"SLD było zauroczone prywatyzacją za wszelką cenę"

29.05.2007 00:00
Były premier Waldemar Pawlak powiedział komisji śledczej, że za prywatyzację Banku Śląskiego odpowiada ówczesny wiceminister finansów Stefan Kawalec. Posłowie dyskutowali także, czy przesłuchać prezydenta.
"On prowadził ten proces od początku. Marek Borowski [minister finansów w rządzie Pawlaka] włączył się na pewnym etapie" - powiedział we wtorek Pawlak podczas przesłuchania przed sejmową komisją śledczą ds. banków.

Pawlak wyjaśnił, że decyzja o odwołaniu Kawalca była konsultowana z Borowskim. Dodał, że w 1994 roku rozmawiał z nim o zwolnieniu wiceministra i prosił, by złożył wniosek o odwołanie Kawalca. Gdy Borowski odmówił, Pawlak zwolnił Kawalca bez takiego wniosku.

Odwołanie wiceministra było zgodne z obowiązującym wówczas prawem. Premier mógł wyciągać konsekwencje wobec sekretarzy i podsekretarzy stanu. Natomiast ministrów mógł odwoływać Sejm.

"Wtedy relacje między premierem a ministrami były inne, ministrowie mieli dużą autonomię" - podkreślił Pawlak.

Kilka dni po odwołaniu Kawalca dymisję złożył Borowski. "Minister finansów nie oceniał krytycznie prywatyzacji BŚ prowadzonej przez Kawalca, dlatego dymisja Borowskiego została przyjęta" - powiedział.

Pawlak przypomniał, że ówcześni koalicjanci w jego rządzie mieli odmienne poglądy na temat procesu prywatyzacji. PSL chciało wprowadzić zmiany, natomiast SLD było "zauroczone prywatyzacją za wszelką cenę".

To raczej nie było łamanie prawa

O to, czy urzędnicy rządowi złamali prawo, pytał Artur Zawisza (PR). "Nie mam przesłanek do tego, by jednoznacznie na to pytanie odpowiedzieć" - dodał Pawlak.

Jego zdaniem, można zastanawiać się, czy wyceniając akcje BSK przed ich sprzedażą przez ministra finansów, można było dokładniej porównać cenę z giełdowymi kursami banków takich jak WBK czy BRE.

Akcje BSK sprzedawano jesienią 1993 r. po 500 tys. ówczesnych złotych (50 zł). W dniu debiutu, w styczniu 1994 r., kurs akcji BSK wyniósł 6,75 mln zł (czyli 675 zł). Nie wszyscy akcjonariusze zainteresowani zbyciem akcji mogli jednak sprzedać posiadane walory, ponieważ opóźniało się potwierdzanie świadectw depozytowych. Był to wówczas element rejestrowania na rachunku inwestycyjnym akcji kupionych w ofercie publicznej.

Kwestia rozbieżności między ceną emisyjną BSK a kursem giełdowym jest jedną ze spraw, jakimi zajmuje się komisja badając prywatyzację tego banku.

Wcześniej posłowie przesłuchali Jacka Sochę, byłego szefa Komisji Papierów Wartościowych i Giełd.

Przesłuchać prezydenta?

Komisja śledcza ds. banków uznała ponadto, że zanim zdecyduje, czy wezwie na przesłuchanie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, konieczne są ekspertyzy prawne.

Wniosek o przesłuchanie L.Kaczyńskiego złożył Artur Zawisza (PR). Prezydent był prezesem Najwyższej Izby Kontroli, gdy NIK kontrolowała prywatyzację Banku Śląskiego.

Przewodniczący komisji powiedział, że jego zdaniem nie ma potrzeby przesłuchania prezydenta, gdyż raport NIK zawiera wyczerpujące informacje na temat przebiegu prywatyzacji Banku Śląskiego.

Artur Zawisza czasowo wycofał wniosek o przesłuchanie obecnego prezydenta.

Eksperci komisji uznali, że nie można jednoznacznie stwierdzić, czy prezydent może zostać wezwany przed komisję. Powoływali się przy tym na opinie dotyczące wezwania b. prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego przed sejmową komisję śledczą ds. PKN Orlen.

Wykonano wówczas 7 ekspertyz - z trzech wynikało, że komisja może przesłuchać prezydenta, trzy ekspertyzy wskazywały, że nie, jedna opinia była pośrednia.

Eksperci komisji ds. banków zwrócili uwagę, że zgodnie z ustawą o komisji śledczej prezydent może zostać wezwany, ale jest też jedyną osobą w państwie, która nie ma obowiązku stawienia się na przesłuchaniu.

Eksperci komisji podkreślili, że aby wezwać prezydenta, komisja musi wyczerpać wszystkie inne środki dowodowe.

Skomentuj:
"SLD było zauroczone prywatyzacją za wszelką cenę"
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje