Zobacz materiał "Wydarzeń" Polsatu:
Winda zatrzymała się między poziomem zero a piwnicą. Zacięły się drzwi. Łyżwiński w garniturze i biało-czerwonym krawacie wraz z sześcioma
policjantami i dwójką pracowników szpitala spędził wewnątrz pół godziny. Pracownicy techniczni szpitala bezskutecznie starali się uruchomić windę. Trzeba było czekać na przyjazd specjalnej ekipy.
W środku było bardzo gorąco. Łyżwiński co chwilę ocierał pot z czoła. Dzwoniły komórki. Przed windą kłębił się tłum dziennikarzy i fotoreporterów.
Po kilkunastu minutach udało się otworzyć pierwsze drzwi od dźwigu na poziomie zero.
Stanisław Łyżwiński podszedł na chwilę do szpary w podłodze i zamienił kilka słów z dziennikarzami. Po 30 minutach przyjechała specjalna ekipa i udało się uwolnić Łyżwińskiego i towarzyszącą mu obstawę.
Po południu Łyżwiński został przewieziony do łódzkiej prokuratury. Śledczy chcą mu postawić siedem zarzutów w sprawie tzw. seksafery i przesłuchać go w charakterze podejrzanego.
Awarię spowodował ktoś z windy Pracownicy techniczni szpitala przypuszczają, że awarię spowodowała jakaś osoba z wewnątrz windy, która za wcześnie szarpnęła za drzwi, zanim dźwig dojechała do piwnicy. Wówczas dźwig zablokował się.
Stanisław Łyżwiński i eskortujący go policjanci na sygnale odjechali z gdańskiego szpitala do Łodzi. Tam poseł zostanie przesłuchany przez prokuraturę.
Zdaniem biegłego, który przybył w piątek do gdańskiego szpitala, by zbadać Stanisława Łyżwińskiego, stan zdrowia posła jest dobry. - Czuje się pan Łyżwinski bardzo dobrze, jest w stanie dobrym, jest w karetce, jest pod zabezpieczeniem medycznym, także myślę, że nie będzie się nic działo. Więcej nie mogę powiedzieć - powiedział dziennikarzom biegły; poproszony o przedstawienie się, stwierdził tylko: "Jestem biegłym powołanym przez prokuraturę".