Rozmowa z Jakubem T.

Rozmawiali: Michał Kopiński, Violetta Szostak
2007-03-06 , aktualizacja: 05.03.2007 00:00
A A A Drukuj
- Mama zapytała mnie tylko raz na początku, czy to zrobiłem. Powiedziałem, że nie. Znają mnie, więcej już nie pytali - mówi 24-letni poznaniak, którego Anglicy podejrzewają o brutalny gwałt na 48-letniej kobiecie.
Angielska policja domaga się wydania Jakuba T., 24-letniego studenta z Poznania. Jest podejrzewany o to, że ponad pół roku temu - podczas swojego pobytu w mieście Exeter - brutalnie zgwałcił, obrabował i zostawił nieprzytomną na ulicy 48-letnią kobietę. Zarzuty są tak poważne, że poznaniakowi grozi nawet poczwórne dożywocie. Brytyjscy śledczy przeprowadzili badanie DNA. Według nich przesądza ono o winie Jakuba - za poznaniakiem wystawiono więc europejski nakaz aresztowania. Na jego podstawie mężczyzna został zatrzymany i trafił do aresztu. Teraz czeka na posiedzenie Sądu Okręgowego, który podejmie ostateczną decyzję w sprawie deportacji. Adwokat Jakuba kwestionuje wiarygodność badania DNA. Sam mężczyzna wypowiada się w tej sprawie pierwszy raz.

Michał Kopiński, Violetta Szostak: Kiedy dowiedziałeś się, że angielska policja wiąże Cię ze sprawą brutalnego gwałtu w Exeter?

Jakub T.: - W listopadzie, kiedy byłem już w Poznaniu, zadzwonili do mnie angielscy policjanci i zapytali, czy poddam się badaniu DNA. Powiedzieli, że pomogę im w ten sposób w wyjaśnieniu tej sprawy. Byłem zdziwiony, poprosiłem o dzień do namysłu, chciałem się upewnić, że nie pakuję się w żadne kłopoty. Ale kiedy zadzwonili nazajutrz, powiedziałem, że się zgadzam, nie miałem przecież nic do ukrycia. Zrobiłem badania, a potem była cisza. Myślałem po prostu, że się nie odzywają, bo sprawdzili i nic już ode mnie nie chcą. I praktycznie zapomniałem o sprawie.

Aż do momentu, kiedy przyszli po Ciebie policjanci?

- Tak. To było w piątek 9 lutego o godz. 6 rano, policjanci przyszli do domu. Spałem, obudzili mnie. Powiedzieli, że jestem zatrzymany, ale nie mogą na razie powiedzieć, w jakiej sprawie. Szukałem w głowie: o co może chodzić? O tym, że to ma związek z Anglią, nawet nie pomyślałem. Potem przyszedł prokurator i oświadczył, że jestem podejrzany o gwałt, próbę zabójstwa, grozi mi dożywocie. Założyli mi kajdanki, zabrali do aresztu.

Chodzi o wydarzenia z nocy z 22 na 23 lipca. Pamiętasz tę noc?

- Przypomniałem sobie, gdy policjanci zadzwonili i powiedzieli, że zostaliśmy zarejestrowani przez kamery miejskiego monitoringu - widać tam, jak wracam z siostrą i koleżankami z imprezy. Tak do mnie trafili. To było moje pierwsze wyjście po przyjeździe do Anglii. Na kamerze widać, jak się rozstajemy z dziewczynami. One wróciły do domu, a mnie chciało się zapalić i poszedłem po papierosy do hotelu, w którym pracowałem.

Co było dalej?

- W hotelu spotkałem Mantasa, chłopaka z Litwy, który pracował ze mną jako nocny portier. Przez mniej więcej godzinę paliliśmy papierosy i rozmawialiśmy, pamiętam, że kłóciliśmy się z Mantasem o bitwę pod Grunwaldem - kto ją wygrał, Polacy czy Litwini (śmiech). Gadaliśmy dość długo, aż szef zwrócił Mantasowi uwagę, że ma wracać do pracy. Potem poszedłem do domu, bo siostra martwiła się, co ze mną, dzwoniła w tym czasie kilka razy. Nie, nie byłem tej nocy pijany, na imprezie wypiłem może trzy piwa, miałem dobry humor.

Po powrocie poszedłeś spać?

- Zjadłem jeszcze dwie kanapki, trochę pożartowaliśmy z siostrą, a potem się położyłem.

Wiedziałeś, że tej nocy - w czasie, kiedy ty rozmawiałeś z kolegą - ktoś brutalnie zgwałcił i zostawił na ulicy w ciężkim stanie 48-letnią kobietę?

- Nie. Słyszałem coś o napaściach na kobiety, ale o tym, że zgwałcono kogoś właśnie tej nocy, nie wiedziałem.

Zdajesz sobie sprawę, że już wkrótce możesz wrócić do Anglii, ale jako osoba deportowana?

- Nie dociera to do mnie. Boję się tego. Nie zrobiłem nic złego, boję się, że jest tak, jak wielu mówi, że tam mnie już skazano.

Po Twoim zatrzymaniu policja rozesłała do mediów informację, że „ujęto groźnego gwałciciela”. Widziałeś te artykuły w gazetach?

- Tak. Zaraz potem przeniesiono mnie, ze względu na bezpieczeństwo, do innej celi. Siedzę z trzema spokojnymi chłopakami. Gramy w monopol, oglądamy telewizję.

Emitowany przez Polsat hit „Prison break - Skazany na śmierć”, którego bohater siedzi w więzieniu choć jest niewinny, też oglądacie?

- Pozycja obowiązkowa (uśmiech). Chłopacy wołają do mnie: „Kuba, choć oglądać, »poczuj więzienie na własnej skórze «” [to hasło reklamowe oglądanego przez 6,5 mln widzów serialu - przyp. red.]. Ten śmiech jest po to, żeby nie zwariować.

Twoi bliscy wierzą, że jesteś niewinny?

- Mama zapytała mnie tylko raz na początku, czy to zrobiłem. Powiedziałem, że nie. Znają mnie, więcej już nie pytali, powiedzieli, że zrobią wszystko, żeby mnie wyciągnąć z tego koszmaru.

Decyzję w sprawie deportacji Jakuba T. do Anglii poznański Sąd Okręgowy podejmie 15 marca.









Podziel się