Zakazy fotografowania książek w księgarniach

Krakowskie księgarnie idą na wojnę z klientami, którzy robią zdjęcia książek aparatami fotograficznymi oraz komórkami. Zakazy używania takich urządzeń na swym terenie wprowadziły już m.in. Empik i Księgarnia Naukowa
- Mamy coraz więcej takich sytuacji. Jako księgarnia o specyficznym asortymencie posiadamy w ofercie sporo książek naukowych, technicznych, pomocnych w kształceniu na rozmaitych studiach. Coraz częściej między regałami stoją młodzi ludzie i fotografują strony z książek. Małymi aparatami cyfrowymi albo telefonami komórkowymi. Mieliśmy tego dość i dlatego wprowadziliśmy zakaz - tak zakaz korzystania z tego typu urządzeń elektronicznych tłumaczy Anna Niedośpiał, dyrektorka Księgarni Naukowej przy ul. Podwale w Krakowie. Opowiada o powtarzających się przypadkach robienia zdjęć nie tylko pojedynczym stronom, ale i całym książkom, głównie z rozwiązaniami testów na studia, pomocami dla nauczycieli bądź wykładowców. - Nie możemy zgodzić się na takie praktyki, bo naszym zdaniem narusza to prawa autorskie wydawców. Nie może być tak, że ktoś dzięki pomocy techniki nie płaci za książkę, tylko nielegalnie ją kopiuje - wyjaśniają pracownicy Naukowej, gdzie zdecydowany zakaz wywieszono na kartkach w widocznych punktach księgarni.

Tylko jedna stroniczka...

Podobnego zdania jest kierownictwo krakowskich księgarni Empik. - Owszem, nie zgadzamy się na wykonywanie zdjęć stron z książek ani na kopiowanie w ten sposób całych pozycji. Jeśli obsługa trafi na zachowującego się tak klienta, łagodnie zwraca mu uwagę i informuje o panujących w naszym sklepie zasadach - mówi Barbara Wityńska- Słącz, kierowniczka ds. marketingu Empiku w Rynku Głównym.

Zakaz fotografowania nie wszystkim klientom się podoba. - Trochę dziwne, że ściga się w ten sposób ludzi, którzy potrzebują czasem mieć w aparacie dosłownie jedną stronę dla potrzeb np. pracy magisterskiej. Choć z drugiej strony, rozumiem żale wydawców, którzy wskutek takich praktyk zarabiają nie tyle, ile by chcieli - mówi spotkana w Empiku młoda studentka, którą pytamy o opinię na temat "fotograficznego zakazu".

Prawo prawem, a zysk zyskiem

Według obowiązującego w Polsce prawa kopiowanie na ksero całych książek jest nielegalne, chyba że obsługiwany przez punkt ksero klient czyni to na tzw. własny użytek (zezwala na to artykuł 23 Ustawy o prawie autorskim). Co z fotografowaniem książek? - Nie jest to jakieś straszne naruszenie prawa autorskiego - komentuje prof. Ewa Nowińska z Instytutu Prawa Własności Intelektualnej Uniwersytetu Jagiellońskiego. - Wątpię też, aby księgarze tak mocno przejmowali się owym prawem, że aż zaczęli wywieszać takie zakazy. Ważny tu jest przede wszystkim interes księgarzy, bo przecież po to fotografuje się taką książkę, żeby jej nie kupić, zostawić na półce. Tej książki temu klientowi już się nie sprzeda i z tego punktu widzenia rozumiem żale właścicieli księgarń - argumentuje prof. Nowińska. Jej zdaniem księgarze mają prawo ograniczać w ten sposób swobodę zachowania klientów w swych lokalach. - To trochę tak, jak w czasach PRL-u restauratorom zdarzało się pouczać klientów, żeby nie pluli na podłogę. Niby to ograniczanie swobód obywatelskich, ale chyba dość zasadne - żartuje pani profesor.

A w Znaku niech fotografują

Sprawdziliśmy, czy trend fotografowania książek irytuje inne krakowskie księgarnie. - Jak sobie chcą fotografować, to niech fotografują. Nawet całe książki. Nikomu w tym nie przeszkadzamy - usłyszeliśmy od pracowników księgarni wydawnictwa Znak przy ul. Sławkowskiej. Jak "znakowcy" komentują zakazy wprowadzane przez inne księgarnie? - Może mają coś do ukrycia? - śmieją się.