Tłum zabił pasażera, po tym jak kierowca potrącił dziecko

We wtorek w stolicy Texasu, Austin, tłum zabił Davida Moralesa, po tym, jak samochód, którego był pasażerem, potrącił dziecko. Policja prowadzi śledztwo ws. tej tragedii.
Samochód, którym jechał 40-letni Morales, potrącił na parkingu osiedla mieszkaniowego ok. czteroletnie dziecko. Gdy kierowca wysiadł, by sprawdzić, co z dzieckiem. Zaatakowały go osoby z tłumu, który zebrał się wokół samochodu. Gdy Morales wysiadł, by bronić kierowcy, został również zaatakowany.

Policja ustaliła już, że nie użyto ani noży, ani broni palnej. Wiadomo, że atakujących mogło być do dwudziestu osób.

Kierowcy udało się uciec, policja nie chce ujawnić jego nazwiska. Wiadomo, że - jak co dzień - odwoził Moralesa do domu po pracy. Potrącone dziecko zostało przewiezione do szpitala, gdzie okazało się, że obrażenia są niegroźne.

Tuż po wypadku ktoś przybiegł do siostry pasażera, by powiedzieć, co się stało. Margaret Morales znalazła brata leżącego na chodniku i krztuszącego się krwią. Obecni już na parkingu policjanci nie pozwolili ani jej, ani jej matce podejść do leżącego. Policja twierdzi, że pogotowie przyjechało minutę po wezwaniu, jednak rodzina zmarłego skarży się, że pomoc nadeszła zbyt późno. - Davida Moralesa przywieziono do szpitala 35 minut po wezwaniu - powiedział rzecznik pogotowia, dodając, że policjanci... nie dopuścili lekarza do Moralesa, bo musieli zabezpieczyć teren.

Na osiedlu przebywało w tym czasie od dwóch do trzech tysięcy osób, które przyjechały na festiwal Juneteenth. - Po wypadku na samym parkingu zebrało się kilkaset ludzi - mówi przyjaciółka rodziny zmarłego, która też mieszka na osiedlu.

Śledztwo będzie trudne, bo zaraz po tragedii tłum na parkingu rozbiegł się. Policja ma trudności z zebraniem danych, są nawet wątpliwości co do tego, czy potrącone dziecko to dziewczynka czy chłopiec.

- Chcę, by sprawcy zostali postawieni przed sądem - mówi tymczasem druga siostra Davida Moralesa, Elizabeth.