Czy polski uran opłaca się wydobywać?

Ministerstwo Ochrony Środowiska pozwoliło australijskiej firmie wydobywczej Wildhorse Energy na poszukiwania uranu w Sudetach. Prace mogą się rozpocząć już za kilka dni.
Wydobycie uranu rozpoczęli Niemcy dziesięć lat przed II wojną światową w Kowarach w Sudetach. Do swoich laboratoriów mieli wtedy wywieźć około 10 ton rudy uranowej. Do 1942 roku Niemcy wydobyli ponad 70 ton rudy. W 1947 roku w okolice Kowar przyjechali Rosjanie. Zaledwie cztery lata później w zarządzanych przez nich kopalniach pracowało już kilka tysięcy robotników (w tym więźniowie). Cały przemysł wydobywczy, choć znajdował się w Polsce, był zarządzany i podporządkowany Rosjanom. Badania prowadzili specjaliści - geolodzy z ZSRR, nadzór nad kopalniami należał do radzieckiego wojska, a wszystko, co w nich wydobyto, bez wyjątku wysyłano na wschód. Polaków dopuszczono do badań dopiero pod sam koniec lat 50. XX wieku - 13 lat po rozpoczęciu eksploatacji złóż. Pierwsi byli specjaliści z warszawskiego Państwowego Instytutu Geologicznego (PIG). Kilka lat później pojawili się tam fizycy z Instytutu Badań Jądrowych z Warszawy. Ci ostatni opracowywali wtedy różne strategie rozwoju w Polsce energetyki jądrowej. Wydobycie, oczyszczanie i wstępne wzbogacanie uranu w Sudetach zakończyło się w 1973 roku. Działało tam osiem kopalń, z czego trzy zlokalizowane były w Kowarach. W sumie wydobyto i wywieziono do ZSRR około 700 ton metalicznego uranu (inne źródła podają 850 ton). To bardzo mało, zaledwie 0,7 proc tego, co wydobyto w Czechosłowacji. Jedno ze źródeł podaje, że polski uran stanowił tylko 0,25 proc. całego uranu wydobytego we wszystkich (za wyjątkiem Bułgarii) krajach bloku wschodniego.

Czy polskie złoża opłaca się eksploatować? Rosjanie zaprzestali wydobycia z powodów ekonomicznych, ale to wcale nie musi oznaczać, że polskie złoża były wtedy nierentowne. Może Rosjanie odkryli wtedy w ZSRR bogatsze w surowiec złoża? W takim wypadku te mniej opłacalne - polskie - po prostu zostawiono. Nawet jednak zakładając, że w latach 60. i 70. wydobycie uranu w Sudetach przynosiło straty, nie musi tak być dzisiaj. Technologie związane z przemysłem wydobywczym tanieją, a uran drożeje. Jeszcze 40 lat temu funt surowca (0,45 kg) kosztował około 7 dol., dzisiaj około 130 dol. Ceny tego surowca zaczęły gwałtownie rosnąć dwa-trzy lata temu, eksperci spodziewają się, że będą rosły nadal.

Radzieccy geolodzy oceniali, że nieeksploatowane złoża w Sudetach zawierają 2,5 tys. ton. To niedużo. Po odpowiedniej obróbce da to około 500 ton uranu nadającego się na paliwo do elektrowni jądrowych. Z grubsza można powiedzieć, że dla jednej elektrowni o mocy 1 GW wystarczyłoby to na około 20 lat w przypadku "jednorazowego spalania". Gdyby wypalone pręty zostały "przetworzone" w specjalistycznym zakładzie, taka ilość paliwa wystarczyłaby na kilka razy dłużej.

Australijska firma Wildhorse Energy na rynku wydobywczym dopiero raczkuje. Powstała w 2005 roku, a na australijskiej giełdzie jej akcje są notowane od zaledwie kilku miesięcy. Zarządza dwoma kopalniami, jedną w USA, drugą (od stycznia 2007) na Węgrzech. Choć Australię i Polskę dzieli wiele tysięcy kilometrów, z punktu widzenia energetycznej samowystarczalności, nasza sytuacja może się okazać bardzo podobna. Australia w olbrzymiej większości oparła swoją energetykę na węglu brunatnym. Złoża tego surowca na Antypodach są największe na świecie. Równocześnie Australia, choć sama nie ma programu energetyki jądrowej, jest jednym z trzech największych wydobywców uranu na świecie. Na Antypodach, od kilkunastu miesięcy trwają dyskusje nad wybudowaniem elektrowni atomowej.

Polska jest jednym z największych producentów węgla kamiennego na świecie i w przeważającej większości (w 96 proc.) to na nim opiera swoją energetykę. Nie mamy siłowni jądrowych, ale w planach na następne lata jest rozpoczęcie cywilnego programu atomowego. Gdyby polskie złoża uranu były rentowne, nasza sytuacja - podobnie jak sytuacja Australii - byłaby do pozazdroszczenia.