Wiadomości >  Archiwum

Dubrowka pozostanie tajemnicą

Wacław Radziwinowicz
02.06.2007
A A A Drukuj
Prokuratura w Moskwie "zawiesiła", a w istocie zamknęła śledztwo w sprawie ataku terrorystycznego na teatr na Dubrowce w październiku 2002 r. - Władze chcą, by prawda o tragedii, która pochłonęła 130 ofiar, nigdy nie wyszła na jaw - uważa Igro Trunow, adwokat rodzin, których bliscy zginęli w teatrze
Prokuratura przekazała właśnie bliskim ofiar postanowienie o "zawieszeniu śledztwa" w związku - jak to ujęła - "z nieustaleniem miejsca pobytu podejrzanych".

Z dokumentu wynika rewelacyjna wręcz informacja, że prokuratorzy za podejrzanych uważają 52 osoby. Do tej pory mówiło się, że terrorystów w komandzie Mowsara Barajewa, które cztery i pół roku temu opanowali teatr, było 39. I wszyscy zostali albo zabici w czasie szturmu Dubrowki, albo rozstrzelani przez funkcjonariuszy oddziałów specjalnych tuż po zajęciu przez nich teatru. Za sprawcę władze Rosji uważają jeszcze słynnego komendanta czeczeńskiego Szamila Basajewa, który zginął 9 września ubiegłego roku. W sumie więc 40 osób.

- Nie mam pojęcia, skąd wzięli jeszcze 12 osób. Czy to znaczy, że 12 terrorystom w czasie szturmu udało się umknąć specnazowcom? Do tej mówiono nam, że nikt nie uciekł - zastanawia się Trunow. I dodaje: - W decyzji prokuratury jest mowa o poszukiwaniu dwóch wymienionych z nazwiska terrorystów, Derihana Wahajewa i Hasana Zakajewa. Te nazwiska widzę pierwszy raz. Kim byli? Organizatorami? Pomocnikami napastników? Brali udział w ataku? Obawiam się, że nigdy się tego nie dowiemy.

Tatiana Karpowa, kierująca Komitetem "Nord Ost" (terroryści napadli na teatr w czasie, kiedy na scenie był wystawiany music hall pod tym tytułem), nie jest zaskoczona decyzją prokuratury. - Władze robią, co mogą, by zaciemnić sprawę i w ten sposób uchronić przed odpowiedzialnością wysoko postawione osoby. Tych, którzy planowali szturm na teatr i kierowali chaotyczną akcją ratunkową, w wyniku której śmierć poniosła zdecydowana większość ze 130 ofiar - uważa Karpowa.

- Prokuratura w praktyce zamknęła śledztwo, choć formalnie tylko je "zawiesiła". To z jej strony sprytna sztuczka. Dopóki śledztwo nie zostało formalnie zakończone, jego materiały są ściśle tajne. Ani ja, ani nikt z bliskich poszkodowanych nie mamy do nich dostępu - mówi Trunow. - W momencie zamknięcia postępowania władze musiałyby udostępnić nam wszystkie dokumenty. Wtedy dowiedzielibyśmy się, skąd raptem się wzięło jeszcze 12 terrorystów, jaką rolę w napadzie odgrywali tajemniczy Wahajew i Zakajew. I dowiedzielibyśmy się, kto w dniach dramatu kierował sztabem antykryzysowym, kto kierował szturmem. Ta informacja do dziś pozostaje tajemnicą za siedmioma pieczęciami.

Ponurych tajemnic Dubrowka ma jeszcze dziś bardzo wiele. Władze nigdy nie wyjaśniły, jakiego gazu użyły przed szturmem do uśpienia terrorystów i zakładników w sali teatru. Lew Fiodorow, znany rosyjski toksykolog, mówił "Gazecie", że był to najpewniej środek wytworzony przez znane pod nazwą Kamiera tajne laboratorium na Łubiance. Miał być przeznaczony do ewentualnego ataku na Stocznię Gdańską w czasie strajków 1980 r.

Zdaniem Fiodorowa gaz był obliczony na młodych, silnych mężczyzn, którym nie wyrządziłby trwałej krzywdy. W przypadku zaś osób starszych, schorowanych i dzieci okazał się śmiercionośny.

Nie wiadomo też, kto jest winny straszliwego bałaganu w czasie akcji ratowniczej tuż po szturmie. Wtedy uśpionych, półnagich zakładników żołnierze specnazu wynosili z budynku i rzucali na stos na kamienny chodnik przed wejściem do budynku.

W Moskwie było wtedy tylko nieco powyżej zera, padał deszcz, chwilami śnieg. Wielu nieprzytomnych ludzi leżało tak ponad godzinę i po prostu zamarzło. Wielu udusiło się pod ciężarem ciał martwych i umierających towarzyszy niedoli.

A dosłownie 50 metrów od wyjścia z teatru znajduje się ogromny, znakomicie wyposażony Szpital Weteranów Wojen, z którego przed szturmem ewakuowano wszystkich pacjentów. Jednak tam żołnierzom biorącym udział w akcji ratowniczej nie pozwolono przynosić zakładników.

- Dopóki śledztwo nie zostało formalnie zamknięte, bliskim ofiar nie wolno zgłaszać dodatkowych wniosków związanych z tą sprawą. A moi klienci mieliby ich bardzo wiele - zapewnia Trunow.

Z protokołów oględzin zwłok ofiar tragedii na Dubrowce wynika, że przy wielu ciałach znaleziono kosztowności, spore, idące w tysiące dolarów ilości gotówki. Wszystko przepadło. Prokuratorzy pytani, co się stało z klejnotami i pieniędzmi znalezionymi przy zwłokach, odpowiadają mętnie, że w sprawę był zamieszany oficer FSB, który zginął w wypadku samochodowym.

- Oczywiście będziemy się odwoływać od decyzji prokuratury moskiewskiej - mówi Trunow. - Jeśli to nic nie da, poszukamy sprawiedliwości przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu. I za pozbawienie nas prawa do uczciwego śledztwa będziemy się tam domagać bardzo wysokich odszkodowań dla rodzin wszystkich ofiar z Dubrowki. One im się należą choćby za sposób, w jaki nasze bogate w petrodolary państwo potraktowało sieroty po zabitych zakładnikach. Niektórym z nich przyznano renty po 240 rubli (9 dol.). To byłoby śmieszne, gdyby nie było straszne

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX