Polacy mają zakaz połowu dorszy

Od poniedziałku do końca roku polscy rybacy nie będą mogli łowić dorszy na Bałtyku - postanowił unijny komisarz ds. rybołówstwa Joe Borg. To kara za notoryczne przekraczanie limitów połowowych.
- Dostaliśmy pismo z Komisji Europejskiej o zamknięciu polskiej kwoty połowowej na dorsze 9 lipca od godz. 11 - mówi "Gazecie" Marian Szołucha, rzecznik prasowy Ministerstwa Gospodarki Morskiej. - Minister Rafał Wiechecki cały czas intensywnie negocjuje z komisarzem Borgiem telefonicznie. Na razie bezskutecznie.

Zakaz to efekt kontroli, którą Komisja przeprowadziła wśród polskich rybaków. Okazało się, że w ciągu sześciu miesięcy złowili trzy razy więcej dorszy, niż pozwalał na to całoroczny limit! Co więcej, załogi naszych kutrów fałszowały deklaracje połowowe - np. wpisywały, że złowiły 10 ton ryb, a faktycznie było to 15 ton.

- Bruksela miała prawo podjąć taką decyzję, bo nasi rybacy od lat łamią limity - mówi Zbigniew Karnicki, wicedyrektor Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni. - Nie wiem, czy minister Wiechecki coś wskóra. W marcu w Kopenhadze osobiście podpisał deklarację o przestrzeganiu wspólnej polityki rybackiej.

Rybacy są oburzeni. Twierdzą, że Komisja ustala limity (z roku na rok coraz niższe: w 2001 r. 36 tys. ton, w 2007 13,2 tys.) w oparciu o zaniżone dane na temat zasobów dorsza w Bałtyku.

- Ograniczanie limitów spowodowało, że populacja dorszy zaczęła się odnawiać. Jestem pewien, że w przyszłym roku Komisja je zwiększy - twierdzi Karnicki.

To jednak rybaków nie pociesza. - Nie zamierzamy dostosowywać się do zakazu - mówi Grzegorz Hałubek, prezes Związku Rybaków Polskich. - Nie będziemy stać w porcie tylko dlatego, że do Komisji docierają fałszywe dane.

Karnicki ostrzega, że w przypadku łamania zakazu Bruksela może zwiększyć karę, np. odbierając z przyszłorocznych limitów to, co rybacy złowią jeszcze w tym roku mimo zakazu.