Co to jest Ferdydurka i co Gombrowicz ma z nią wspólnego?

Roman Giertych - jak przystało na szefa MEN - jest ekspertem od literatury i języka polskiego. Dziennikarze wiedzieli to od dawna, ale mistrzowski pokaz swoich umiejętności minister dał na dzisiejszej konferencji prasowej ws. nowej listy lektur. Pobił dziennikarkę "Gazety Wyborczej" Aleksandrę Pezdę m.in. znajomością "Ferdydurki", a innego reportera zachwycił wiedzą o polskim wkładzie w rozwój literatury Burów.
- Ciekaw jestem, czy zna pani jakiegoś bohatera "Ferdydurki" - zwrócił się Roman Giertych do reporterki "Gazety". Wygrał bezdyskusyjnie: nasza dziennikarka zaczęła się w tym momencie zastanawiać, co to jest "Ferdydurka" i to ją zgubiło.

Na tym nie koniec. Część ze zgromadzonych na sali reporterów nie była do końca przekonana, że książka Jana Dobraczyńskego zasługuje, by znaleźć się na liście lektur obowiązkowych - zwłaszcza że nie wystarczyło już na niej miejsca np. właśnie dla "Ferdydurki". Minister Giertych od razu rozwiał te wątpliwości, informując dziennikarzy, że nawet Burowie docenili dzieła Dobraczyńskiego.

- Dlaczego przetłumaczono go na siedem języków europejskich, najważniejszych? Francuzi, Anglicy, Burowie... Jest to język europejski, który wywodzi się od holenderskiego. To jedyny europejski język w Afryce. Jeżeli przetłumaczyli nawet Burowie, to pan twierdzi, że pod czyim wpływem to zrobili? - mówił minister do jednego z dziennikarzy.

Skomentuj:
Co to jest Ferdydurka i co Gombrowicz ma z nią wspólnego?
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje