Rządowe 300 milionów na rozwój high-tech

17.03.2007 00:00
300 mln zł na badania high-tech potrzebne polskim firmom - to nowy rządowy projekt "Inicjatywa technologiczna". Czy pomoże unowocześnić polską gospodarkę?
Nowy rządowy projekt "Inicjatywa technologiczna" - w skrócie "IniTech" - oficjalnie zainauguruje premier Jarosław Kaczyński w poniedziałek na warszawskiej giełdzie. Wnioski o pieniądze można składać już teraz. Do rozdysponowania jest 300 mln zł z budżetu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Odpowiedzialny za przedsięwzięcie wiceminister nauki Krzysztof Kurzydłowski zapowiada przełom. - Niedawno oglądałem w Kalifornii garaż, w którym w 1939 r. powstała i rozwinęła się firma Hewlett-Packard - opowiada. - Czy gdyby w Polsce jakaś świetnie rokująca młoda firma technologiczna potrzebowała wsparcia finansowego dla swoich badań, nasz resort mógłby jej pomóc? Otóż do niedawna było to niemożliwe, nie było procedur. Teraz się to zmieni - zapewnia.

Chodzi o to, żeby zaawansowane technologie zaczęły w polskiej gospodarce odgrywać większą rolę. Obecnie jest z tym słabo, co potwierdzają liczne wskaźniki, na czele z niskim (0,57 proc.) stosunkiem wydatków na badania i rozwój do PKB. Grozi to tym, że nasza gospodarka będzie anachroniczna i coraz mniej konkurencyjna.

Kurzydłowski: - W polskich przedsiębiorstwach działalnością badawczo-rozwojową zajmuje się łącznie około 7 tys. pracowników. Dla porównania - sam tylko Siemens ma ich na świecie kilkakrotnie więcej. W dodatku u nas lwia część pracowników badawczo-rozwojowych pracuje w sektorze państwowym. W krajach rozwiniętych - w prywatnym.

Giełda liczy na innowacje

"Inicjatywa technologiczna" wyłoniła się z ubiegłorocznego projektu "Wędka technologiczna". Jej zasady są w skrócie takie:

•  o pieniądze mogą ubiegać i firmy prowadzące badania dla siebie, i instytucje naukowe - te ostatnie jednak muszą wykazać, że wyniki badań znajdą zastosowanie w biznesie (list intencyjny lub umowa z przedsiębiorcą);

•  można otrzymać pieniądze zarówno na badania, jak i na tzw. fazę wdrożeniową, czyli działania związane z wprowadzeniem nowej technologii na rynek;

•  nie ma maksymalnej ani minimalnej wysokości dofinansowania (ograniczona jest jedynie innymi przepisami, m.in. prawem unijnym). Resort nauki spodziewa się, że wnioski będą opiewać przeciętnie na kwoty od kilkuset tysięcy do kilku milionów złotych.

O wsparcie mogą ubiegać się nawet firmy bardzo młode. - Jeżeli z życiorysów wnioskodawców wynika, że rzeczywiście są w stanie stworzyć planowaną technologię, to mogą dostać pieniądze - zapewnia Kurzydłowski. Autorzy "Inicjatywy" spodziewają się, że większość wniosków będzie dotyczyć biotechnologii, farmacji i teleinformatyki. Część pieniędzy (ok. 10 proc.) pójdzie na wsparcie rozmaitych firm doradczo-pośredniczących kojarzących naukę z gospodarką.

- Do tej pory kiedy przedsiębiorcy i naukowcy pracujący dla przemysłu próbowali ubiegać się u nas o wsparcie, to musieli konkurować z humanistami, badaczami przyrody i kosmosu. Teraz mamy dla nich specjalny, osobny budżet. Wnioski będziemy oceniać według nowych kryteriów - tłumaczy Kurzydłowski. - Liczymy, że zespoły naukowe wykorzystają "Inicjatywę technologiczną" do zakładania własnych firm [tzw. spin-off]. Na razie spółek tworzonych przez naukowców prawie w Polsce nie ma - mówi wiceminister.

