Będziemy importować pracowników ze Wschodu

Od piątku wszyscy polscy przedsiębiorcy będą mogli zatrudniać Rosjan, Białorusinów i Ukraińców dwa razy w roku po trzy miesiące bez zezwolenia - przypomina Ministerstwo Pracy. Równocześnie przyznaje, że tego typu ułatwienia nieprędko obejmą Chińczyków, Hindusów czy Wietnamczyków
Możliwość zatrudnienia cudzoziemców bez zezwolenia na pracę to dla przedsiębiorców duża oszczędność czasu i pieniędzy. Opłaty z tego tytułu sięgają bowiem 2 tys. zł od osoby. W efekcie bardzo wielu przybyszów ze Wschodu decyduje się na pracę na czarno. W resorcie pracy przyznają, że skala tego zjawiska najprawdopodobniej jest ogromna. Wystarczy zestawić tylko te dane: w 2006 r. zezwolenia na pracę w Polsce dostało 10 tys. cudzoziemców, najwięcej Ukraińców. Równocześnie obywatele tego kraju dostali ok. miliona wiz umożliwiających im wjazd do naszego kraju. Wiceminister pracy Kazimierz Kuberski nie ma wątpliwości, że wielu z nich podjęło pracę na czarno.

W resorcie liczą więc, że wchodzące właśnie w życie rozporządzenie, które otwiera rynek dla naszych wschodnich sąsiadów, ograniczy to zjawisko. Ale urzędnicy mogą się przeliczyć, bo nowe prawo nie usuwa wszystkich barier związanych z zatrudnianiem obcokrajowców. Żeby uzyskać trzymiesięczną wizę umożliwiającą legalną pracę w Polsce, Rosjanin, Ukrainiec i Białorusin musi mieć "oświadczenie polskiego pracodawcy o zamiarze powierzenia wykonywania pracy". Taki dokument musi być zarejestrowany w powiatowym urzędzie pracy właściwym ze względu na miejsce zamieszkania lub siedzibę pracodawcy. Te formalności to jednak małe piwo. Sam Kuberski przyznaje, że polskie przepisy podatkowe czy dotyczące ZUS, są kompletnie niedostosowane do potrzeb małych firm czy rolników. - Będziemy je zmieniali - zadeklarował minister.

Resort podkreśla, że możliwość podjęcia pracy bez zezwolenia obejmie wszystkie sektory gospodarki, a nie - jak obecnie - tylko rolnictwo. Kuberski poinformował wczoraj, że na tego typu ułatwienia nie mają jednak co liczyć np. przedsiębiorcy budowlani, którzy chcieliby ściągnąć do Polski podwykonawców z Azji. Co prawda resort pracy zaczął rozmowy na ten temat z władzami Chin, Indii i Wietnamu. Jednak nie zanosi się na szybkie rozstrzygnięcia. Główną barierą jest brak umów o readmisji. Chodzi o to, żeby można było szybko odesłać do tych krajów obywateli, którzy przebywaliby w Polsce nielegalnie. W resorcie pracy twierdzą, że np. Chinom najwyraźniej na tym nie zależy, bo nie chcą rozmów z Polską na ten temat. Chińczycy tłumaczą, że stosowne negocjacje prowadzą z Brukselą. Problem w tym, że - jak się dowiedzieliśmy - nie zanosi się na ich szybkie zakończenie.

Kuberski zapowiedział jednak, że być może już jesienią resort zmniejszy opłaty za pozwolenie na pracę z obecnych 936 do 50-100 zł. Taką możliwość dałaby nowelizacja ustawy o rynku pracy, nad którą pracuje obecnie Senat (jego poprawki będzie musiał rozpatrzyć Sejm).