Leki na receptę będą drożeć?

Sejm rozpoczął prace nad rządowym projektem ustawy, który może podwyższyć ceny leków refundowanych o 10 proc. Za to w każdej aptece chorzy płacić będą tyle samo
PiS, aby uszczelnić dziurawy system dopłat do leków, na który idzie z budżetu państwa co roku ponad 6 mld zł, chce wprowadzić sztywne ceny i marże na leki refundowane. W efekcie ceny będą we wszystkich aptekach takie same. Skończy się turystyka lekowa, czyli nawet kilkudziesięciokilometrowe podróże do aptek, gdzie leki są tańsze - twierdzi Ministerstwo Zdrowia pytane przez "Gazetę", jaki jest sens wprowadzania takich zapisów.

Rządowym projektem wczoraj zajmowała się sejmowa komisja zdrowia. Jej członkowie powołali podkomisję, która zajmie się szczegółową analizą projektu.

Przeciw zmianom protestują hurtownicy, producenci leków, przedstawiciele organizacji konsumenckich i niepełnosprawni. Jak twierdzą, rządowe propozycje doprowadzą do podwyżek cen leków i wyeliminują z rynku konkurencję.

O co chodzi? Dziś każdy lek refundowany ma ustaloną odgórnie maksymalną cenę (marża nie może przekroczyć 8,91 proc.), natomiast sprzedawcy (hurtownicy, farmaceuci) mogą ze sobą rywalizować, obniżając swój zarobek. Po zmianach nikt z hurtowników i aptekarzy nie będzie mógł obniżyć ceny, nawet jeśli będzie chciał.

Urzędnicy chcą też wprowadzić zakaz różnicowania przez producentów cen leków refundowanych w umowach z hurtowniami farmaceutycznymi. Chodzi o to, aby ograniczyć możliwość stosowania np. niższych cen dla hurtowni, które biorą dużo towaru. - Przestaną funkcjonować mechanizmy konkurencji - alarmuje Konfederacja Pracodawców Polskich.

Według ostrożnych szacunków firmy Pharma Expert, na które powołują się koncerny farmaceutyczne, wprowadzenie sztywnych marż może doprowadzić do podniesienia cen leków refundowanych dla pacjenta średnio o blisko 10 proc.

- To bardzo poważny cios w pacjenta i szpitale - twierdzi Wojciech Rosicki z Polskiej Grupy Farmaceutycznej. - Na przykładzie mojej teściowej, która stale przyjmuje pięć preparatów, policzyłem, jakie będą koszty nowych przepisów. Dziś teściowa wydaje na leki 250 zł miesięcznie. Po zmianach zapłaci o 20 proc. więcej. Przy jej emeryturze w wysokości 1100 zł jest to bardzo poważne obciążenie finansowe. Cały czas łudzę się, że urzędnicy nie przeanalizowali jeszcze wszystkich danych i zmienią zdanie.

Hurtownicy i analitycy rynku farmaceutycznego nieoficjalnie twierdzą, że pomysł sztywnych cen i marż lansuje część środowiska aptekarskiego z grona małych placówek, które chce ograniczyć konkurencję w swoim fachu. - Każda apteka będzie miała takie same ceny - przekonują.

Nowe zapisy źle mają się skończyć nie tylko dla pacjentów. KPP argumentuje, że odbiją się czkawką również małym hurtowniom farmaceutycznym - jest ich w Polsce kilkaset. Część z nich (jak duża tego organizacja już nie podaje) po prostu splajtuje.

- Dziś obrót często wygląda tak, że duża hurtownia kupuje lek od producenta, a następnie sprzedaje go mniejszej hurtowni, która dopiero przekazuje towar do apteki. Obie hurtownie dzielą się marżą. Po wprowadzaniu w życie propozycji rządu całą marżę będzie mogła zainkasować tylko jedna - argumentuje organizacja.

Hurtownie boją się również innego rządowego pomysłu zawartego w projekcie, czyli obniżenia swojej marży do poziomu 8,68 proc. (ze względu na niską inflację). Tymczasem Związek Pracodawców Hurtowni Farmaceutycznych twierdzi, że takie firmy już operują na progu rentowności - ich zysk netto oscyluje wokół 1 proc.

Co na to wszystko rząd? Ministerstwo Zdrowia, w którym powstał projekt, z zarzutami się nie zgadza. Zdaniem resortu proponowane zapisy... w dłuższej perspektywie obniżą ceny leków refundowanych, a także - jak napisał resort w uzasadnieniu projektu - "wyeliminują znaczne różnice cen na leki refundowane w poszczególnych aptekach".

Resort tłumaczy, że dzięki sztywnym cenom i marżom producenci nie będą w stanie stosować "gierek marketingowych", ustalając ceny na linii producent - hurtownia - apteka i nakręcając przez sterowanie cenami sprzedaży określonych preparatów.

Pomysł ma też przynieść oszczędności dla budżetu państwa. W jakiej wysokości? To niemożliwe do oszacowania - twierdzi w projekcie ministerstwo.