Inwestorzy spokojnie przyjęli upadłość Elektrimu

Ogłoszenie przez sąd upadłości Elektrimu nie wywołało przeceny akcji. Inwestorzy liczą, że spółka ułoży się z wierzycielami?
Sąd zdecydował o upadłości z możliwością zawarcia układu z wierzycielami zaledwie 11 dni od złożenia wniosku przez zarząd konglomeratu. Spółka postąpiła tak, bo doszła do wniosku, że ma możliwość zaspokojenia wszystkich wierzycieli, ale majątek nieomal w całości jest zabezpieczony na rzecz obligatariuszy, którzy kupili przed laty euroobligacje za 440 mln euro.

Inwestorzy zareagowali spokojnie - na otwarciu notowań akcje przeceniono tylko o 8 proc., ale szybko odrobiły straty. Na zamknięciu kurs wzrósł o 2 proc. - do 6,27 zł. Gdy 10 sierpnia zarząd złożył wniosek o upadłość, cena oscylowała wokół 9 zł.

Elektrim nie prowadzi działalności operacyjnej i spłata długów może nastąpić wyłącznie z posiadanego majątku. Obecnie najcenniejszy jest Zespół Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin (PAK) oraz tereny po warszawskim Porcie Praskim. Elektrim jest jednak uwikłany w spory sądowe z obligatariuszami i francuskim koncernem Vivendi, dawnym partnerem w interesach telekomunikacyjnych. Obligatariusze, którym Elektrim przekazał w zeszłym roku 525 mln euro otrzymane od Deutsche Telekom za udziały w operatorze sieci komórkowej Era, domagają się kolejnych dziesiątek milionów euro.

Sąd zdecydował, że spółką nadal będzie kierować zarząd Elektrimu, czyli w praktyce prezes Piotr Nurowski, bliski współpracownik Zygmunta Solorza, który od kilku lat kontroluje Elektrim. Wszyscy wierzyciele będą mieć teraz trzy miesiące na zgłaszanie swoich roszczeń wobec warszawskiej spółki od momentu opublikowania decyzji sądu.

- Akcje spółki będą nadal notowane na giełdzie, ale ze specjalnym oznaczeniem po uprawomocnieniu się sądowego wyroku, aby inwestorzy zdawali sobie sprawę z sytuacji, w jakiej znajduje się Elektrim - powiedział nam Dariusz Marszałek z GPW.

W latach 90. Elektrim, b. centrala handlu zagranicznego, był jednym z filarów warszawskiej giełdy. Wcielił się w rolę banku inwestycyjnego, który kupował dziesiątki firm z różnych branż, restrukturyzował je, odsprzedawał, niektóre wprowadzał na giełdę. Należał do liderów indeksu dwudziestu największych spółek WIG20. Ze względu na dobrą reputację wśród bankierów i analityków nie miał wówczas problemów z pożyczaniem pieniędzy. Gdy w 1999 r. prezesem została Barbara Lundberg, Elektrim postanowił skupić się na dwóch branżach: telekomunikacyjnej i energetycznej. Perłami w jego koronie były udziały w Polskiej Telefonii Cyfrowej (operator sieci komórkowej Era) i PAK. Nie przewidując krachu w branży telekomunikacyjnej, postanowił potężnie się zadłużyć, m.in. emitując obligacje. Gdy pękła bańka internetowa, branża telekomunikacyjna popadła w globalne tarapaty. Elektrim pozostał z potężnymi długami. W grudniu 2001 r. prawie wszyscy posiadacze obligacji skorzystali z prawa przedstawienia ich do wykupu. Elektrim nie miał w kasie pieniędzy i rozpoczęły się jego kilkuletnie boje z żądającymi zwrotu pieniędzy obligatariuszami, na czele których stanęły znane ze skuteczności amerykańskie fundusze Elliott. Po decyzji sądu o upadłości Elektrimu obligatariusze oświadczyli, że nie ma innego sposobu na rozwiązanie ich sporu ze spółką.