Wasze relacje z nawałnicy na Mazurach

red
22.08.2007 , aktualizacja: 12.12.2007 13:59
A A A Drukuj
Jedna z przewróconych łodzi na Jeziorze Mikołajskim Fot. Jakub Schmidtke Jedna z przewróconych łodzi na Jeziorze Mikołajskim
Byłeś świadkiem tego wydarzenia? Napisz relację lub umieść zdjęcie na Fotoforum

W środkach masowego przekazu przemilczana jest rzecz podstawowa - masowe pijaństwo wśród żeglarzy

"Mieszkam w Giżycku. Nie jest prawdą, że burza przyszła nagle. Był upalny dzień i mniej więcej przez pół godziny widać było nadchodzącą burzę, niezwykle ciemną, olbrzymią chmurę po horyzont, nadciągającą od południa. Na jeziorze widać to było jeszcze wcześniej. Zdążyłem zaparzyć kawę i wyjść do ogrodu, by poobserwować, co będzie dalej. Przed samym szkwałem, z 5 min wcześniej, słychać było jego szum i świst z oddali. I już wiadomo było, że to nie będzie zwyczajny szkwał.

Na mieście wszyscy zdążyli się pochować przed deszczem, pozdejmować suszącą się bieliznę itp. Czemu lekceważą takie zjawiska niektórzy żeglarze? Chyba dlatego, że są po kursach i wierzą, że wszystko umieją. Ponadto jest przemilczana w środkach masowego przekazu rzecz podstawowa - masowe pijaństwo wśród żeglarzy, ludzi na urlopach. I wielki napływ odwagi w związku z tym w każdej sytuacji. Dzielni obecnie policjanci nic nie robią, by to zmienić. Można by spytać rzeczniczkę komendy policji w Olsztynie, ile mandatów za sterowanie czy zakłócanie ciszy nocnej na jeziorze, pod wpływem alkoholu w tym roku zostało wypisanych. Założę się, że nie więcej niż 10, w sytuacji, gdy co druga załoga pływa pijana. Może te ofiary spowodują, ze pijany sternik będzie tak samo traktowany jak pijany kierowca i podobnie ścigany."

Łódka się wywróciła, uratowali nas inni żeglarze

"21 sierpnia około godziny 14 ja i moja załoga wypłynęliśmy z portu w Giżycku na łódce "Wózeczek" czarterowanej w Węgorzewie. pogoda była ładna, świeciło słońce. Wypłynęliśmy na jezioro. Jak tylko zobaczyliśmy czarne chmury, padła decyzja o płynięciu do najbliższego brzegu. Zaraz po tym zerwał się bardzo silny wiatr. Zapadła decyzja o zwinięciu żagli. Zaczęło przechylać łódkę na prawą stronę, więc usiedliśmy wszyscy na lewej burcie, żeby trochę ją zrównoważyć, w tym samym czasie jeden z chłopaków rzucił kotwicę. Nie wiem, ile trwała walka z żywiołem, ale wydawało mi się że całą wieczność. Widzieliśmy łodzie WOPR-u przepływające blisko nas, krzyczeliśmy po pomoc, ale nie podpłynęły. Nagle łódka przechyliła się na lewą stronę i ja jako pierwsza wypadłam do wody, zaraz po tym łódka się przewróciła i reszta załogi znalazła się w wodzie. Całe szczęście że wszyscy mieliśmy na sobie kapoki. Łódka przewróciła się masztem do dołu. Przez pół godziny byliśmy w wodzie i gwizdaliśmy w gwizdki od kapoków z nadzieją, że ktoś nas w końcu usłyszy. W końcu podpłynęła do nas łódka "Frajda" i jej załoga wyłowiła nas z wody. Chwilkę po tym podpłynęła motorówka ratownicza i odwiozła nas do portu Wilkasy w Giżycku. Z sześcioosobowej osobowej załogi tylko ja trafiłam do szpitala, ponieważ 2 razy straciłam przytomność. Na szczęście skończyło się tylko na potłuczeniach i cała załoga wróciła do domu."

Widzieliśmy jak fale rzucały po wodzie kajakami

"Byłem ze znajomymi na spływie kajakowym koło Mrągowa. Kiedy przyszedł ten huragan, już właśnie przypłynęliśmy do brzegu jeziora Mokrego, ale to co się działo tam jest nie do opisania. Porywało kajaki i plecaki 50 metrów dalej, widzieliśmy jak fale rzucały po wodzie kajakami z tymi, co jeszcze nie dopłynęli do brzegu. A do południa była taka ładna pogoda. Opalaliśmy się, pływaliśmy, robiliśmy ognisko, i nic nie zapowiadało czegoś takiego. Myśleliśmy, że popada chwilę, ale nic z tego. Później w nasz kierowca przyjechał po nas 30 sekund przed burzą i zdążyliśmy się schować do samochodu. I gdy już jechaliśmy, 10 minut po burzy na naszej drodze w lesie na odcinku 100 metrów było powalonych na drogę ponad 8 wysokich sosen. Przeżycie straszne i cieszę się, że cało dziś już dojechałem do Krakowa".

Niesamowity spektakl błyskawic

"Jestem na Pojezierzu Brodnickim, przez godzinę mieliśmy tu niesamowity spektakl błyskawic. Siedzieliśmy oczarowani, było ciepło i nawet mocno nie padało. Na niebie błyskawice kreśliły takie wzory, ze nie mogliśmy wyjść z podziwu. Niektóre trwały nawet po kilka sekund, a raz - chociaż się o to sprzeczaliśmy - trzasnął piorun kulisty. Cos fantastycznego, dla takiego widoku warto było poczuć odrobinę strachu. Burza krążyła nad jeziorami wokoło, a my nie mogliśmy oderwać wzroku. Pozdrawiam z Szafarni".

Wszyscy mogli spłynąć bezpiecznie wcześniej

"Nagłe uderzenie burzy to nie jest prawda. Chmura burzowa była dobrze widoczna, wszyscy będący na jeziorze i mający zdrowy rozsądek spokojnie mogli spłynąć bezpiecznie wcześniej... Byłem świadkiem, jak nad jeziorem Niegocin, przed samym uderzeniem burzy, ludzie zamiast rzucać żagle i płynąć do brzegu - płytka zatoka w miejscowości Strzelce - płynęli z wiatrem w pełnym ożaglowaniu w kierunku Giżycka, a mieli 150 m do zatoki. Pył wodny mieciony wiatrem przemknął po powierzchni razem z łoskotem, hukiem i zaczęła się ulewa".

Bałem się wysiąść z samochodu

"W dniu wczorajszym ok. godz. 14.30 pojechałem do Pisza, aby odebrać żonę z pracy. Kiedy stałem pod jej firmą, zauważyłem, że nagle zachmurzyło się niebo. Zrobił się półmrok. Nagle zaczął wiać niezwykle silny wiat. Łamał gałęzie na drzewach. W powietrzu fruwał piach, liście, gałęzie. Ludzie w panice chowali się do pobliskich budynków. Wszyscy chyba mieliśmy wrażenie, że to kolejna trąba powietrzna, przypominająca tę z przed kilku lat która spustoszyła Puszczę Piską. Na zewnątrz przewracały się kosze na śmieci łamały drzewa. Wyglądało to przerażająco. Z niepokojem czekałem na koniec tego horroru. Bałem się, że na mój samochód spadnie jakieś drzewo lub jego część. Bałem się wysiąść z samochodu. Trwało to wszystko ok. 15 minut".

Kiedy nadejdzie szkwał - nikt nie ma szans

"Oznaki białego szkwału faktycznie są widoczne wcześniej, jednak wszystko zależy od tego, na jakim akwenie się jest i na której jego stronie. Jeśli ktoś był na brzegu nawietrznym, czyli "bliżej wiatru", nie mógł zobaczyć nadchodzącego zagrożenia z prostej przyczyny - brzegi są zalesione i często nie widać zbyt wiele. Jestem uczestniczką jednej z wywrotek na Mazurach spowodowanych nagłym podmuchem wiatru. Kiedy już nadejdzie szkwał nikt nie ma szans - zwykle jest za późno na zrzucanie żagli, a jeśli nawet ich nie mamy to na nic się zda ustawianie dziobem do wiatru. Nie długo tak można się utrzymać. Dlatego proponowałabym ustawianie się rufą do wiatru i spływanie z wiatrem do brzegu, jaki tylko zdoła się dosięgnąć."

Ściana deszczu w parę sekund

"Byłem na obozie żeglarskim nad Tałtami, niedaleko Mikołajek. Wróciliśmy do obozu na pół godziny przed burzą i Bogu dzięki, że się nam udało. Nic nie zapowiadało takiej burzy, na niebie była tylko jedna, niewielka chmurka. Dosłownie w parę sekund lunęła ściana deszczu i zerwał się wiatr. Widzieliśmy jak łódka najpierw stanęła na mieczu, potem wyrwała się, jednak za kilkadziesiąt metrów zaliczyła grzyba, mimo że miała zrzucone żagle. Zerwało nam kotwice. Naprawdę ciężko było przewidzieć że burza będzie aż tak gwałtowna, wielu ludzi zapewne myślało że na zrefowanych żaglach uda im się popłynąć, ale niestety się mylili."

Tak silnego wiatru nie dało się przewidzieć

"Byłem na Tałtach. Jeżeli ktoś pisze,że przed białym szkwałem była cisza albo dało się słyszeć świst, to znaczy że nie był wtedy na jeziorze - i jego szczęście.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się