Zdaniem Zbigniewa Wassermanna, wprowadzenie obowiązku podawania przez obecnych funkcjonariuszy służb specjalnych w oświadczeniach lustracyjnych informacji o ewentualnej pracy lub służbie w organach bezpieczeństwa PRL, to wynik braku koordynacji między kancelariami prezydenta i premiera.
Na rozpoczynającym się dzisiaj posiedzeniu Sejm zajmie się prezydenckim projektem zmian w ustawie lustracyjnej, który przewiduje że oficerowie służb specjalnych, pracujący za granicą, w jawnych oświadczeniach lustracyjnych nie będą podawać - za zgodą premiera lub koordynatora ds. służb specjalnych - informacji o swej ewentualnej pracy lub służbie w organach bezpieczeństwa PRL.
Informacje te będą oni zobowiązani zamieścić w pisemnych tajnych deklaracjach, składanych szefom poszczególnych służb specjalnych, którzy niezwłocznie powiadomią o nich premiera lub koordynatora ds. służb specjalnych - i niezależnie od tego przekażą deklaracje IPN. Osoby takie nie znajdą się też na listach oficerów służb PRL, które ma publikować IPN.
Prezydent Kaczyński pytany w ubiegłym tygodniu, dlaczego takich rozwiązań nie przyjęto wcześniej powiedział, że "przedstawiciele odpowiednich służb nie zwrócili mu na to w odpowiednim momencie uwagi". Dopytywany, co to za "odpowiednie służby", odparł, że nie chodzi o służby MSZ, "bo one w ogóle o tych sprawach nie wiedziały". - Chodzi o inne służby. Nie będę się nad tym rozwodził - stwierdził prezydent.
Pytany dziś o tę sprawę Wassermann powiedział, że jest to wynikiem "braku komunikacji między instytucjami, które na co dzień nie koordynują swoich działań". - Biuro prawne pana prezydenta pracuje niezależnie od biura prawnego pana premiera. To jest bardzo specjalistyczna wiedza; prawnicy tego typu wiedzą nie dysponują - zaznaczył Wassermann.