Seung-Hui był studentem ostatniego roku uczelni w Wirginii, mieszkał w jednym z tamtejszym akademików - Harper Residence Hall. Mężczyzna zastrzelił 32 osoby, później popełnił samobójstwo.
Użyto pistoletu Glock kaliber 9 mm
Zidentyfikowano go z opóźnieniem, gdyż nie miał przy sobie żadnego dowodu tożsamości, a jego twarz była zmasakrowana w wyniku samobójczego strzału w głowę. W jego plecaku znaleziono m.in. rachunek za zakup pistoletu Glock kaliber 9 mm, jednego z narzędzi przestępstwa.
- Testy balistyczne potwierdziły, że we wcześniejszej strzelaninie w akademiku i później w salach wykładowych użyto tej samej broni - powiedział na dzisiejszej konferencji prasowej przedstawiciel policji stanowej, Steve Flaherty. - Można przypuszczać, że w obydwu przypadkach mamy również do czynienia z tym samym sprawcą. Nie zostało to jednak potwierdzone - dodał Flaherty. - Cały czas badamy, czy był ktoś, kto na którymś z etapów pomagał Seung-Hui - stwierdził.
Jak powiedział szef policji w Blacksburgu, Wendell Flinchum, Cho przebywał w USA legalnie z wizą studencką i studiował literaturę angielską. Mieszkał w kampusie w Virginia Tech.
Pierwsza ofiara była - jak poinformował Flinchum - "jego znajomą". Z przecieków ze śledztwa wynika, że chodzi o byłą dziewczynę Cho, która porzuciła go dla innego studenta. Został on zastrzelony razem z nią.
- To była straszna, okropna katastrofa. Miejsce tragedii wyglądało makabrycznie. Ciała znaleziono w co najmniej czterech salach wykładowych i na klatce schodowej. Są trudności z identyfikacją ofiar - powiedział szef policji stanowej.
Dlaczego władze nie zareagowały?
Z relacji świadków wiadomo, że morderca zabijał swe ofiary bez słowa, przechodząc z jednej sali wykładowej do drugiej. Niektórym studentom udało się uciec przez okna - wyskakiwali z pierwszego piętra.
W Virginia Tech wszyscy zadają pytanie, dlaczego po pierwszej strzelaninie, o godz. 7.15 rano, władze szkoły nie zrobiły nic, aby zapewnić jej ochronę, nie zaalarmowały studentów o grożącym niebezpieczeństwie i nie odwołały dalszych zajęć. Między jedną a drugą strzelaniną upłynęło około dwóch godzin.
Rektor twierdzi, że myślał, iż zabójstwo pierwszych dwóch ofiar było efektem "domowych porachunków" i że sprawca uciekł z uczelni. Dlatego rozesłano tylko e-maile z informacją o incydencie, polecono udać się do sal wykładowych i nie wezwano policji.
Rodzice ofiar żądają teraz dymisji rektora i dowództwa policji w Blacksburgu. Przed tragedią na uczelnię napływały ostrzeżenia o rzekomo podłożonych bombach. Przypuszcza się, że zamachowiec testował w ten sposób system ochrony. W drzwiach sal wykładowych nie było nawet kluczy, którymi można by je zamknąć.
Napastnik zastrzelił 32 osoby, w szpitalach pozostaje 12 rannych, ich stan jest stabilny.