Europa rzuca gromy na Polskę

Kompromis w sprawie traktatu Unii Europejskiej ma zaledwie kilka dni, jednak niechęć do Polski spowodowana jej nieustępliwą postawą nie ustaje. Bracia Kaczyńscy są szczególnie ostro atakowani przez Luksemburg i Austrię. Również niemiecki minister spraw zagranicznych Steinmeier mówi o "irytującej argumentacji" ze strony Warszawy.
Berlin. Kilka dni po brukselskim kompromisie w sprawie zreformowania Unii Europejskiej państwa członkowskie dają upust swemu oburzeniu spowodowanemu nieustępliwą postawą Polski w grze o nowy traktat. Premiera Luxemburga Jean-Claude'a Junckera najbardziej zdenerwował fakt, że to nie przybyły do Brukseli polski prezydent Lech Kaczyński ponosił ostateczną odpowiedzialność za negocjacje, lecz przebywający w Warszawie jego brat i szef rządu Jarosław Kaczyński.

W niemieckiej stacji radiowej Deutschlandfunk Juncker oświadczył: "Uważam to po części za bezczelność wobec działającej wyjątkowo dyplomatycznie kanclerz Merkel, że nie może ona zasiąść przy negocjacyjnym stole z podejmującym ostateczną decyzję partnerem, tylko pertraktuje z jego bratem". Szef rządu Luksemburga nie miałby ochoty na powtórkę negocjacji w tym stylu.

Podobnie wyraził się kanclerz Austrii Alfred Gusenbauer. Dziennikowi "Frankfurter Rundschau" powiedział: "W Europie nie ma zrozumienia dla zachowania Polski. Jakie zdanie można mieć o prezydencie, który najpierw prowadzi poważne negocjacje, a później musi zadzwonić do domu do brata, żeby usłyszeć: "Naprawdę się nie da?" W Europie tak się ze sobą nie rozmawia, twierdzi Gusenbauer.

Podkreślając, że nie chciałby wystawiać Polsce rachunku, Gusenbauer zauważył, że "korzysta ona na przeróżne sposoby z europejskiej solidarności". Jako przykład podał konflikt z Rosją o eksport mięsa, solidarność energetyczną i pomoc finansową Unii. "Nie można wiecznie przyjmować postawy, w myśl której tylko się żąda, a nic nie daje. Nasi polscy przyjaciele muszą się jeszcze tego nauczyć" - powiedział Gusenbauer.

Steinmeier wzywa do cierpliwości wobec Polski

Minister spraw zagranicznych Niemiec Frank-Walter Steinmeier wyraził się bardziej dyplomatycznie, ale również nie ukrywał swojego zdziwienia warszawskim stylem negocjacji. "Polski sposób argumentacji był trochę irytujący" - przyznał w telewizji ARD.

"Dobrze, że nikt nie dał się sprowokować" - dodał. Steinmeier - członek SPD - powiedział, że również inne kraje Unii Europejskiej nie szczędziły krytyki wobec postawy Polski: "Myślę, że podczas rozmów głowy państw członkowskich - i z pewnością nie tylko Niemiec - wyraźnie dały znać, które polskie argumenty znajdują zrozumienie, a które hamują naszą pracę."

Głowy państw i szefowie rządów 27 państw członkowskich w nocy z 22 na 23 czerwca porozumieli się w sprawie traktatu konstytucyjnego, który ma zastąpić odrzuconą eurokonstytucję. Niewiele brakowało, a nadchodzący z Polski sprzeciw w sprawie przyszłego podziału głosów doprowadziłby do zerwania negocjacji. Polska strona wywołała też ogólny niesmak, chcąc wywalczyć korzystniejszy dla siebie podział głosów argumentacją o stratach ludności podczas drugiej wojny światowej.

Według Steinmeiera najważniejszy jest jednak fakt, że udało się znaleźć porozumienie w sprawie nowego traktatu konstytucyjnego. "Teraz możemy znowu skoncentrować się na zacieśnianiu niemiecko-polskich kontaktów" - powiedział Steinmeier. Minister twierdzi, że Niemcy, spoglądając wstecz na zbrodnie drugiej wojny światowej, mają za zadanie cierpliwie poszukiwać porozumienia z Polską.

Verheugen optymistycznie o traktacie UE

Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Günter Verheugen po kompromisie podczas szczytu Unii nie spodziewa się więcej problemów przy zapisywaniu omówionych kwestii w Traktacie Reformującym. "Liczę na to, że na drodze do ratyfikacji traktatu nie natkniemy się już na żadne większe przeszkody" - powiedział gazecie "Passauer Neue Presse". Wykluczył również ponowne komplikacje ze strony Polski, gdyż decyzje we wszystkich ważnych kwestiach zostały już podjęte.

"Teraz pozostało nam tylko obrócić słowa w czyn i sformułować traktat konstytucyjny, ale to już kwestia techniczna" - powiedział Verheugen. Polska była szczególnie wytrwała w walce o własne interesy, co nie jest zakazane. Przecież inne kraje też miały do tego prawo. "W końcu i Polska zgodziła się na rozwiązanie, które jest krokiem w przód dla całej Europy".

Verheugen szczególnie chwalił kanclerz Angelę Merkel (CDU) i ministra spraw zagranicznych Steinmeiera (SPD). "Oboje z doskonałym wyczuciem i niezbędną determinacją posuwali negocjacje naprzód. To umożliwiło ostateczne porozumienie" - twierdzi komisarz.