Grzegorz Piechna czyli Kiełbasa dobra tylko w Polsce

Przyjechałem, zobaczyłem, polatałem czarterami po Rosji i odłożyłem trochę do skarpety. Najmniej grałem, ale niczego nie żałuję. Wracam do kraju, będę grał w polskiej lidze - mówi Grzegorz Piechna, który wczoraj rozwiązał kontrakt z Torpedo Moskwa. Ma oferty z Groclinu i Widzewa
- Sezon 2005/2006 był dla mnie jak sen. Urodziła mi się córeczka. Po raz piąty z rzędu zostałem królem strzelców. Najpierw V, potem IV, III, II i wreszcie I ligi. Zadebiutowałem w kadrze i strzeliłem gola. Przed meczem zapytałem kierownika od sprzętu, czy mogę sobie zostawić dres reprezentacji. Powiedział: strzelisz gola, to dostaniesz. Jak piłka wpadła do siatki, zwariowałem. Nie wiedziałem, co robić. Stanąłem jak słup. To był najpiękniejszy moment w karierze. W autobusie Wasilewski, Mila, Dudka śmiali się, że mogę kończyć karierę. A kierownik od sprzętu do dresu dołożył jeszcze dwie koszulki, które mam do dziś. Na mundial nie miałem szans, by jechać. Janas powołał mnie na mecz z Estonią na odczepnego. Ale strzeliłem bramkę i przeżyłem najpiękniejszą chwilę. Latem 2006 roku wyjechałem z Polski. Korona zrobiła złoty interes. Dostała za mnie 650 tys. dolarów. A potem, jak Torpedo przyjechało na mecz towarzyski do Kielc, dali mi strzelbę za 600 zł. Prezes Klicki powiedział w Canal+, że Piechna był już w Kielcach niepotrzebny. Mogłem wyjechać do Anglii, ale tam mnie nie ciągnęło. Wybrałem Moskwę. Słowiańska mentalność, język łatwiejszy, w podstawówce miałem czwórkę z ruskiego, ruch po normalnej stronie, choć mnie samochód był niepotrzebny. Na treningi dojeżdżałem metrem. Ze cztery razy milicja mnie drapnęła. Z rysów twarzy myśleli, że jestem Kazachem albo Ormianinem. Jak zobaczyli, że Polak, puszczali. Gdy potrzebowałem gdzieś jechać dalej, miałem swojego taksówkarza. Dobry chłop, sąsiad. Był na każdy mój telefon. Za kurs na lotnisko bierze 1000 rubli [około 110 zł - rb]. Normalnie jest dwa razy drożej - mówi 31-letni Piechna.

Kiedy przyjeżdżał do Rosji, Torpedo było na 17. miejscu. Na koniec roku spadło z ligi. - Strzeliłem cztery gole, zagrałem w siedmiu całych meczach - opowiada Piechna. - Zaczął się kołowrotek z trenerami. Niektórych nie zdążałem nawet zapamiętać imion. Gostinin brał młodych ze swojej szkółki. Jarcew, były trener kadry Rosji swoich dawnych reprezentantów. A właściciel, Aloszyn tylko płacił. Stać go. Ma parę hektarów ziemi na Łużnikach. Bazary wokół stadionu są jego. U Jarcewa na obozie biegaliśmy po osiem kilometrów dziennie. Na czas. Schudłem do 83 kg. Żyło mi się tu wygodnie, mieszkałem w bloku, na 14 piętrze. Tylko zup nie mogłem jeść. Na wierzchu każdej łycha tłustej śmietany.

- Ale dość tego - kontynuuje Piechna. - Poszedłem do prezesów i powiedziałem, że to nie ma sensu. Do końca roku mieli mi wypłacić dwie raty kontraktowe i cztery pensje. Zaproponowałem połowę kwoty i rozwiązanie kontraktu. Po negocjacjach, zgodzili się. W Rosji nie było problemów z pieniędzmi. Co miesiąc szedłem do kasy, gdzie była koperta z moim nazwiskiem. Jako jedyny dostawałem dolary, innym płacili w rublach. W nic nie inwestuję, odkładam do skarpety. Wiem, że niektórzy grają na giełdzie, ale to dla nich ostatnie miejsce gdzie jeszcze mogą pograć. Ja wolę wrócić do piłki. Ostatnio trenowałem dwie godziny dziennie i potem miałem 22 godziny wolnego. Oglądałem telewizję albo spałem. Chodziłem do siłowni, sauny i na basen. Potrzebuję paru tygodni, by wrócić do formy.

- Jeszcze pokażę, że Piechna się nie skończył - mówi piłkarz. - Klub znajdę. Korona? Nie, to zamknięty rozdział. Wiem, że jest tam Janas z Zielińskim, ale który z nich tak naprawdę jest trenerem? Górnik Zabrze? Też nie. Trener Wieczorek to świetny taktyk, ale głowę w chmurach nosi. Jak pracowaliśmy razem w Koronie, nie mógł przeboleć, że jestem popularniejszy od niego. I czasem, po złości, sadzał mnie na ławie. Mam oferty z Groclinu i Widzewa. Z Grodziska ma odejść Bartek Ślusarski, więc z Adrianem Sikorą stworzymy zabójczy duet.

- Kiełbasa Piechna, którą produkuje znajomy masarz z Bukowca pod Opocznem nie straciła na popularności - kończy opowieść Piechna, który w Polsce miał pseudonim Kiełbas, bo kiedyś pracował w masarni. - Wracam. Teściowej czasem trzeba pomóc. Ma dwa składy węgla opałowego. Jeden u siebie na podwórku, drugi u mnie. Jak trzeba, załaduję węgiel na stara i zawiozę, gdzie trzeba. Ale i tak najwięcej radości sprawi mi piłka. Całe życie grałem w Polsce. Poznałem Rosję i więcej zagranicę się nie wybiorę. Bo wiadomo, że Kiełbasa jest najlepsza w Polsce.