Wiadomo, że wspomniany polityk nie pełnił w tym czasie żadnej funkcji państwowej. O kogo może chodzić? Były premier nie chciał tego ujawnić, choć podanej informacji nie zaprzeczył. Przyznał, że z tego co wie, ówczesne służby nie zgodziły się na prowadzenie działań przeciwko niemu. Marcinkiewicz nie zaprzecza również sugestii, że osobą, która nie wyraziła zgody na założenie mu podsłuchu był szef
ABW Witild Marczuk.
Skąd Marcinkiewicz wie, że było zlecenie inwigilowania go? - Z trzech niezależnych od siebie źródeł - mówi b. premier. Według ustaleń "Dziennika", Marcinkiewicz był informowany o próbie wykorzystania służb przeciwko niemu. Miał się o tym dowiedzieć od funkcjonariusza służb specjalnych oraz od "pewnego" polityka. O całej sprawie mówiło się także w jego otoczeniu. Jednak - jak pisze gazeta - nikt nie chce się teraz wypowiadać pod nazwiskiem.
Jak pisze "Dziennik", jeżeli cała sprawa okazałaby się prawdą, oznaczałoby to, "że doszło do złamania wszelkich zasad obowiązujących w demokratycznym państwie". Służby specjalne podlegają bowiem szefowi rządu.
Gosiewski: Te informacje to kolejny atak na PiS i ministra Ziobrę Wicepremier Przemysław Gosiewski zaprzeczył, aby premier
Kazimierz Marcinkiewicz był inwigilowany. Gosiewski oświadczył, że nic nie wie o tym, aby jakiś polityk PiS chciał podsłuchiwać Marcinkiewicza.
Gosiewski powiedział w "Sygnałach Dnia" w Programie Pierwszym Polskiego Radia, że jest to kolejny atak na
Prawo i Sprawiedliwość, a przede wszystkim na ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę i organa ścigania. - Nic mi o tym nie wiadomo, aby ktokolwiek z taką prośbą występował. Sądzę, że to jest jakiś kolejny etap ataku na PiS, prób rozgrywania rzeczy nieprawdziwych, mamy tego bardzo dużo.