"Inicjatywą technologiczną" interesuje się warszawska giełda, która jeszcze przed wakacjami chce uruchomić tzw. nowy rynek. - Byłyby na nim notowane młode firmy technologiczne. To spółki, które często mają świetne pomysły, bardzo szybko się rozwijają, ale nie mają kapitału. Mogłyby go szukać na giełdzie - mówi rzecznik GPW Dariusz Marszałek. Wymogi formalnoprawne stawiane przez giełdę spółkom na nowym rynku byłyby znacznie luźniejsze niż dziś. Taka firma nie składałaby opasłego prospektu emisyjnego, nie musiałaby mieć trzyletniej historii itp. - Ryzyko dla inwestorów będzie spore, bo przecież nie każda spółka okaże się nowym Google. Niektóre może nawet padną. Ale można też liczyć na nieprzeciętne hity - mówi Marszałek.

GPW spodziewa się, że jeszcze w tym roku na nowym rynku pojawi się dziesięć spółek, a potem coraz szybciej będą przybywać kolejne. - Liczymy m.in. na firmy finansowane z budżetu "Inicjatywy technologicznej" - mówi Marszałek.

Czy nie wyjdzie jak zawsze

Kto będzie oceniać wnioski o wsparcie? Do końca marca powstanie około 15-osobowy zespół ekspertów. Wiceminister nie chce na razie ujawnić nazwisk. - To nie będzie profesura, ale ludzie z doświadczeniem w gospodarce. Wykładowcy szkół biznesowych, przedsiębiorcy, którzy odnieśli sukces, specjaliści z giełdy, naukowcy z użytecznymi patentami - wylicza. Selekcja wniosków i podpisywanie umów ma zająć nie więcej niż trzy miesiące.

Pytanie, czy na dobrych chęciach się nie zakończy. Wnioski można składać tylko do 2 maja. To bardzo mało czasu. Problem drugi - biurokracja. Ministerstwo wprowadziło pewne ułatwienia (wniosek można złożyć przez internet, a potem tylko dosłać wydruk), ale samo wypełnienie formularza, jak przyznają po cichu pracownicy resortu, proste nie jest - szczególnie dla mniejszych przedsiębiorców, bez doświadczeń z ubieganiem się o wsparcie publiczne.

- Lepsze od pomocy urzędników byłoby proste, dobre i sprawne prawo, które nie utrudniałoby działalności gospodarczej. Wtedy, obok wielu innych, powstawałyby także firmy innowacyjne - powiedział nam jeden z polskich przedsiębiorców technologicznych. Poprosił jednak o anonimowość, bo - jak dodał - "może zainteresuje się programem, skoro już taki jest".

- Na jesieni zrobimy drugą turę przyjmowania wniosków - obiecuje wiceminister Kurzydłowski. - A w przyszłości będziemy powtarzać takie akcje. Dla mnie najważniejszym wskaźnikiem sukcesu będzie skala udziału przedsiębiorców w tym projekcie, to, czy zgłaszają się firmy. Nie chcemy, żeby po pieniądze przychodzili z czapką naukowcy, twierdząc, że są tu w imieniu przedsiębiorców, którzy sami wstydzą się przyjść - mówi.

Michał Górzyński, ekonomista CASE, jest ostrożny. - Każda inicjatywa zbliżająca naukę z gospodarką jest cenna, a jeśli będzie więcej pieniędzy na badania i rozwój, to jeszcze lepiej, bo na razie jest ich niewiele - mówi. - Ale wiele zależy od szczegółów. Zwłaszcza od tego, jak w praktyce będzie wyglądać ocena wniosków, czy rzeczywiście najważniejsza będzie innowacyjność projektów i ich potencjał rynkowy, i czy wszystko będzie przebiegać sprawnie.

Zobacz także
  • KE znów próbuje stworzyć unijny patent
  • Polska innowacyjna za euro
  • Bruksela: więcej na nowe technologie
Skomentuj:
Rządowe 300 milionów na rozwój high-tech
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje