Wiadomości >  Archiwum

Rosyjskie krematoria zacierają ślady?

Wacław Radziwinowicz
29.06.2007
A A A Drukuj
Rosyjski sąd konstytucyjny potwierdził prawomocność starej bolszewickiej normy, która każe spalać ciała martwych osób, które uznano za terrorystów


Sąd konstytucyjny potwierdził, że ciała osób uznanych za terrorystów są kremowane bez zgody ich rodzin zgodnie z prawem, a miejsca pochówku muszą pozostać tajemnicą państwową.

Sąd uzasadnił to tym, że w przeciwnym wypadku mogiły terrorystów mogłyby się stać "miejscem podsycania nienawiści między narodowościami".

Według krewnych rzekomych bojowników, którzy jesienią 2005 r. mieli zginąć w czasie napadu na Nalczyk, w kaukaskiej Kabardo-Bałkarii w ten sposób władze zacierają ślady tortur i bezprawnych egzekucji.

Po Borysa Dzagałowa milicjanci przyszli do domu 14 października 2005 r., już po tym, jak w Nalczyku skończyły się walki. Jego ojciec Betan następny raz zobaczył syna dzień później - w miejskiej kostnicy. Martwy Borys miał zmasakrowaną potwornym uderzeniem twarz. Ojciec usłyszał, że syn zginął jako terrorysta z bronią w ręku 13 października w czasie ataku na posterunek milicji.

Takich przypadków było w tym czasie Kabardo-Bałkarii wiele. - Gdy starcia skończyły się i bojownicy zostali ostatecznie rozgromieni, z oficjalnych komunikatów dowiedzieliśmy się, że zginęło ich 37. A potem, w miarę upływu czasu ta liczba zaczęła rosnąć - do 95 zabitych - wylicza Lew Ponomariow, przewodniczący organizacji Za Prawa Człowieka.

Krewni tych "poległych z bronią w ręku 13 października", którzy zostali zabrani z domów przez milicję już po dacie swej oficjalnej śmierci, zdobyli zrobione na podwórku komendy milicji fotografie zmasakrowanych ciał swych bliskich.

Jako dowód, że zamordowano ich w aresztach, pokazywali te zdjęcia między innymi przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. W ten sposób chcieli dowieść, że ich bliscy byli torturowani i straceni bez wyroku. Koronnym dowodem na potwierdzenie tych oskarżeń mogła być sekcja zwłok przetrzymywanych - jak twierdziły władze - w wagonach chłodniach w Rostowie nad Donem.

Władze jednak odmawiały wydania ciał, powołując się na prawo, zgodnie z którym ciał terrorystów nie wydaje się bliskim, a miejsce ich pochówku pozostaje na zawsze tajemnicą państwową.

Trzy tygodnie temu okazało się ostatecznie, że żadnej sekcji zwłok nie będzie. Przedstawiciele prokuratury w Nalczyku, odpowiadając na pytanie trybunału europejskiego interesującego się losem ciał, ogłosili, że jeszcze 22 czerwca 2006 r. zwłoki wszystkich rzekomo zabitych w walkach w Kabardo-Bałkarii zostały skremowane.

Władze ukrywają także miejsca pogrzebania schwytanych dowódców czeczeńskich, którzy dziwnie szybko zapadają na śmiertelne choroby wkrótce po wsadzeniu do rosyjskiego więzienia.

Tak umarł na przykład skazany na dożywocie słynny Salman Radujew. Według wersji oficjalnej przyczyną śmierci miał być krwotok układu pokarmowego. Zweryfikowanie jej jednak okazało się niemożliwe, bo ciało Czeczena zostało skremowane.

Krewni zabitych w Nalczyku zapowiedzieli, ze złożą kolejna skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX