Pamięć wraca do Stelle

27.06.2007
65 lat temu w Stelle koło Hamburga esesmani powiesili polskiego robotnika. Przez lata był to w miasteczku temat tabu. Złamała je grupa uczniów i ich nauczyciel
Jest 4 maja 1942 r. Esesmani prowadzą Juliana Milejskiego do parku na skraju Stelle. Milejski był jednym z tysięcy polskich robotników przymusowych przywiezionych na roboty do bauerów.

Esesmani postanowili go powiesić za romans z Niemką. Za Milejskim idą inni polscy robotnicy, dla których egzekucja ma być ostrzeżeniem.

Podochodzą do szubienicy pod strzelistymi bukami. Julian staje na drewnianej skrzynce, esesman zakłada mu na głowę stryczek.

- Matko Boska, pomóż! - krzyczy Polak.

- Nie drzyj się. Za chwilę się z nią spotkasz - odpowiada oprawca.

Kopie skrzynkę. Kilkanaście minut później ciało Milejskiego ląduje na pace ciężarówki. Esesmani zamiast na cmentarz ruszają do najbliższej gospody i upijają się do nieprzytomności.

Jest 25 czerwca 2007 r. Setka młodych ludzi idzie w milczeniu uliczkami Stelle. To uczniowie szkoły realnej z pobliskiego Haukoopsfeld. Chcą upamiętnić zamordowanego Polaka. Niosą żałobny wieniec, który złożą na miejscu kaźni. Do uczniów dołącza się kilkunastu mieszkańców.

- Wstyd mi, że musiało minąć tyle czasu, by przypomnieć o tamtej tragedii, która w Stelle jest ciągle tabu - mówi Günter Schwabe, pięćdziesięcioparoletni nauczyciel z Haukoopsfeld. To on zorganizował uroczystość.

W zeszłym roku Schwabe wypatrzył w księgarni książeczkę o intrygującym tytule "Stelle w cieniu swastyki". Napisał ją nieżyjący już mieszkaniec miasteczka i wydał własnym sumptem. Jeden rozdział poświęcił zamordowaniu Milejskiego, nazywając egzekucję perfidnym i hańbiącym czynem.

Schwabe pokazał książkę uczniom, z którymi prowadził zajęcia o narodowym socjalizmie.

- Postanowiliśmy, że wspólnie upamiętnimy zamordowanego robotnika - opowiada Bianca Flamming, uczennica z Haukoopsfeld.

Po 60 latach miejsce kaźni Polaka wyglądało jak wielki śmietnik. Trzeba było posprzątać. Większy problem był jednak taki, że prawie nikt w Stelle nie chciał rozmawiać o wojnie. Pomocy odmówili dyrektor miejscowej szkoły oraz chadecki burmistrz Joachim Wilcke.

Burmistrz nie chciał nawet spotkać się z uczniami. - Ta sprawa to igranie z ogniem. Żyją przecież jeszcze ludzie pamiętający tamte czasy. Ja sam nic o sprawie nie wiem - powiedział Schwabemu.

- Jak może nie wiedzieć, skoro park, w którym powieszono Milejskiego, po wojnie zaczęto nazywać "laskiem katowskim" albo "laskiem polskim"? To chowanie głowy w piasek. W dzisiejszych czasach niebywałe tchórzostwo - mówi Jürgen Horsch, emerytowany dziennikarz, który pomagał Schwabemu i jego uczniom.

Horsch opowiada, że kilku mieszkańców parę razy chciało przerwać milczenie w sprawie Milejskiego. Ale rządzący w Stelle chadecy zawsze ukręcali sprawie łeb. - Nasi chadecy z trudem dostrzegają, że czasy się zmieniły. To beton, wiecznie wczorajsi, trudno to zmienić. Tym bardziej że, gdyby zaczęli bić się w piersi, musieliby potępić własnych rodziców - mówi jeden z mieszkańców miasteczka.

W 1942 r. szubienicę wznoszono z drewna od miejscowych chłopów, kilku pomagało w egzekucji, inni się przyglądali.

Na Milejskiego doniosła gestapowcom kobieta, z którą się spotykał. - Bał się konsekwencji i zerwał z nią, a ona postanowiła się zemścić - opowiada Horsch.

- To był lincz bez sądu, bez żadnej możliwości obrony - dodaje Schwabe.

W oficjalnej kronice miasteczka o Milejskim nie ma ani słowa. Nauczyciel poprosił o pomoc polski konsulat w Hamburgu i ambasadę w Berlinie, ale nie dostał odpowiedzi. Ani słowa o skazańcu nie ma też w archiwum pobliskiego obozu koncentracyjnego w Neuengamme. Uczniom udało się tylko wygrzebać jego akt zgonu.

Gdy przedwczoraj przez Stelle szedł pochód uczniów, burmistrza wśród nich nie było. - Nikt mnie nie poinformował - powiedział mi.

Do młodych przyjechał Hans Rössler, katolicki proboszcz z sąsiedniego Winsen. - Nikt nie wstawił się za Julianem Milejskim. Tego nie można zapomnieć - mówił, gdy pochód dotarł na miejsce egzekucji, a zgromadzeni pomodlili się za duszę zamordowanego.

- Julian miał brata Stanisława. Może jeszcze żyje. Chcemy, by nas odwiedził - mówią Schwabe i Horsch. Tam, gdzie stała szubienica, ma być płyta pamiątkowa. - Burmistrz nas nie powstrzyma - zapewniają.

Skomentuj:
Pamięć wraca do Stelle
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje