych instrumentów wsparcia rodzin - mówił wczoraj w Sejmie wiceminister finansów Jacek Dominik. Zachęcał do głosowania nad zwiększeniem ulgi na dzieci, ale tylko z obecnych 120 zł do 572,54 zł. Gdy jednak Sejm zdecydował, że ulga ma być dwukrotnie wyższa, tłumaczył, że najsłabiej zarabiający nie wykorzystają w pełni przysługującego im odpisu.

Z naszych wyliczeń wynika jednak, że nie trzeba do tego być bogaczem. 20 tys. zł rocznych zarobków brutto da prawo do pełnego odpisu ulgi za jedno dziecko. Oznacza to, że pełną ulgę wykorzysta np. samotna matka, która na rękę dostaje miesięcznie nieco ponad 1230 zł, czyli znacznie poniżej średniej.

Żeby móc odliczyć całą ulgę za dwójkę dzieci, trzeba zarobić w ciągu roku ponad 32 tys. zł brutto - czyli nieco ponad 1,9 tys. zł miesięcznie na rękę. Za trójkę - 45 tys. zł rocznie, a zatem niespełna 2,6 tys. zł miesięcznie. I mówimy tu o łącznych dochodach rodziców.



Jarosław Neneman

były wiceminister finansów odpowiedzialny za podatki

Równie dobrze posłowie mogli przegłosować 2,4 tys. zł, jak i 3 tys. zł ulgi na dzieci. Ja nie twierdzę, że budżet tego nie udźwignie, to możliwe, bo sytuacja gospodarcza jest bardzo dobra. Tylko że zaraz pojawią się tacy, którzy uznają, że i 1,2 tys. zł to mało na tak ważny cel, i będą chcieli jeszcze bardziej zwiększać wydatki.

Ulga na dzieci to pomysł zły, a im mniejsza, tym mniej zła. Przecież to świadczenie obejmie tylko tych, którzy rozliczają się z PIT, czyli rolnicy są poza systemem. Poza tym trzeba mieć odpowiednie dochody i płacić wysoki podatek, żeby sobie taką ulgę w całości odliczyć.

Jeśli są pieniądze do rozdania, to można to zrobić mądrzej - dofinansować podręczniki dla dzieci z wiejskich szkół, sfinansować im zajęcia pozalekcyjne i wiele innych.



Stanisław Kluza

szef Komisji Nadzoru Finansowego

Ulga na dzieci to pozytywna propozycja. Nie liczy się sama kwota ulgi, ale fakt dostrzeżenia nierównowagi w wydatkach i stopniu fiskalizmu, który dotyka rodziny z dziećmi w porównaniu z bezdzietnymi. W kontekście sytuacji makroekonomicznej i demograficznej ma to uzasadnienie.

Racjonalne byłoby jednak, by większe wydatki na tę ulgę były bilansowane przez oszczędności w innych wydatkach budżetowych. Można byłoby zmniejszyć nieefektywność systemu KRUS, przekonywać, by każda grupa społeczna była równo traktowana, jeśli chodzi o zabezpieczenie społeczne. Inne źródło oszczędności to reforma służby zdrowia.



Jerzy Osiatyński

były minister finansów

To się układa w dosyć niedobry ciąg przedwyborczej kampanii kosztem budżetu. Początek dała obietnica rządu podwyżki płacy minimalnej, co byłoby bardzo szkodliwe dla naszej gospodarki. Obawiam się, że przez to nowe miejsca pracy mogą powstawać wolniej.

Co do głosowania w Sejmie, to dziwię się, że Platforma Obywatelska zagłosowała za wydaniem z budżetu 6,5 mld zł. To partia, która mówi, że chce obniżania kosztów pracy i wydatków budżetowych, która zapowiada reformę finansów publicznych właśnie przez redukcję wydatków. Finanse publiczne stają się ceną, jaką będą płacić ci, którym uda się wygrać wybory.

Rozumiem, że są wydatki uzasadnione merytorycznie (np. przywrócenie funduszu alimentacyjnego). Nie może się to jednak odbywać na zasadzie wyborczego Bożego Narodzenia.