Zepter pokonał Anwil i zdobył mistrzostwo

Koszykarze wrocławskiego Zeptera-Śląsk po raz 14. wywalczyli mistrzostwo Polski. W swej Hali Ludowej w obecności ponad 6 tys. widzów pokonali wczoraj w decydującym spotkaniu włocławski Nobiles-Anwil 67:60.
Jak przed trzema laty i jak kilkakrotnie wcześniej w gigantycznej Hali Ludowej święcili triumf wrocławscy koszykarze. Nigdy jednak aż tyle tysięcy ludzi nie śpiewało tu hymnu zwycięzców zespołu Queen "We Are The Champions".

Długo przed rozpoczęciem spotkania przed halą stał tłum. Kibice liczyli na dodatkowe bilety obiecane przez organizatorów. Ciżba przed wejściami była ogromna, samych dziennikarzy przyjechało kilkuset.

Działacze Zeptera rozważali ustawienie olbrzymich telebimów przed halą, ale ostatecznie zrezygnowali z tego pomysłu. Chyba dobrze zrobili. Euforia wrocławian po zakończeniu meczu była ogromna, zadeptali ochroniarzy i ponieśli na rękach swoich idoli. Nie wiadomo, co by się stało przed halą, tam byłoby trudno cokolwiek kontrolować.

Niestety, zapotrzebowanie na bilety co najmniej dwukrotnie przerastało możliwości obiektu. Wielu kibiców odjechało do domów ze łzami w oczach oglądać mecz w telewizji.

Kto dostał się do hali, nie zapomni tego dnia. Ostatecznie na trybunach było grubo ponad 6 tys. kibiców. Już na długo przed rozpoczęciem spotkania skandowali: "Cała Polska w cieniu Śląska".

Siódmy mecz finału był zdecydowanie najlepszy z dotychczasowych. Cały czas trzymał w napięciu, a końcowy wynik nie był przesądzony do ostatniej minuty. Nobiles udowodnił, że nie przez przypadek znalazł się w finale. Nie można nie docenić bardzo dobrej gry włocławian, a szczególnie Igora Griszczuka. Wczorajszy wieczór należał jednak do zespołu Andreja Urlepa, który tym razem, nie wiadomo czemu, był bardziej spokojny, szalał trochę mniej obok linii bocznej.

Gospodarze, którzy po raz czwarty przy okazji tegorocznego finału potrafili wykorzystać atut własnego boiska, mogli jednak świętować triumf dopiero kilkanaście sekund przed końcem spotkania. Jeszcze w 38. minucie gry po trzypunktowym rzucie serbskiego skrzydłowego gości Vladko Ilicia był remis 60:60.

Raimondas Miglinieks jest uznawany za najlepszego rozgrywającego polskiej ligi. Wczoraj jednak Łotysz zdobywał także najważniejsze kosze. Często w ostatnich sekundach akcji. Na dodatek trafiał nie spoza linii 6,25 cm, ale nawet z ponad 8 metrów, bo tylko tam miał miejsce do znalezienia sobie pozycji rzutowej. Dokładnie tak samo gra się dziś w całej koszykarskiej Europie, w której obrona bierze górę nad atakiem.

Bliżej kosza broniący tytułu koszykarze z Wrocławia byli świetnie pilnowani przez rywali. Po raz kolejny - a wbrew oczekiwaniom - gracze Nobilesu bronili strefą, która już trzykrotnie wcześniej przynosiła im powodzenie. Tym razem była ponownie na tyle skuteczna, że włocławianie potrafili odrobić nawet 13-punktową stratę (30:43 w 22. min).

Może nawet goście zdołaliby po raz pierwszy w tym sezonie wygrać we Wrocławiu, ale w ostatnich minutach zabrakło wśród nich dwóch ich najwyższych graczy. Tomasz Jankowski i Amerykanin David Van Dyke przed czasem zostali wykluczeni z gry po piątych faulach. Zwłaszcza ten pierwszy był bardzo ważny, bo kierował całą defensywą strefową swego zespołu.

Nobilesowi zabrakło też do zwycięstwa może dwóch celnych rzutów ich najlepszego wczoraj zawodnika Griszczuka. W decydujących akcjach i przy minimalnym jeszcze prowadzeniu zawodnik ten, pamiętający czasy występów włocławian w II lidze, nie zdołał znaleźć dla siebie odpowiedniej pozycji do rzutu. W efekcie chybiał lub był blokowany. Nieudane i zbyt egoistyczne zagrania Griszczuka wzbudzały jawne niezadowolenie jego partnerów, zwłaszcza Chorwata Alana Gregova. Jednak zarówno Griszczuk, Gregov, jak i wszyscy ich koledzy walczyli do końca i rozegrali, być może, najlepszy mecz Nobilesu nie tylko w finale, ale w całym sezonie. To wrocławianie byli jednak górą.

ZEPTER-ŚLĄSK WROCŁAW - NOBILES-ANWIL WŁOCŁAWEK 67:60 (38:30). Zepter: Wójcik 18, Miglinieks 17 (4), Zieliński 16 (1), McNaull 9, Krzykała 1 oraz Zyskowski 6 (1), Szengelija 0, Adamek 0. Nobiles: Griszczuk 17 (3), Gregov 14, (3), Ilić 9 (3), Jankowski 7, Van Dyke 5 oraz Prawica 4, Kondraciuk 3, Tomaszewski 1. Stan rywalizacji 4:3, tytuł dla Zeptera.

Powiedzieli po meczu:

Eugeniusz Kijewski, trener Nobilesu

Obie drużyny stworzyły widowisko godne finału. Do końca nie było wiadomo, kto będzie mistrzem. Myślę, że mistrzostwo Polski przegraliśmy jednak nie dzisiaj, ale w piątym spotkaniu. Jestem zadowolony, bo ten zespół funkcjonował coraz lepiej, im dłużej trwał sezon i wyraźnie było to widać w play off. Przed sezonem wicemistrzostwo wziąłbym w ciemno. A teraz, co ważne, wszyscy polscy zawodnicy mają jeszcze z klubem kontrakty na przyszły sezon.

Andrej Urlep, trener Zeptera

Nobiles był trudnym przeciwnikiem i dlatego każdy z siedmiu meczów był wyrównany. Na nasze szczęście dziś zadecydowała trójka Miglinieksa, sam nie wiem, z którego metra. Dziękuję wszystkim zawodnikom, bo to był bardzo ciężki sezon, ale oni to wytrzymali. W całych finałach nie było żadnego decydującego elementu. Najwięcej kłopotów nie sprawiła nam wcale strefa rywali, ale brak sił.

Jacek Winnicki, II trener Zeptera

O naszym zwycięstwie zadecydowała odporność psychiczna, wola walki i obrona. Wiedzieliśmy, że trzeba zatrzymać Nobiles na około 60 punktach.

Jarosław Zyskowski, Zepter

Po play off i finale na trzech pierwszych miejscach jest taka sama kolejność co po rundzie zasadniczej, i to na pewno sprawiedliwe rozwiązanie. Dziś o zwycięstwie decydowała pełna koncentracja.

Maciej Zieliński, Zepter

W tym roku było trudniej zdobyć mistrzostwo niż ostatnio, bo byliśmy pod większą presją. Pekaes Pruszków był faworytem. Mimo wszystko wolałem siódmy decydujący mecz grać we Wrocławiu. Rzuty Miglinieksa z dystansu były szczęśliwe, ale szczęście sprzyja lepszym.

Igor Griszczuk, Nobiles

Miglinieks rzucał w niebo i miał dużo szczęścia, że trafiał.

Tomasz Jankowski, Nobiles

Mimo dużej straty w drugiej połowie potrafiliśmy wyrównać, ale kosztowało nas to sporo sił, których zabrakło w końcówce. Mimo porażki w finale jestem zadowolony, bo nikt nie spodziewał się, że ta rywalizacja potrwa tak długo.

Andrzej Adamek, Zepter

Gdy włocławianie odrobili 13-punktową stratę, ani przez chwilę nie zwątpiliśmy w wygraną. A gdy na 63:60 rzucił Ray, widziałem, że opadły głowy i ręce graczom włocławskim. Ich ostatnie nieudane akcje nie były winą Griszczuka. Koszykarze Nobilesu w decydujących momentach często liczą na indywidualne akcje rozgrywających.